"Baby Driver". Czerwone Subaru po ulicach mknie. Jeden z najlepszych filmów roku? [RECENZJA]

Jak już słusznie zauważyli niektórzy krytycy, „Baby Driver” w pewien sposób łączy się z „Driverem” (1978) Waltera Hilla i „Drive” (2011) Nicolasa Windinga Refna. Naturalnie chodzi o postać kierowcy, ale łącznikiem nie jest to, że każdy z tych trzech bohaterów potrafił mocno wcisnąć pedał w podłogę, ale fakt, że w każdym z nich była jakaś zadra, rozczarowanie i bunt przeciwko rzeczywistości.

O ile jednak postaci wykreowane przez O’Neala i Goslinga były już zmęczone egzystencją, tak bohater Ansela Elgorta dopiero zaczął dostawać po tyłku. Jego pierwsze czołowe zderzenie z życiem obserwujemy za sprawą filmu Edgara Wrighta. Pierwszy poważny „dzwon” zawsze zostawia po sobie ślady, to nieuniknione, a żeby pozostać w zgodzie z samym sobą, trzeba będzie słono zapłacić za błędy. Duchowa rekonwalescencja jest najcięższa.

Tytułowy Baby (Ansel Elgort) jest kierowcą bandziorów, imponująco łącząc ze sobą zręczną jazdę na ręcznym, zabawę gałką zmiany biegów i kręcenie kierownicą z jednoczesną obsługą jednego ze swoich licznych iPodów, gdzie ma wgrane ścieżki dźwiękowe idealne na każdą okazję. W końcu uciekać przed policją potrafi byle kretyn, ale jedynie stylowi goście robią to w rytm swojej ulubionej piosenki, nie zważając na blokady, barykady czy inne przeszkody.

Droga ma być pokonana od punktu A do punktu B – proste, jak wszyscy wiemy co. I chociaż Baby do tej pory robił to dlatego, bo długi trzeba spłacać, a tajemniczy Doc (Kevin Spacey) nie lubi, gdy jego rachunki się nie zgadzają, to potrzebę zerwania ze zbójeckim stylem życiem na dobre zaczyna odczuwać dopiero, gdy na jego drodze – a następnie w serduszku – pojawi się piękna i równie pogubiona, Deborah (Lily James). Co za imię! Jak z piosenki. Czego się nie robi dla kobiet, prawda, panowie?

Edgar Wright opowiada swój film za pomocą muzyki. Właściwie już od pierwszej sceny, gdzie jesteśmy rzuceni w wir dynamicznych wydarzeń i – podobnie jak Baby – nie możemy dać się zdekoncentrować, narratorem tej opowieści są kolejne piosenki, finalnie składające się na musical akcji „Baby Driver”. I chociaż na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że fabuła jest wyłącznie dodatkiem do tego efektownego, wirtuozersko zmontowanego teledysku, tak właściwie nic bardziej mylnego. Autor serwuje nam nie tylko pean na część kina, ale przedstawia klasyczną, przepiękną w swojej prostocie, opowieść o miłości, moralności i dojrzewaniu.

Gwiazdy na premierze filmu w Londynie [WIDEO+ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Po wyjściu z kina powiedziałem: O Jezusieńku słodki, jakież to jest złożone z ogranych motywów, znanych schematów i... jakie to jest dobre! Zdania nie zmieniam. Wright bawi się gatunkami, bawi się formą, opowiada historię muzyką, z jednej strony pokazując nam imponujące sekwencje zrobione na jednym ujęciu, a z drugiej to od początku do końca przerysowane, wręcz komiksowe, ale też hołdujące klasyce kino.

W „Baby Driver” wszystko od początku do końca jest misternie zaplanowane, zupełnie tak jak w ręcznie składanym supersamochodzie, gdzie nie ma miejsca na żadną pomyłkę, a każda z części musi idealnie współdziałać z drugą. Taki to też jest film – wyglądający jak luksusowe auto, złożone na specjalne zamówienie i wyposażone na indywidualne życzenie klienta. Długo można by rozpływać się o soundtracku, wszystkich piosenkach wyselekcjonowanych przez twórców, ale właściwie lepiej po prostu posłuchać ścieżki dźwiękowej i odpłynąć, a raczej odjechać myślami w długą drogę.

Jeżeli coś zaczyna się od pościgu za czerwoną Subaru Imprezą, opowiada sentymentalną historię o miłości, przyjaźni i zemście, ma przebojowy soundtrack, świetnych i wyrazistych bohaterów (Jamie Foxx król, Ansel Elgort > Ryan Gosling jako kierowca, taka prawda, a Lily James jest tak piękna i urocza, że sam rzuciłbym dla niej wszystko i ruszył przed siebie), a na dodatek w jednej z ról gościnnie pojawia się Sky Ferreira, to zwyczajnie nie może się nie udać. Lekko się podkochuję w tym filmie, piękne. „Baby Driver” to kandydat do miana jednego z najlepszych filmów tego roku.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
[email protected]

"BABY DRIVER" W KINACH OD 7 LIPCA

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 7 lipca 2017 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.