"Bóg nie umarł". Egzotyczna, bo amerykańska ewangelizacja w kaznodziejskim duchu… Amwaya [RECENZJA]

Gdyby twórcy tego filmu nie tylko surfowali po temacie, ale zawahali się pogłębić zarówno filozoficzną dyskusję o Bogu jak i psychologię bohaterów, czyniąc ich postacie mniej papierowymi, dostalibyśmy film, który porusza umysł i naprawdę oddziałuje na emocje.

NASZA OCENA: 7/10

Student pierwszego roku Josh trafia na zajęcia z filozofii prowadzone przez zagorzałego ateistę, profesora Radissona, który na pierwszych zajęciach każe studentom napisać na kartce słynne zdanie Friedricha Nietzschego: „Bóg umarł” i podpisać się pod nim. Josh odmawia, co skutkuje tym iż musi udowodnić, że Nietzsche się mylił i przekonać i resztę studentów, że Bóg jednak istnieje.

Zaintrygował mnie początek tego filmu. Pomysł wyjściowy jest bardzo dobry. Oto nieopierzony student I roku rzuca wyzwanie znanemu profesorowi, gdy ten próbuje narzucić mu ( i całej grupie) swoje zdanie. Pochwalamy taką odwagę, wszak umiejętność mówienia NIE to lansowana wszędzie asertywność. Tym razem owa asertywność może doprowadzić Josha do zguby, bo jego przegrana oznacza zawalenie studiów. Abstrahując od naszych poglądów sekundujemy młodzieńcowi, bo walka zapowiada się iście biblijna: oto współczesny (intelektualny) pojedynek Dawida z Goliatem. I jeśli pierwsze starcia przynoszą nam satysfakcję to kolejne już rozczarowują. Bo oto role się odwracają: pyskaty, mega inteligentny profesor nie ma nic do powiedzenia i pozwala się zapędzić w kozi róg laikowi. Sugeruje się nam, że argumenty ZA są tak niepodważalne, że w obliczu boskiej logiki, ateista musi przegrać. Tymczasem ktokolwiek liznął nieco filozofii i teologii wie, że profesor jest bezbronny jak przewrócony na plecki żuczek; tak jakby wiedzę o religii posiadł z Wikipedii i nigdy nie zapoznał się z poglądami filozofów, z których niemal każdy na przestrzeni ostatnich 2 tysięcy lat jakieś stanowisko wobec Boga zabierał. Dysputa akademicka to i tak najmocniejszy punkt filmu, nie dorównuje temu wątkowi niemal żaden inny epizod. Ani lewicującej blogerki, która nawraca się w obliczu śmierci; ani młodej muzułmanki, która ni stąd ni zowąd wybiera chrześcijaństwo, bo… wtedy może porzucić chodzenie w chuście? Największe wrażenie robi wątek wyrodnego syna, któremu w przebłysku świadomości pogrążona w demencji matka tłumaczy czym jest zło i dobro. Ale już na temat wątku z dwoma pastorami, którym Jezus naprawia pod wpływem ich modlitwy… samochód z litości się nie wypowiem. Choć wiem, co o tym mogą sądzić mechanicy samochodowi i …ratownicy służb medycznych, którzy zobaczyli jak się chrześcijańsko reanimuje się człowieka po wypadku. Osobiście wolałabym fachową tracheotomię. Może się wydawać, że reżyser namnożył wątków po to, by w łzawym finałowym catharsis, bohaterowie epizodów mogli przysporzyć profitów operatorom komórkowym wysyłając SMS-y z tekstem „Bóg nie umarł”.

Gdyby nie ta nieszczęsna końcówka film możnaby ocenić wyżej. Jakby nie było jest to ciekawa próba odnalezienia we współczesnym zlaicyzowanym świecie etycznych wartości – tutaj akurat chrześcijańskich. Pewne zdania czy sceny, pomimo miałkości psychologicznej danej bohaterom, też dłużej pozostają w pamięci. Jednym z nich jest zdanie, które wybrzmiewa pod koniec dysputy: „Jeśli nie wierzy Pan w Boga, czemu tak bardzo Pan go nienawidzi?”, czy też dialog pomiędzy pacjentką, a lekarzem mającym zawiadomić ją o bliskim końcu „– Chce Pani, by ktoś przy Pani był? – Nie. Jestem sama…”

Beata Cielecka

"Bóg nie umarł" w tv. Sprawdź datę emisji!

WRÓĆ DO PROGRAMU TV!

Udostępnij artykuł
Polub Telemagazyn

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.