"Chór". Pięć minut geniusza [RECENZJA]

Film reżysera „Purpurowych skrzypiec” dowodzi, że ów ma ucho i serce do muzyki.

NASZA OCENA: 8/10

Stet ma dopiero 11 lat, ale uzbierał już całkiem spory bagaż złych życiowych doświadczeń. Samotnie wychowująca go matka właśnie zginęła w wypadku samochodowym. Chłopiec nie może zamieszkać u ojca, ponieważ ten ukrywa przed swoją żoną i córkami fakt, że ma syna z innego związku. Stet trafia do elitarnej muzycznej akademii z internatem, gdzie ze względu na swój talent wokalny zwraca uwagę wymagającego dyrygenta chóru, mistrza Carvelle. Chłopiec nie może jednak odnaleźć się w nowej rzeczywistości, jest zbuntowany i rozżalony na los. Nie dogaduje się ani z kolegami ani z wychowawcami. Jednak surowy, a jednocześnie mądry Carvelle nie odpuszcza walki o duszę i talent Steta.

Aż ciarki przechodzą po plecach gdy słyszy się chłopięce głosy śpiewające w tym filmie. Piękne, czyste, mocne głosy, którymi powinni śpiewać aniołowie w Niebie (jeśli oczywiście takowe istnieje, a Stwórca zna się na muzyce). To niezwykłe dla widza doznanie muzyczne to jedne z najmocniejszych atutów filmu, które w dodatku wnosi sporo napięcia, bo przecież wcale nie mamy pewności czy Stet „wyciągnie” dźwięk jak należy. I czy jakiś jego miły koleżka nie spłata mu przykrego figla z podmiana nut czy czymś podobnym…

Drugim mocnym atutem filmu jest aspekt pedagogiczny, który znamy już ze znakomitego filmu Pan od muzyki. Nie jest bynajmniej odkrywczym fakt, że muzyka nie tylko łagodzi obyczaje, ale też ma funkcję terapeutyczną. Jej uprawianie daje poczucie celowości życia, nadaje mu sens, sprawia że w całym znoju i trudzie, którego doświadcza również nastoletni bohater jest coś pięknego, dla czego warto znieść to co najgorsze.

Trzecim plusem filmu jest obsada. Bardzo dobrze ze swoją rola poradził sobie młodziutki Garrett Wareing. Jest wzruszającym, ale silnym i bardzo, bardzo ładnym dzieckiem co w tym pięknym wizualnie filmie (sceny w starej szkole) nie jest bez znaczenia. Niespodzianką była trudno rozpoznawalna Debra Winger oraz kreacja zażywnej Kathy Bates. Ale to jednak Dustin Hoffman, jako mający oryginalne metody dydaktyczne i konfliktowy charakter Carvelle, trzyma cały film w garści.

Nieco psuje całość duża przewidywalność rozwoju akcji i nieco banalne dialogi. Jednak w tym wypadku inne walory pozwalają na puszczenie tego w niepamięć, zwłaszcza że produktem finalnym jest film równie ujmujący jak słynne „Purpurowe skrzypce” tegoż reżysera sprzed niemal dwudziestu lat.

"Chór" w tv - sprawdź datę emisji.

WRÓĆ DO PROGRAMU TV!

Udostępnij artykuł
Polub Telemagazyn

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.