KONKURS "Serial wszech czasów..."! Wygraj bilety do kina, książki i płyty DVD!

Przy okazji Międzynarodowego Konkursu Seriali Serialis 2016 w Katowicach, mamy dla Was konkurs, w którym do wygrania są bilety do kina, książki oraz płyty DVD!

Multimedia

Od 26 do 28 sierpnia w Katowicach odbywa się Międzynarodowy Konkurs Seriali Serialis 2016. Podczas trzech dni odbędą się: spotkania z gwiazdami serialu "Gra o Tron", premiery i pokazy kultowych seriali, warsztaty, prelekcje i panele dyskusyjne (CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT).

Z tej okazji zapraszamy Was do wzięcia udziału w konkursie. Do wygrania są:

Miejsce I - sześć zaproszeń do kina z sieci Multikino obowiązujących od poniedziałku do czwartku w całej Polsce, książka "Zakazane imperium", książka "W życiu jak w kinie" oraz płyta dvd z Kabaretem Moralnego Niepokoju;
Miejsce II - cztery zaproszenia do kina z sieci Multikino obowiązujące od poniedziałku do czwartku w całej Polsce, książka "W życiu jak w kinie" oraz płyta dvd z Kabaretem Moralnego Niepokoju;
Miejsce III - dwa zaproszenia do kina z sieci Multikino obowiązujące od poniedziałku do czwartku w całej Polsce, książka "W życiu jak w kinie" oraz płyta dvd z Kabaretem Moralnego Niepokoju.

Sponsorem biletów do kina jest Multikino

----------------------

Co zrobić żeby wygrać?

Wystarczy w komentarzu pod tym tekstem w ciekawy sposób odpowiedzieć na pytanie (minimum 1000 znaków):

"Serial wszech czasów to...?" Uzasadnij swoją odpowiedź.

Na odpowiedzi czekamy od 26.08.2016 r. od godz. 12:00 do 4.09.2016 r. do godz. 23:59:59. Nagrody powędrują do autorów trzech najciekawszych odpowiedzi. Zostaną one opublikowane w serwisie Telemagazyn.pl!

Szczegółowy regulamin konkursu znajduje się tutaj.

Udostępnij artykuł
Polub Telemagazyn

Komentarze

Skomentuj
  • Tunan

    Długo się zastanawiałem nad wyborem, ale w końcu udało się. Jest jeden polski serial, który należy do moich ulubieńców. Czas Honoru. Jedna z lepszych rodzimych produkcji ostatnich lat. Twórcy ukazują nam realia II wojny światowej oczami cicho-ciemnych żołnierzy. W serialu nie brakuje charyzmatycznych bohaterów, widowiskowych akcji czy wątków romantycznych. To co przykuło moją uwagę to życie codzienne wojennej warszawy. Nie tylko z perspektywy działań zbrojnych, ale też z punktu widzenia zwykłych ludzi, dla których to był najtrudniejszy czas w życiu. Mimo to starali się funkcjonować w tych warunkach, niejednokrotnie pomagając żołnierzom. Czas Honoru, to naprawdę świetna produkcja, zrealizowana z rozmachem, skupiająca najlepszych polskich aktorów, pokazuje nam fragment drogi, którą przeszła Polska do niepodległości. Walory edukacyjne i bądź co bądź rozrywkowe jednocześnie.

    04.09.2016 22:56
  • hoper

    W kategorii Serial wszech czasów i w odpowiedzi na zadane pytanie konkursowe nie znajduje sobie zwątpienia, zastanowienia i chwili wytchnienia, gdyż ja taki serial dobrze znam, kocham i ubolewam, że coś tak wspaniałego można było z anteny zdjąć, nawet dodatkowe ekranizacje filmowe nie uratowały mnie przed smutkiem. Serialem wszech czasów bijących wszystkich i zadający K.O. jest Gwiezdne Wrota SG-1. Serial, którego koncept odnośnie wrót umożliwiających poprzez nabicie kodów przeniesienie się na inną planetę, a której mieszkańcy w większości wywodzą się z Ziemi wprost bajeczny. Sekwencja wybierania adresu na inną planetę i tunel przez, który przechodzą główni bohaterowie są niesamowite. Choć w coraz to w kolejnych sezonach przejście i tunel czasoprzestrzenny jest ograniczone ja zawsze przeżywam ten moment wspaniale. Kocham niezmiernie także mitologie starożytne, dlatego też bardzo spodobał mi się koncept posłużenia się jako przeciwnikami i antagonistami dla Ziemi bogów z mitologii egipskiej, mamy ich całe mnóstwo, do tego dano im wiedzę, technologię i boskość, opartą na sile i wiedzy, ale wskazującej na istnienie tam tytułu Boga i tytułu wiernych, raczej poddanych. Odcinki w oryginale Stargate SG-1 wiodą nas przez różne gatunki obyczajowy, akcji, wojenny, ale dla mnie głównie to pozostanie science-fiction, bo kocham to nad miarę. Dostaniemy myśliwce latające w kosmosie, wielkie statki bazy, rydwan Thora, inne cywilizacje, wszystko to czego może spodziewać się człowiek, patrząc w niebo. Nowe problemy, nowe zagadnienia, nowe rozwiązania i nowe sytuacje - serial nagromadził tyle zdarzeń i emocji, i cały czas gonił za nowym, co było dla moich oczu i umysłu nektarem, pobudzało to moją kreatywność, ego iż chciałbym tego samego, do prawdy serial na miarę taką, jaką go określiłem.

    04.09.2016 22:56
  • Paulina

    Aby wskazać serial wszach czasów, trzeba pod uwagę wziąć coś więcej niż tylko własne upodobania i gusta. Taka produkcja powinna pozostawić piętno w świecie popkultury, jednoczyć kolejne pokolenia przed telewizorem. Gdybym miała wskazać jaki serial spełnia te kryteria, to bezsprzecznie wskazałabym na „Doctora Who” produkcji brytyjskiej stacji BBC. W 2013 roku serial obchodził swoje pięćdziesięciolecie, a obecnie znajduje się w Księdze Rekordów Guinnessa, jako najdłużej emitowany serial science-fiction. „Doctor Who” z całą pewnością odkrył formułę na wieloletni sukces i mimo upływających lat przyciąga do siebie nowych widzów i nie nudzi tych starszych. Dzieje się tak, gdyż serial dostosowuje się do obecnych czasów i wciąż potrafi zaskoczyć nowościami. Co kilka sezonów odtwórca roli Doctora jest zmieniany, więc nawet z tego względu, serial nigdy nie będzie ten sam, powtarzalny. Zmieniają się przeciwnicy i towarzysze, ale również, ku uciesze wytrwałych widzów, często wracają znane i lubiane postacie. Dla widza zaczynającego przygodę z tym serialem znajdą się i odcinki klasyczne z przed kilkudziesięciu lat i te bardziej nowoczesne z czasów współczesnych. Zaletą jest to, że oglądanie możemy zacząć od różnych odcinków, czasem jest to pierwszy epizod z przed pół wieku, czasem któryś z nowości. Serial również sprawia, że świąt nie wyobrażamy sobie bez specjalnego odcinka, wypuszczanego z okazji Bożego Narodzenia. ”Doctora Who” można pokochać na wiele sposobów i to sprawia, że zawsze będzie serialem wszech czasów.

    04.09.2016 22:40
  • Marco Polo

    Wybór mógł być tylko jeden - Latający Cyrk Monty Pythona! Mimo że większość skeczy znam na pamięć, za każdym razem śmieję się sam do siebie, gdy je oglądam. Brytyjczycy stworzyli swój własny genialny typ humoru, któremu nikt nie może dorównać. Wyśmiewali codzienną rzeczywistość, ale także sprawy polityczne, religijne i społeczne, w zabójczo śmieszny i częstokroć bezpośredni sposób. Ministerstwo głupich kroków, hiszpańska inkwizycja, skeczu z papugą nie będzie, to tylko kilku moich faworytów. To co od razu rzuca nam się w oczy w Latającym cyrku, to zachowywanie przez aktorów kamiennej twarzy, przy wykonywaniu niedorzecznych czynności, majstersztyk! Godne podziwu jest to, że teoretycznie twórcy Monty Pythona to ostatnie osoby, po których spodziewalibyśmy się takiego poczucia humoru. John Cleese z wykształcenia prawnik, Graham Chapman lekarz, brzmi ciekawie, prawda? A jednak grupa przyjaciół stworzyła imperium humoru, które zabawia już kolejne pokolenie, a przedstawione sytuacje jak na złość pasują także do czasów obecnych na całym świecie.

    04.09.2016 22:24
  • Wioletta

    Być może ciężko będzie uwierzyć Państwu w mój wybór, ale dla mnie najlepszym serialem, jaki miałam okazje oglądać była czeska produkcja "Kobieta za ladą". To zaledwie 12 odcinków, ale do dziś pamiętam, jak zasiadałam z córką przed telewizorem i śledziłyśmy losy ekspedientki Anny Holubowej. Przyznaję się, scenariusz nie był najwyższych lotów, ale w tamtych czasach widzieć na ekranie pełne sklepowe półki, to było coś! Co więcej, Anna była jak każda z nas. Pracująca matka, troskliwa mama, szczera przyjaciółka, tak jak my zmagała się z problemami życia codziennego, przeszła rozwód, starała się rozpocząć swoje życie na nowo, a jednak nie poddawała się. Właśnie ta mała rzecz była kwintesencją tego prostego serialu, co by się nie działo, główna bohaterka potrafiła poradzić sobie w każdej sytuacji, do wszystkiego podchodziła z rozsądkiem. Z jej rad korzystały pracownice sklepu, dla których po krótkim czasie była jak matka. Nigdy nie narzekała na swoją pracę, była niezwykle uprzejma dla klientów. To wszystko brzmi zbyt pięknie, prawda? Może to zwykła czeska propagandowa bajka dla dorosłych? Ale nawet jeśli, nie przeszkadza mi to. Ten serial pozwalał odetchnąć i napełnić się optymizmem na długie godziny.

    04.09.2016 21:34
  • Dowinka

    Nie będę oryginalna twierdząc, że bezsprzecznie serialem wszech czasów są "Przyjaciele". Kto z nas nie zasiadał przed telewizorem kibicując związkowi Rachel i Rossa? Żarty Chandlera, nieporadność Joey'a bawiły i bawią do tej pory, podobnie jak natręctwa Monici. Ach i cudowna Phoebe i jej muzyczne przeboje... Fenomenem serialu jest to, że towarzyszy już kolejnym pokoleniom, to jedna z niewielu produkcji, która bawi bez względu na wiek. Jak to możliwe? Każdy w zachowaniu poszczególnych postaci, może odnaleźć cząstkę siebie co pozwala na większe przywiązanie się do bohaterów. Życie przyjaciół zmienia się jak w kalejdoskopie, my, widzowie chyba nigdy nie byliśmy znudzeni, a po zakończeniu odcinka z niecierpliwością czekaliśmy aż piosenka "I'll be there for you" zabrzmi po raz kolejny.

    04.09.2016 21:20
  • Richie7

    Najlepsze co kodowana telewizja Canal+ dała polskim widzom, znajdowało się akurat w popołudniowym paśmie niekodowanym. Nieśmiertelny 'Diabelski młyn', czyli blok kreskówek z Królikiem Bugsem, animowane przygody Żukosoczka czy Douga, 'Dziewczyna z komputera' i 'Bajer w Bel-Air'. To wszystko w połowie lat '90 stanowiło fajną rozrywkę - zarówno dla tych młodszych, jak i tych nastoletnich. Tak też poznałem serial 'Parker Lewis nigdy nie przegrywa'. Z pozoru nic specjalnego - kolejna wariacja na temat życia amerykańskich nastolatków w typowym amerykańskim liceum. Pastelowe kolory, nażelowane fryzury, jednoosobowe szkolne ławki, nieporadni nauczyciele, nadęci członkowie szkolnej reprezentacji sportowej, torturowani pierwszoroczniacy z głową w sedesie lub zamknięci w szafce na kluczyk. W ten sposób ukształtowało się moje wyobrażenie o Ameryce, przy której przyziemne realia polskiej podstawówki wypadały skromnie i blado. Tytułowy protagonista to taki wieczny Piotruś Pan, który potrafi się znaleźć w każdej sytuacji i na wszystko ma gotową receptę. Razem z dwójką wiernych kumpli, Mikey'im i Jerrym robią rzeczy, o których nie śmiał nigdy marzyć za młodu żaden Kowalski czy Nowak. Przykład? W jednej z szafek przypadkiem odkrywają przejście do opuszczonego studia i zakładają nielegalny radio węzeł. Wspólnie tropią tajemniczą adoratorkę Mikey'ego. Łączą też wysiłki gdy na jaw wychodzi uzależnienie Jerry'ego od gier wideo. Wszystko zostało utrzymane w bardzo luźnym tonie i chwilami sprawia wrażenie, że chodzi tu bardziej o dobrą zabawę niż o faktycznny rozwój fabuły. Efekt ten potęgują podkładane co i rusz efekty dźwiękowe, jakby żywcem wyjęte z bajek o Strusiu Pędziwiatrze. Gdy do kadru wchodzi monstrualnie wielki Kubiak, słyszymy jak ziemia drży pod jego stopami, zaś gdy pani Musso gestem przyzywa do gabinetu psotnego ucznia, ruch jej ręki wydaje głośny świst. Wbrew pozorom jest to bardzo nienahalne i mocno uprzyjemnia widowisko. Sprawia, że oglądając Parkera Lewisa czujemy się, jakbyśmy czytali pstrokaty komiks. 'Parker Lewis nigdy nie przegrywa' przy wszystkich swoich zaletach, cierpi jednak na tę samą chorobę, na którą zapadły praktycznie wszystkie seriale dla młodzieży z tamtego okresu. Pierwsza seria odcinków jest lekka, zabawna, bez zbędnej 'spiny.' Druga, a szczególnie trzecia - odchodzi od elementów komediowych na rzecz problemów nastolatków - miłość, związki, rozstania, używki, itd. Ta ewolucja jest ewidentna i sprawia, że od pewnego momentu nie czuć już w ogóle ducha tego, czym ten serial miał być z założenia. Z uwagi jednak na wybitną pierwszą serię (26 odcinków) oraz ogromny osobisty sentyment, nominuję ten serial do tytułu serialu wszech czasów. Co by o nim nie mówić, Parker Lewis miał swój niepowtarzalny styl i żaden późniejszy protagonista nie zbliżył się nawet do bycia takim fajnym gościem jak on.

    04.09.2016 21:04
  • Adriano

    Przepraszam że zaspamowałem lekko tablicę, ale moje komentarze wcale nie chciały się zapisać. Otrzymywałem komunikat, że komentarz został dodany, ale żaden komentarz nie ukazywał się pod artykułem. Stało się to dopiero 0.5h później. Jeszcze raz przepraszam za spam.

    04.09.2016 19:38
  • Coś nie tak (gość)

    Zablokowano możliwość dodawania komentarzy. Po zalogowaniu nie mogę dodać swojego :(

    04.09.2016 19:13
  • Adi

    Mój komentarz nie chce się zapisać :(

    04.09.2016 19:06
  • Adriano

    Wojna to piekło... Ale czy na pewno? Oglądając kolejne odcinki serialu "M*A*S*H" za każdym razem nabieram ochoty, aby samemu znaleźć się w polowym szpitalu wojskowym, gdzieś na koreańskiej ziemi niszczonej wybuchami bomb i granatów...

    Co za paradoks, że fabułę jednego z najbardziej uznanych seriali komediowych w historii kinematorgrafii, osadzono w realiach zawieruchy konfliktu zbrojnego. Wydawałoby się, że tak depresyjny obraz nie będzie dobrym tłem dla sytuacyjnych gagów, typowo sitcomowych żarcików czy wybryków rodem ze slapsticku. M*A*S*H nie był jednak w najmniejszym stopniu ryzykownym projektem. Powstał jako adaptacja nominowanego do Oskara filmu Roberta Altmana "MASH", który z kolei sam był ekranizacją powieści "MASH: A Novel About Three Army Doctors" wydanej w 1968 roku. Dobrze zaznajomiona z materiałem źródłowym widownia chętnie zasiadła przed ekrany telewizorów... i nie odeszła od nich przez kolejne 11 lat. Humorystyczna opowieść o grupie wojskowych chirurgów i pielęgniarek z marszu podbiła serca widzów na całym świecie. O sukcesie produkcji w dużym stopniu zadecydował dobór niezwykle utalentowanych aktorów, obsadzonych w plastycznych i ciekawie napisanych rolach. Postaci zarysowano w bardzo charakterystyczny, wręcz kreskówkowy jak na dzisiejsze standardy sposób. Każdej przypisano unikalne wady i zalety, aby jeszcze silniej zaabsorbować telewidzów interakcją różnorodnych osobowości i temperamentów. Inteligentny i empatyczny zgrywus Hawkeye wybija się tu na pierwszy plan. W początkowych perypetiach towarzyszą my beztroski kapitan Trapper, wiecznie roztargniony podpułkownik Blake i gburowaty major Frank Burns. Wymuszona z rozmaitych przyczyn rotacja aktorów, w późniejszych sezonach wprowadza w to miejsce nowe trio - dojrzałego emocjonalnie kapitana Hunnicutta, pułkownika Pottera o iście ojcowskiej naturze i niezrównanego aroganta majora Winchestera. Gary Burghoff to jedyny aktor, który w swoim wcieleniu Radara pojawił się zarówo w serialu, jak i poprzedzającym go filmie pełnometrażowym oraz dodatkowo w dwóch produkcjach typu spin-off nakręconych po zakończeniu zdjęć do M*A*S*H-a. Co ciekawe, nikt ze stałej obsady nie zrobił nigdy wielkiej kariery w Hollywood. Ta sztuka udała się za to licznym aktorom, którzy w serialu wystąpili jednorazowo, w rólkach epizodycznych. Leslie Nielsen ("Naga Broń"), Laurence Fishburne ("Matrix"), Pat Morita ("Karate Kid") czy Patrick Swayze ("Dirty Dancing") to zaledwie kilku z nich! Oprócz treści, na uwagę zasługuje też forma serialu. W miarę upływu kolejnych lat, twórcy serialu - Gelbart, Reynolds i Metcalfe coraz częściej pozwalali sobie na eksperymentowanie. Efektem tego jest spora grupa "niestandardowych" odcinków. Mamy odcinek kręcony w trybie "real-time", gdzie śledzimy pracę bohaterów na ostrym dyżurze, mając w rogu ekranu zegar odmierzający kolejne minuty. Jest odcinek nakręcony w tonie paradokumentu, z narracją i wywiadami z personelem szpitala. Jeden z odcinków w całości zrealizowano w konwencji monologu Hawkeye'a. W innym z kolei - przez pełne pół godziny obserwujemy zdarzenia serialowe z perspektywy pierwszoosobowej, oczami rannego żołnieża przywiezionego wprost z frontu. Cała ta oryginalność, wciąż obecny element nowości, aktualność podejmowanych tematów oraz artyzm aktorów i scenarzystów sprawiły, że M*A*S*H na stałe wpisał się do klasyki gatunku. Emitowane w dzisiejszej telewizji seriale zwykle w kolejnych latach tracą oglądalność i kończą żywot po kilku sezonach z powodu "zużycia materiału". Jedenastoletnią obecność M*A*S*H-a na antenie uwieńczył finałowy odcinek, który w dniu premiery w 1983 roku zgromadził przed telewizorami widownię... uwaga... ponad 121 milionów Amerykanów! (dla porównania, populacja USA liczyła wtedy ok. 233 milionów). Ten rekord to ostateczny dowód sympatii dla M*A*S*H-a, który z całą pewnością zasłużył na miano serialu wszech czasów. Pokazał, że dobrze zrobiony program telewizyjny może bawić widzów przez długie lata. A wojna może nie jest jednak takim znowu piekłem?

    04.09.2016 18:58
  • Adriano

    Wojna to piekło... Ale czy na pewno? Oglądając kolejne odcinki serialu "M*A*S*H" za każdym razem nabieram ochoty, aby samemu znaleźć się w polowym szpitalu wojskowym, gdzieś na koreańskiej ziemi niszczonej wybuchami bomb i granatów...

    Co za paradoks, że fabułę jednego z najbardziej uznanych seriali komediowych w historii kinematorgrafii, osadzono w realiach zawieruchy konfliktu zbrojnego. Wydawałoby się, że tak depresyjny obraz nie będzie dobrym tłem dla sytuacyjnych gagów, typowo sitcomowych żarcików czy wybryków rodem ze slapsticku. M*A*S*H nie był jednak w najmniejszym stopniu ryzykownym projektem. Powstał jako adaptacja nominowanego do Oskara filmu Roberta Altmana "MASH", który z kolei sam był ekranizacją powieści "MASH: A Novel About Three Army Doctors" wydanej w 1968 roku. Dobrze zaznajomiona z materiałem źródłowym widownia chętnie zasiadła przed ekrany telewizorów... i nie odeszła od nich przez kolejne 11 lat. Humorystyczna opowieść o grupie wojskowych chirurgów i pielęgniarek z marszu podbiła serca widzów na całym świecie. O sukcesie produkcji w dużym stopniu zadecydował dobór niezwykle utalentowanych aktorów, obsadzonych w plastycznych i ciekawie napisanych rolach. Postaci zarysowano w bardzo charakterystyczny, wręcz kreskówkowy jak na dzisiejsze standardy sposób. Każdej przypisano unikalne wady i zalety, aby jeszcze silniej zaabsorbować telewidzów interakcją różnorodnych osobowości i temperamentów. Inteligentny i empatyczny zgrywus Hawkeye wybija się tu na pierwszy plan. W początkowych perypetiach towarzyszą my beztroski kapitan Trapper, wiecznie roztargniony podpułkownik Blake i gburowaty major Frank Burns. Wymuszona z rozmaitych przyczyn rotacja aktorów, w późniejszych sezonach wprowadza w to miejsce nowe trio - dojrzałego emocjonalnie kapitana Hunnicutta, pułkownika Pottera o iście ojcowskiej naturze i niezrównanego aroganta majora Winchestera. Gary Burghoff to jedyny aktor, który w swoim wcieleniu Radara pojawił się zarówo w serialu, jak i poprzedzającym go filmie pełnometrażowym oraz dodatkowo w dwóch produkcjach typu spin-off nakręconych po zakończeniu zdjęć do M*A*S*H-a. Co ciekawe, nikt ze stałej obsady nie zrobił nigdy wielkiej kariery w Hollywood. Ta sztuka udała się za to licznym aktorom, którzy w serialu wystąpili jednorazowo, w rólkach epizodycznych. Leslie Nielsen ("Naga Broń"), Laurence Fishburne ("Matrix"), Pat Morita ("Karate Kid") czy Patrick Swayze ("Dirty Dancing") to zaledwie kilku z nich! Oprócz treści, na uwagę zasługuje też forma serialu. W miarę upływu kolejnych lat, twórcy serialu - Gelbart, Reynolds i Metcalfe coraz częściej pozwalali sobie na eksperymentowanie. Efektem tego jest spora grupa "niestandardowych" odcinków. Mamy odcinek kręcony w trybie "real-time", gdzie śledzimy pracę bohaterów na ostrym dyżurze, mając w rogu ekranu zegar odmierzający kolejne minuty. Jest odcinek nakręcony w tonie paradokumentu, z narracją i wywiadami z personelem szpitala. Jeden z odcinków w całości zrealizowano w konwencji monologu Hawkeye'a. W innym z kolei - przez pełne pół godziny obserwujemy zdarzenia serialowe z perspektywy pierwszoosobowej, oczami rannego żołnieża przywiezionego wprost z frontu. Cała ta oryginalność, wciąż obecny element nowości, aktualność podejmowanych tematów oraz artyzm aktorów i scenarzystów sprawiły, że M*A*S*H na stałe wpisał się do klasyki gatunku. Emitowane w dzisiejszej telewizji seriale zwykle w kolejnych latach tracą oglądalność i kończą żywot po kilku sezonach z powodu "zużycia materiału". Jedenastoletnią obecność M*A*S*H-a na antenie uwieńczył finałowy odcinek, który w dniu premiery w 1983 roku zgromadził przed telewizorami widownię... uwaga... ponad 121 milionów Amerykanów! (dla porównania, populacja USA liczyła wtedy ok. 233 milionów). Ten rekord to ostateczny dowód sympatii dla M*A*S*H-a, który z całą pewnością zasłużył na miano serialu wszech czasów. Pokazał, że dobrze zrobiony program telewizyjny może bawić widzów przez długie lata. A wojna może nie jest jednak takim znowu piekłem?

    04.09.2016 18:57
  • ewanna

    Jeździł Fiatem 126p, a nie Aston Martinem. Pijał wódkę, nie drink wstrząśnięty i niemieszany. Ubierał się w Modzie Polskiej i w Pewexie, a nie w garnitury od Toma Forda. Sypiał z paniami może nieco innej klasy. Zamiast M miał do pomocy partyjnego niedojdę z nadania. Tajne nadajniki i micro-chipy kontra budka telefoniczna by Poczta Polska. Tropikalna egzotyka a urok nadbałtyckiej plaży. Angielski humor i dowcipy o policjantach. Bond a Borewicz. Blue Ray vs stare nagrania video. Dla mnie najlepsze...

    03.09.2016 19:06
  • Saint81

    Odpowiadając na takie pytanie trzeba się chyba najpierw zastanowić jakie kryteria przyjąć. Bo szczerze mówiąc, to biorąc pod uwagę obecność w popkulturze itp., to na czele takich rankingów byłaby zapewne „Moda na sukces”. Bo umówmy się, ten serial można chyba bez dwóch zdań nazwać wręcz kultowym. Ale ok., nie będę się wygłupiał. Dla mnie serialem wszech czasów jest „Miasteczko Twin Peaks”. Lata 80-te i początek 90-ych obfitował w wiele seriali, jednak praktycznie wszystkie były typową rozrywką, która nie wymagała od oglądającego zbyt dużego wysiłku intelektualnego. „Miasteczko Twin Peaks” to wręcz taka wyspa na ogromnym oceanie przeciętności. Kiedyś twórcy seriali nie byli żadnymi wybitnymi postaciami i czuło się ten dystans między serialami a kinem. Dystans, który obecnie już praktycznie zanika. Dziś serialami zajmują się wybitni reżyserzy a grają w nich topowi aktorzy. Dlatego też serial o którym wspomniałem był pewnym ewenementem, gdyż jego twórcą był David Lynch, jeden z najbardziej znanych i wyrazistych reżyserów Hollywood. Miał już na swoim koncie kilka wybitnych dzieł i nie był postacią anonimową. I wszystko to, co pokazał na dużym ekranie, potwierdził również na małym. Historia zabójstwa Laury Palmer jest do dziś jednym z najlepszych seriali jakie kiedykolwiek powstały. Niezwykły klimat i aura tajemniczości sprawiły, że ma do dziś mnóstwo fanów i wielu twórców lubi do niego nawiązywać (chociażby ostatnio powstały serial „Miasteczko Wayward Pines”). Mam wrażenie, że w „Miasteczku Twin Peaks” wszystko było idealnie stworzone i przemyślane. Każdy szczegół miał jakieś ukryte znaczenie, które później starali się odkrywać fani. Tak naprawdę dopiero niedawno zaczęły powstawać seriale równie ambitne i w które wkładano znów tyle pracy, a okres pomiędzy „Twin Peaks” a ostatnimi latami to raczej taka biała plama na mapie wybitnych dzieł. Jednak z dużym niepokojem przyjąłem informację, że powstanie trzeci sezon „Miasteczka Twin Peaks”. Mimo że ostatecznie David Lynch będzie przy nim pracował, to jednak jest jakaś obawa, że można zniszczyć legendę. Ale wierzę w Lyncha i wierzę w to, że ma plan. Jeśli kontynuacja wypali, to kolejne pokolenie znów zachwyci się historią Laury Palmer. Bo na dzień dzisiejszy, według mnie nie powstał żaden lepszy serial od tego wybitnego dzieła.

    03.09.2016 17:42
  • MM (gość)

    Nie mam najmniejszych wątpliwości, że serialem wszechczasów mogą być uznani jedynie "Przyjaciele". Dlaczego? Zacznijmy od tego, że jest to jeden z naprawdę nielicznych seriali, które mają początek i... koniec. Mnóstwo innych zostaje skasowanych albo po prostu z założenia nie skończy się nigdy (jak na przykład "CSI"). To po pierwsze. Po drugie - w przeciągu całego serialu (o ile oczywiście ogląda się odcinek po odcinku, a nie tylko wyrywkowo) widać ewolucję postaci. Nie tylko aktorzy się starzeją, ale postacie stają się coraz dojrzalsze, bagaż doświadczeń oddziałuje na nich coraz mocniej. Po trzecie - ten serial nie stracił formy, trudno jest wskazać pojedynczy sezon (a nawet odcinek), o którym można powiedzieć, że był "słabszy" (co widać w wielu innych serialach, jak chociażby w "Prison Break" lub nawet w uwielbianej "Grze o Tron"). Poziom humoru jest wysoki od początku do końca. Po czwarte - w zasadzie (z jednym drobnym, niezauważalnym wyjątkiem, którzy spostrzec mogą jedynie wytrawni oglądacze) obsada serialu, zarówno pierwszo-, jak i drugo- czy nawet trzecio-planowa, pozostaje bez zmian. Jest to rzadkość w świecie seriali, zwłaszcza długich, a ten miał przecież dziesięć sezonów. No i wreszcie - to po prostu jest dobry serial, wart obejrzenia i śmiania się do rozpuku. Nie jest przypadkiem, że widziałem całość już 8 razy (tak, tak, wszystkie dziesięć sezonów, odcinek po odcinku), a wciąż mam chęć obejrzeć kolejnych kilka.

    03.09.2016 14:44
  • biniio

    Serial wszech czasów? Odpowiedź jest tylko jedna: ALF. Ten mały, przemądrzały kudłacz z planety Melmack skradł moje serce jaki Bernard Madoff pieniądze Amerykanów! Mimo upływu już 30 lat od premiery, a moich wiosen naliczyłem 27, ten serial się nigdy nie starzeje. Perypetie Tannerów, którzy muszą okiełznać Gordona Shumway'a zawsze bawiły i będą bawić. To uniwersalny humor, który nie popada w kloaczność, a wciąż zaskakuje. Pamiętam, że swego czasu nawet dzwoniłem do stacji TVN jako kilkuletni dzieciaczek z pytaniem czy puszczą jeszcze kiedyś serial ALF, bo bardzo go lubię oglądać moim tatą. :) Właśnie, sentyment do tego serialu posiadam również z tego powodu, że był stałym rytuałem w tygodniu. Niedziela rano, budzik nastawiony, wszyscy stawiają się przed telewizorem i po raz setny uśmiechają się na widok sarkastycznego kosmity. Ten serial łączy pokolenia w mojej rodzinie, a teraz także połączył mnie w pewien sposób z moją aktualną dziewczyną. Teraz siedząc we dwójkę potrafimy dogadywać się używając jedynie cytatów z ALFa, a nikt obok tak naprawdę nie wie o co chodzi. Mam nawet w domu maskotkę starego, dobrego Alfera oraz jego obrazek, który kiedyś rodzice znaleźli na jakimś pchlim targu. Jak widać ten serial ma specjalne miejsce w moim sercu, dostarczył mi ogrom uśmiechu w młodzieńczych latach, poderwał mi dziewczynę, zapewniał pobudkę w niedzielne poranki. Nawet jego ekscesy pomogły mi w życiu. Gdy w jednym z odcinków był grzecznym Alfem i miał upiec kaczkę w pomarańczach, to włączył gaz, ale zapomniał go odpalić po czym kuchnia wybuchła, a sam Alfer tłumaczył się, że zapachu gazu pomylił z koperkiem. Ja na szczęście wiedziałem, że to nie koperek w jeden sytuacji, wyłączyłem gaz i dzięki Gordonowi być może udało mi się kogoś uratować. Więc nawet z teoretycznie głupawej komedyjki można wyjąć nauki na całe życie. Alf to zdecydowanie ponadczasowe dzieło, które mam nadzieję pokazać w przyszłości moim dzieciom.

    02.09.2016 20:09
  • YetiFromPoland

    Mój ulubiony serial wszech czasów to duński serial „The Killing”, którego bohaterką jest detektyw śledczy Sara Lund. Kobieta o niesamowitej inteligencji, także hipsterskim zamiłowaniu do swetrów. Najlepiej ze wszystkich potrafi dostrzec każdy szczegół i niuans, który potrafi naprowadzić ją na trop. Lubię „The Killing” przede wszystkim za manipulowanie widzem, mylenie tropów i ciągłe napięcie podczas oglądania. Nie było słabego odcinka, co rzadko się zdarza w serialu. Gdy już wydawało mi się, że wiem kto zabił, twórcy zaraz rozwiewali moją teorię na temat podejrzewanej przeze mnie osoby i pokazywali w sposób logiczny dlaczego ta osoba nie mogła porwać dziecka, czego dotyczy pierwszy sezon. Mocną stroną serialu jest to, że każdy sezon dotyczył śledztwa dziejącego się w diametralnie innych warunkach i to dawało scenarzystom duże pole do popisu, z czego chętnie korzystali. Dlatego widzowie otrzymali jeden z najlepszych seriali kryminalnych w historii, do którego chętnie kiedyś wrócę.

    02.09.2016 11:25
  • ErikO

    Historia jest tym co mnie bardzo interesuje. To taki mój „konik”. Lubię czytać wszystko co mi się „nawinie” do ręki jeśli idzie o historię. Oglądam programy historyczne, które są pasjonujące. Jeśli do tego weźmiemy pod uwagę to, że serial ma wątek historyczny, to nic, tylko oglądać i pasjonować się tymi wydarzeniami. Jestem pod wrażeniem serialu "Filary Ziemi", dlatego obejrzenie – jakby na to nie patrzeć – kontynuacji w postaci serialu "Świata bez końca" to miła i ciekawa perspektywa. Okres średniowiecza to mimo wszystko wcale nie czas ciemnoty i zacofania. Wielu z nas kojarzy sobie średniowiecze jak życie nieciekawe, brudne i nudne. Nic bardziej mylnego. Ludzie średniowiecza bardziej dbali o higienę niż ludzie czasów późniejszych. Rzeczywiście był to czas wielkich zmian, również społecznych, które miały mieć wpływ na ukształtowanie się stanów społecznych w państwach Europy. Zaraza, która się wtedy pojawiła spustoszyła dużą część Europy co miało mieć również wielki wpływ na losy całego kontynentu. Czas średniowiecza to czas zabaw na dworach królewskich, wspaniałych uczt, oraz niewątpliwie wielkich bitew, które pozostawiły po sobie legendy, pieśni i bohaterów. To można właśnie zobaczyć w tym serialu, by lepiej sobie tą historie wyobrazić. Nie ma nic lepszego dla konesera historii niż podparcie swojej wizji tamtych czasów właśnie ciekawymi obrazami w formie filmu. Wyobraźnia ma wtedy wielkie pole do popisu. To był również czas zakulisowych potyczek o władzę, gdzie ścierali się ze sobą nadworni urzędnicy. To czas, kiedy kościół dyktował warunki gry, a niewdzięcznicy płonęli na stosach. To czas, w którym życie było krótkie i niewiele znaczyło. W średniowieczu życie człowieka miało być przecież podporządkowane temu co miało czekać na człowieka dopiero po śmierci. Dopiero renesans miał zmienić podejście do takiej wizji świata. Dlatego być może taki też tytuł serialu. „Świat bez końca” to czas średniowiecznych mroków z wizją tego co czekać miało człowieka w tamtych czasach po śmierci. Zresztą do dziś średniowiecze kojarzy się z wieloma tajemnicami, skarbami templariuszy, historiami toczącymi się w wielkich zamkach, tajemniczymi zgonami. Mnie to bardzo interesuję! To właśnie można zobaczyć w tym fascynującym serialu! To był czas, gdzie na dworach toczyły się zakulisowe potyczki, gdzie nikt nie mógł być pewny dnia, ani godziny. Miłość mieszała się ze zbrodnią, a strach i lęk opanowywał tych, którzy w tych nadwornych szachach uczestniczyli. To również czas, w którym zaczynały się ścierać nowe poglądy na świat, nie uznające dotychczasowej wiary. Dlatego kościół wytoczył najcięższe armaty by bronić tego co boskie, tak im się przynajmniej wtedy wydawało. Ten serial jest tajemniczy, mroczny, ale i intrygujący. Tajemnica czai się w nim za każdymi drzwiami. Nie można się z tym serialem nudzić. Ten serial porwał mnie w krainę nietuzinkowych fascynacji i przygód! Polecam ten serial każdemu! Pozdrawiam miło!

    01.09.2016 21:24
  • Atlanta_96

    Trudno wybrać jeden, ulubiony serial, ponieważ jest mnóstwo świetnych produkcji, a każda z nich ma w sobie coś co ją wyróżnia i co trzyma ludzi w napięciu. Jednak jeśli mam wybrać serial wszechczasów to będą to, oczywiście, „Przyjaciele”, którzy bawią bez zmian od 1994 roku. Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać fabuły – sześciu przyjaciół z Nowego Jorku, spędzających wolny czas w kawiarni, przeżywa różne ciekawe historie, wplatając w każdą sytuację genialne żarty. Bez wątpienia jest to najlepszy serial komediowy jaki do tej pory powstał. Nie bez powodu utrzymuje swoją popularność nawet dwanaście lat po zakończeniu produkcji. Niemożliwe jest obejrzenie tylko jednego sezonu, ponieważ „Przyjaciele” uzależniają i wie o tym każdy, kto miał z nimi do czynienia. Przygody szóstki przyjaciół można oglądać bez końca z wielu powodów. Przede wszystkim dzięki żartom, które nigdy się nie znudzą. Odcinki śmieszą nawet, gdy widzimy je po raz dziesiąty. Poprawią humor w najgorszy dzień. Dodatkowo każdy może w jakimś stopniu identyfikować się z bohaterami. Ich problemy, choć przedstawione w lekki sposób, są rzeczywiste. Tytułowi przyjaciele są wykreowani w bardzo ciekawy sposób, mają ciekawe i oryginalne historie. Nie są też jednowymiarowi - każda z postaci ma zalety, budzące sympatię, ale również wady, dzięki którym nabierają one realizmu. Wydaje mi się, że nie ma osoby, która nie chciałaby mieć tak zgranej grupki bliskich osób i być może na tym właśnie polega fenomen tej produkcji.

    01.09.2016 13:01
  • Atlanta_96

    Trudno wybrać jeden, ulubiony serial, ponieważ jest mnóstwo świetnych produkcji, a każda z nich ma w sobie coś co ją wyróżnia i co trzyma ludzi w napięciu. Jednak jeśli mam wybrać serial wszechczasów to będą to, oczywiście, „Przyjaciele”, którzy bawią bez zmian od 1994 roku. Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać fabuły – sześciu przyjaciół z Nowego Jorku, spędzających wolny czas w kawiarni, przeżywa różne ciekawe historie, wplatając w każdą sytuację genialne żarty. Bez wątpienia jest to najlepszy serial komediowy jaki do tej pory powstał. Nie bez powodu utrzymuje swoją popularność nawet dwanaście lat po zakończeniu produkcji. Niemożliwe jest obejrzenie tylko jednego sezonu, ponieważ „Przyjaciele” uzależniają i wie o tym każdy, kto miał z nimi do czynienia. Przygody szóstki przyjaciół można oglądać bez końca z wielu powodów. Przede wszystkim dzięki żartom, które nigdy się nie znudzą. Odcinki śmieszą nawet, gdy widzimy je po raz dziesiąty. Poprawią humor w najgorszy dzień. Dodatkowo każdy może w jakimś stopniu identyfikować się z bohaterami. Ich problemy, choć przedstawione w lekki sposób, są rzeczywiste. Tytułowi przyjaciele są wykreowani w bardzo ciekawy sposób, mają ciekawe i oryginalne historie. Nie są też jednowymiarowi - każda z postaci ma zalety, budzące sympatię, ale również wady, dzięki którym nabierają one realizmu. Wydaje mi się, że nie ma osoby, która nie chciałaby mieć tak zgranej grupki bliskich osób i być może na tym właśnie polega fenomen tej produkcji.

    01.09.2016 13:00
NowszeStarsze

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.