"Konspiracja Echelon". Raz, dwa, trzy, inwigilowany będziesz ty! [RECENZJA]

Thrillery absorbują niezwykle dużą dawkę fantazji scenarzystów.

NASZA OCENA: 6/10

Max Peterson, specjalista od systemów zabezpieczeń komputerowych, przebywający służbowo w Tajlandii otrzymuje telefon komórkowy, na który przychodzą esemesy z dziwnymi instrukcjami. Pierwsza każe przesunąć mu lot do domu na późniejszą godzinę, co Max powodowany ciekawością czyni. Okazuje się, że wszyscy pasażerowie wcześniejszego lotu giną w katastrofie. Kolejna instrukcje podpowiada zakup akcji, czy wybór szczęśliwego automatu w kasynie. Max, którego fartem zaczyna interesować się FBI, chce się dowiedzieć kim jest tajemniczy „dobry duch”. Co wywołuje jego gniew.

Punkt wyjścia tego filmu jest taki, że od razu włącza nam się proces utożsamiania. Jak jeden mąż chcielibyśmy znaleźć się w skórze bohatera, który przeżywa serię fartów, w dodatku wszystkich tych fartów jestem adresatem i by tak rzec beneficjentem. I nawet ateiście przemknęłoby przez myśl – Bozia mnie jednak kocha! Jednak już po chwili „Konspiracja Echelon” przestaje się wśród thrillerów wyróżniać. I nie chodzi tu bynajmniej o to, że nagromadzono w niej sporo niewiarygodności, bo jak to często bywa, thrillery potrafią znieść niezwykle dużą dawkę wyobraźni scenarzystów. Film zaczyna dryfować w stronę zwykłego akcyjniaka i tracić ów pazur jak miał. Sporo akcji zaczyna mieć charakter dość standardowy, a są to ucieczki i pogonie, strzelaniny, oraz prawdziwy tour po różnych państwach, głównie chyba po to, by pokazać ich stolice z lotu ptaka i dodać filmowi rozmachu. Niestety, roli nie jest w stanie „uciągnąć” dosyć drewniany Shane West w roli Maxa Petersona, którego przygody od pewnego momentu stają się nam wybitnie obojętne. Może trafniejsze byłoby oddanie jego roli Edwardowi Burnsowi, grającemu jego antagonistę, a potem partnera. To o wiele lepszy aktor (pamiętamy go jako pyskatego Reibena z „Szeregowca Ryana”) i czasem takie pomyłki obsadowe doprawdy zadziwiają! Jak zaczął się niestereotypowo tak kończy się dosyć banalnie, a środek niczym specjalnym się nie wyróżnia. Motywem dla którego warto obejrzeć ten film jest na pewno kwestia, czy problem inwigilacji, jakiej może być poddany zwyczajny obywatel. I nawet jeśli niewiele znaczymy w wielkiej grze wywiadów dla kogoś, to jak żyjemy, co jemy i jakie są nasze zwyczaje może mieć niezwykle duże znaczenie.

O i tu pojawia się kłopot, bo zniesiemy największe nieprawdopodobieństwo, pod warunkiem że bohater jest w stanie zaskarbić naszą uwagę, jeśli jednak nie spełni tego warunku – a tak się w wypadku bardzo drętwego i nijakiego dzieje – to jego przygodami nikt się nie przejmuje. Zbyt wiele jest w nim stereotypów, zbyt wiele naciągania widza, a już scena finałowa, w której świat się (nie)uratuje, pachnie na kilometr bondem.

Beata Cielecka

"Konspiracja Echelon" w tv - sprawdź datę emisji.

WRÓĆ DO PROGRAMU TV!

Udostępnij artykuł
Polub Telemagazyn

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.