Olga Borys: W "Twoja twarz brzmi znajomo" musimy zakochać się w każdej postaci, którą wylosujemy! [WYWIAD]

Olga Borys - aktorka znana przede wszystkim z roli zwariowanej Zuzi Śnieżki w serialu "Lokatorzy". W 2007 r. zwyciężyła w I edycji show TVP2 "Gwiazdy tańczą na lodzie". Pojawia się na deskach teatrów, a w listopadzie 2016 r. do kin wejdzie nowy film z jej udziałem, "Porady na zdrady". Od 3 września będziemy mogli także oglądać jej zmagania w show Telewizji Polsat, "Twoja twarz brzmi znajomo". Dlaczego zdecydowała się wziąć udział w programie? Co przynosi jej największą radość, a co okazało się najtrudniejsze? Sprawdźcie!

Telemagazyn.pl: "Twoja twarz brzmi znajomo" (TTBZ) to program, który angażuje człowieka na wielu płaszczyznach - bardziej niż może nam się wydawać. Co skłoniło Panią do wzięcia w nim udziału?
Olga Borys: Najpierw oglądałam TTBZ w telewizji i zachwycałam się moimi koleżankami i kolegami, którzy taki występ mają już za sobą. Zazdrościłam im, bo widziałam, że to dla nich świetna zabawa, a jeśli chodzi o zabawę to ja jestem pierwsza! Mimo to, szczerze mówiąc nie przeszło mi przez myśl, że mogę być na ich miejscu. Jakiś czas później, na babskiej imprezce Małgosia Socha stwierdziła, że nadawałabym się do tego programu. Początkowo opierałam się i mówiłam, że owszem lubię TTBZ, ale to chyba nie dla mnie. Ziarno ciekawości zostało jednak we mnie zasiane. Potem nadarzyła się okazja, no i jestem.

I jak wrażenia? Czy faktycznie najtrudniejszy jest sam proces charakteryzacji?
Na pewno bardzo cierpi na tym skóra, ale pomijając tego typu różne niedogodności, najciekawsza jest reakcja kiedy patrzysz w lustro i nie możesz w nim dostrzec samej siebie. To naprawdę fajne uczucie, a metamorfozy są tak zachwycające, że po wszystkim można powiedzieć, że jestem każdym, ale na pewno nie sobą.

A co z przemianą w mężczyznę? Obawia się Pani tego?
Nie, chyba nie będę miała z tym problemu. Z tego, co widziałam do tej pory, bardziej interesująca jest metamorfoza mężczyzny w kobietę niż odwrotnie. Na pewno jest bardziej zabawna. Na przykład nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę Radzia (Pazurę – przyp. red.) w wersji kobiecej. Znamy się długo i graliśmy razem w spektaklu "Goło i wesoło", w którym świetnie wypadał jako babka – w sukience i na szpilkach. Wiem więc, że ma bardzo zgrabne nogi…

Podejrzewam, że w tym programie będzie okazja, aby to sprawdzić. A propos pozostałych uczestników – jak się dogadujecie? Znaliście się wszyscy wcześniej?
Ja znałam się tylko z Radkiem, Joasią Moro i Mateuszem Banasiukiem. Z pozostałymi poznaliśmy się tutaj i bardzo polubiliśmy. Wszyscy gramy do jednej bramki, bardzo kibicujemy sobie nawzajem. Fajne jest to, że jeżeli wchodzisz na szczyt w tym programie i wygrywasz odcinek, to nagroda przekazywana jest na cel charytatywny – nasz sukces może dzięki temu komuś posłużyć. Swoją drogą, mamy z Joasią trochę przechlapane, bo pozostałe uczestniczki – Olga Szomańska i Maria Tyszkiewicz – to świetne wokalistki, które na dodatek są aktorkami. Musimy z Asią bardzo ciężko pracować, bo nasze "śpiewanie aktorskie" jest zupełnie inne od tego, czym one się posługują – wokalu danego od Boga i trenowanego od lat.

CZYTAJ TAKŻE:

"TWOJA TWARZ BRZMI ZNAJOMO". UCZESTNICY 6. EDYCJI ZDRADZAJĄ, W KOGO NAJBARDZIEJ CHCĄ SIĘ WCIELIĆ [WIDEO+ZDJĘCIA]
TŁUM GWIAZD NA PREZENTACJI JESIENNEJ RAMÓWKI 2016 POLSATU! [GALERIA]

To właśnie śpiew jest tym, co sprawia Pani największą trudność w czasie przygotowań do występów? Aplikując do szkoły teatralnej, nikt nie dostanie się, jeśli nie ma słuchu muzycznego. Później, jeśli ktoś faktycznie ma predyspozycje i chęci – rozwija się w tym kierunku. Ja nie śpiewałam od bardzo dawna, ale w szkole bardzo to lubiłam. Ostatni mój wokalny popis miał miejsce w czasie kręcenia serialu „Lokatorzy” – Zuzia śpiewała zachęcając do wzięcia udziału w konkursie dla abonentów. Chyba pierwsza zaśpiewałam wtedy o Adamie Małyszu, bo to był pierwszy rok jego spektakularnych sukcesów. Później można było usłyszeć mnie tylko pod prysznicem.

A teraz – nie dość, że śpiewa Pani przed ogromną publicznością, to jeszcze – najczęściej – nie swoim głosem!
Przed występem jestem tak skoncentrowana, że gdyby przyleciało UFO i chciało robić na mnie jakieś badania, nawet bym tego nie zauważyła. Zwykle aktorzy, kreując jakąś postać na scenie, budują na sobie, używają środków , które znają, bądź są im w jakiś sposób bliskie czy wygodne. Tutaj faktycznie trzeba pamiętać o tym, żeby się siebie pozbyć. To naprawę trudne zadanie aktorskie. Musimy się wyłączyć, bo mamy bardzo dużo rzeczy do ogarnięcia na raz – od wyglądu przez piosenkę, która nagle staje się zupełnie inna niż do tej pory nam się wydawało, po ruch sceniczny danej osoby. W każdej postaci, którą wylosujemy, musimy się zakochać. Wszystkie złe emocje trzeba odrzucić na bok i skupić się na tych dobrych.

Jest w ogóle jakiś artysta/artystka, o którym myśli Pani w kategorii "niemożliwy do podrobienia"?
Kocham Leonarda Cohena, ale czy wyobraża sobie Pani mnie w jego ciele? Ja siebie nie i nie sądzę, żebym w ogóle odważyła się ruszyć jakąkolwiek jego piosenkę. Nie ma takiej możliwości, żebym znalazła w sobie taką barwę, jaką on ma.

Patrząc przez pryzmat poprzednich edycji, jestem w stanie powiedzieć, że tak – wyobrażam sobie i sądzę, że jeszcze nie raz zdziwi się Pani wychodząc na scenę po treningach wokalnych i charakteryzacji. Ale TTBZ to nie jest pierwszy show, w którym wzięła Pani udział. W 2007 r. był "Gwiazdy tańczą na lodzie", który zresztą Pani wygrała. Czy to oznacza, że jeśli już pojawia się Pani w czymś takim, jest Pani skazana na sukces i tak będzie również tym razem?
Nieee. Proszę nie zawieszać mi na szyi takiego ciężaru! Mam zbyt wiele puzzli do ułożenia w głowie, żeby zastanawiać się nad tym. Na dodatek, za chwilę zaczynam próby do nowego spektaklu "Atrakcyjny pozna panią", w którym mam grać nieatrakcyjną panią z małej wioski, więc chętnie podpatrzę tutaj, jak dobrze się ucharakteryzować. Poza tym – tak jak mówiłam wcześniej – wygrywanie w TTBZ jest fajne, bo można komuś pomóc – w tej kwestii myślę więc tylko o tym.

Zakończyła też Pani pracę na planie nowej komedii romantycznej w reżyserii Ryszarda Zatorskiego, "Porady na zdrady". Wciela się tam Pani w dość nietuzinkową postać…
Pracowałam z Ryszardem już wcześniej i bardzo się lubimy. Jest osobą, która widzi wszystko tylko w jasnych barwach i koncentruje się na pozytywach, a negatywy woli przemilczeć. Świetnie się z nim pracuje. Kiedy zadzwonił do mnie i powiedział, że mam zagrać seksoholiczkę, od razu dodał, że nie chce, aby to była taka stereotypowa seksoholiczka – dlatego pomyślał o mnie. To było bardzo miłe. Sama zresztą miałam pomysł na tę postać. Zasugerowałam, jak powinna wyglądać i to się spodobało. Chciałam, aby jej seksapil nie był nachalny, ale raczej nonszalancki i często niedopowiedziany, a przy tym drapieżny. To moja postać jest powodem całego problemu, z jakim muszą zmierzyć się główni bohaterowie...

Uwiodła Pani Karolaka czy Roznerskiego?
Jeden z nich jako jedyny się nie dał! Ale moja bohaterka nie przejęła się tym zbytnio – jeśli nie ten, to kolejny!

Rozmawiała: Kamila Glińska
[email protected]

Udostępnij artykuł
Polub Telemagazyn

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.