„Ozark”. Alternatywa dla miłośników "Breaking Bad" [KOMENTARZ]

"Ozark" to lipcowa nowość Netfliksa, która może okazać się ciekawą alternatywą dla miłośników "Breaking Bad". Ciekawą, jeśli tylko będziecie w stanie udźwignąć klimat całej historii. Jak oceniamy nowy serial z Jasonem Batemanem w roli głównej? Oto nasz krótki komentarz.

Bez pieniędzy ciężko żyć, z nimi jeszcze gorzej. Taki wniosek nasuwa się po obejrzeniu lipcowej nowości Netfliksa pt. "Ozark". Fabuła tego serialu koncentruje się na postaci Marty'ego — doradcy finansowego z Chicago, który musi znaleźć sposób, by uratować siebie i swoją rodzinę po tym, jak jego partner biznesowy oszukał groźnego klienta na 8 milionów dolarów. Ów klient to szef meksykańskiego kartelu narkotykowego Omar Navarro, z którym lepiej nie zadzierać. Marty uchodzi z życiem, ale to nie koniec jego problemów — będzie musiał spłacić dług, przenosząc nielegalny interes do krainy Ozark w środkowej części USA...

Więcej spoilerować nie będą, żeby nie odbierać wam przyjemności oglądania, bo "Ozark" to (bądź co bądź) jedna z lepszych produkcji Netfliksa w tym roku. Warto się nad nią pochylić, mimo że twórcy nie odkrywają tą historią niczego nowego. Pozornie zwykła amerykańska rodzinka zostaje umoczona w nielegalne interesy, a w tle: tajemnica, zdrada, kłótnie i próby wyjścia cało z opresji — tak, to już było, ale niby dlaczego nie miałoby pojawić się raz jeszcze?

"Ozark" to nie tyle siła historii, ile siła tkwiąca w świetnie zagranych bohaterach. Umówmy się, to tak naprawdę utkane ze stereotypów figurki, ale w rękach takich aktorów jak: Jason Bateman, Laura Linney czy Julia Garner wypadają bardzo interesująco. Mimo ciężkiego klimatu, całość ogląda się dzięki nim przyjemnie. Ta ostatnia wydaje się wręcz doskonałym powodem, by rozpocząć seans z mrocznym dramatem. 23-latka znana z takich produkcji jak "Babka" czy "The Americans" w nowym serialu Netfliksa wciela się w przebiegłą przywódczynię gangu. Oglądanie jej na ekranie to czysta przyjemność, nie mam wątpliwości, że skradła show głównej obsadzie.

„Las chicas del cable”. Alternatywa dla miłośników telenowel TVP i TV Puls [KOMENTARZ]Zobacz więcej

W odniesieniu do tytułu tego artykułu nie twierdzę, że "Ozark" to drugie "Breaking Bad". Skądże znowu — tego typu porównanie byłoby dla kultowej produkcji AMC bardzo krzywdzące, "Ozark" wypada przy niej dość... blado. Od strony fabularnej możemy jednak doszukać się pewnych nawiązań, które pozwalają mi twierdzić, że lipcowa nowość Netfliksa może okazać się ciekawą alternatywą dla miłośników "Breaking Bad" — jeśli tylko będą w stanie udźwignąć klimat całej historii.

Bo co tu kryć, "Ozark" nie ma w sobie tej lekkości i humoru, akcja toczy się w zupełnie innym miejscu, które spowite jest zasłoną ciemności. Jest ponuro i mrocznie — całe szczęście, że scenariusz dość sprawnie posuwa do przodu akcję, nie ma zbyt wiele miejsca na zawiłe intrygi, trudno też doszukiwać się tu jakiś fabularnych fajerwerków. Mimo tego nie jest jednak zbyt płytko, dlatego nie musicie się obawiać o brak... wrażeń. Całość wydaje się przemyślana i bardzo sprawnie zrealizowana. Co ciekawe, w "Ozark" możemy doszukać się również polskich akcentów, co prawda tylko od strony muzycznej, ale jednak. W produkcji możemy usłyszeć m.in. piosenkę polskiego wykonawcy — Daniela Spaleniaka zatytułowaną "Dear Love of Mine".

Zobacz galerię

Czy warto więc poświęcić kilka godzin i obejrzeć 10 odcinków serialu "Ozark"? Ja uważam, że warto, choćby dla Julii Garner. Netflix popełnił w ostatnim czasie kilka serialowych pomyłek — jedną z nich było "Gypsy" z Naomi Watts w roli głównej. W porównaniu do tej serialowej wydmuszki "Ozark" ma się o wiele lepiej.

Adriana Słowik
[email protected]

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.