„The Affair”. Banalny romans opowiedziany w niebanalny sposób, czyli o tropieniu zbrodni i… konfabulacji [RECENZJA]

Pewnego wieczoru w 1975 australijski psycholog Donald M. Thomson wziął udział, jako ekspert, w telewizyjnej debacie na temat psychologii zeznań świadków mówiąc m.in. w jaki sposób twarze sprawców przestępstw, są zapamiętywane przez świadków. Dzień po emisji, psycholog został zatrzymany przez policję pod zarzutem dokonania gwałtu. Pomimo tego, że w czasie popełniania przestępstwa nagrywał audycje w studio, został rozpoznawany przez ofiarę jako sprawca. Nastąpiło klasyczne (jak się okazuje) przekłamanie w procesie zapamiętywania, co spowodowało, że kobieta błędnie zidentyfikowała sprawcę identyfikując go z osobą wcześniej widzianą w telewizji.

Na takich właśnie figlach, jakie urządza nam nasz własny umysł, zasadza się fabuła serialu „The Affair”. Jej bohaterowie: Alison i Noah wikłają się w wakacyjny romans. Od samego początku widz zanurza się w ich świecie, gdyż wszystko, co się dzieje opowiadane jest z ich perspektyw, a nie z perspektywy niezależnego obserwatora, co się zazwyczaj zdarza. Co więcej każdy odcinek konsekwentnie podzielono na dwie opowieści Noaha i Alison, które traktują (teoretycznie) o tym samym wydarzeniu. Teoretycznie, ponieważ uważny widz zauważy, jakimi subtelnościami różnią się relacje naszych świadków. W opowieści Noaha Alison jawi się jako kusicielka, prowokująca go swym mocno erotyzującym zachowaniem, on sam po prostu ulega jej urokowi. W opowieści Alison Noah jest nieco natrętnym nietrzymającym granic facetem, lekko znudzonym swym życiem, zmęczonym troską o pieniądze, niezbyt wierzącym w swój talent, dla którego romans z nią stanowi urozmaicenie. Różna jest nie tylko narracja, ale też podporządkowane niej bywają detale pełniące drugoplanową rolę zauważalne jednak dla uważnych widza. I znów w opowieści Noaha Alison ubrana bywa prowokacyjnie, nosi krótkie sukienki i odsłania więcej ciała niż w jej własnej opowieści, w której bywa o wiele mniej atrakcyjna fizycznie, wręcz bardziej pochylona i chroniąca się w obszerniejszych ubraniach.

Młodszy brat matrixowego Neo, czyli o serialowym socjopacie słów kilka [WIDEO+ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Film nie trzyma w napięciu, przynajmniej w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jesteśmy niezmiernie ciekawi, co się podzieje, ale wątek kryminalny nie jest pierwszoplanowy, a na pewno (przynajmniej w pierwszej serii) nie został wygrany do końca. Mam wrażenie, że służy on właśnie postawieniu naszych bohaterów w sytuacji zafałszowujących rzeczywistość świadków. Jeśli Prawda jest – jak twierdził wielki Tomasz z Akwinu – zgodnością intelektu i danej rzeczy, „The Affair” pokazuje, że tam gdzie wchodzą w grę emocje, o jednej Prawdzie nie ma mowy. Przekonuje się o tym detektyw (a za nim i my) gubiący się w zeznaniach na temat romansu tych dwojga i udziale w pewnym zabójstwie, o którym jednak nie dostajemy tylu wiadomości byśmy byli mądrzejsi od detektywa.

Tak naprawdę napięcie w filmie nie wynika bynajmniej z samej historii (bo ta jest raczej banalna), ale z ciekawości jaką w nas rozbudza rozbieżność postrzegania wydarzeń przez bohaterów. Zżera nas zwykła ludzka ciekawość (po tym, co widzimy w punktu widzenia Noah) jak ta sama sytuacja wygląda z perspektywy Alison. Jak inaczej (bo to jest pewne) zapamiętała to on? Co z jego wersji zignorowała? Co było dla niej ważne, a czego nie zauważył mężczyzna? Ta podwójna narracja stawia widza (a przynajmniej mnie w niezręcznej sytuacji), bo osobiście lubię wiedzieć jak naprawdę było. Tu nie mam na to szans, bo samym zainteresowanym niestety nie mogę do końca wierzyć.

Zastanawiam się czy tak samo czekałabym na wersję Noah, która prezentowana jest, jako pierwsza. Z reguły, bowiem narracja Alison jest o wiele bardziej pogłębiona i bardziej intrygująca. Trudno w tym momencie nie przejść do oceny aktorów, bo to się właśnie poniekąd stało. Alison jest nie tylko ciekawszą postacią niż jej partner, ale i wcielająca się w jej rolę Ruth Wilson jest bardziej utalentowaną aktorką, a skala jej możliwości jest „The Affair” niesamowita. Przekonuje mnie jako zdesperowana, pogrążona w niekończącej się żałobie kobieta, która straciła to, co w jej życiu było najważniejsze. Kobieta, w której każda uwaga o jej nieżyjącym dziecku wypowiadana przez niewrażliwych obcych i równie niewrażliwych bliskich wywołuje ten sam rezonans bólu i rozpaczy. Widać to w jej spojrzenie mówiącym, że romans, w jaki się wdaje jest ostatnią deska ratunku, by nie pogrążyła się w całkowitej otchłani smutku. Ale Ruth Wilson, aktorka o niebanalnej urodzie: zmysłowych ustach, niesamowicie wymownych, głębokich oczach i wygiętych w ostry łuk brwiach bywa też równie przekonująca jako zmysłowa femme fatale, kusicielka świadomie i konsekwentnie zdobywająca dla siebie bogu ducha winnego kochanka, którego być może schrupie na śniadanie, gdy już nie będzie jej potrzebny. Ruth Wilson jest w tej metamorfozie tak sugestywna, że zachwyciłaby w pewnością secesyjnych poetów piszących peany o zmienności kobiecych dusz.

Nie dorównuje Ruth Wilson kreujący Noah, Dominic West. Dlatego być może, po wielokroć zastanawiałam się nad fenomenem fascynacji Alison tym mężczyzną. Jego bohater bywa przewrażliwionym na swoim punkcie zarozumiałym frustratem, znudzonym życiem dużej rodziny, którą wszak sam – jakby nie było – stworzył. Jego Noah jest też mniej wyrazistą postacią niż Alison. Jego zakochanie się w kobiecie też wygląda na „love on the first sight”, czyli od pierwszego wejrzenia. Podczas gdy ona jest kobietą po przejściach i ta miłość jest dla niej kluczowa, on bardziej ulega impulsowi, hormonom i chuci. Jego miłość ma w sobie więcej namiętnością niż głębi, dopiero z czasem zaczyna zakrawać na prawdziwą miłosną więź. Co innego natomiast wydaje się w jego przypadku interesujące. Zdrada, na którą się decyduje masakruje jego rodzinę, całkiem dobrze funkcjonującą i niewykazującą specjalnych rozdarć, w której największym problemem są słabe stopnie syna czy córka-lekkoduch. Co skłania więc Noaha do zdrady? Czy abstrahując od miłosnej strzały erosa, która go ugodziła jego przypadek nie jest krytyką całej instytucji, jaką jest małżeństwo? Jej zakłamania i kompromisów wpisanych w strategię bycia tejże? Po opuszczeniu żony, którą uważał za przyjaciółkę, Noah kopuluje kolokwialnie mówiąc ze wszystkim co się rusza. Co robił ze swym poligamicznym pędem przez te lata? Tłumił go w sobie, czy godził się w ostateczności, by zadawalał go seks dostępnej 24 żony? A ona, Helen? Prze 20 lat była przekonana, że wydając na świat dzieci realizuje jego własne pragnienia posiadania dużej rodziny. Czy na pewno były to jej własne marzenia, czy z miłości i chęci zapewnienia sobie poczucia bezpieczeństwa (tak mówi o pobudkach wyjścia za niego za mąż) też coś poświęcała?

"Gra o tron" sezon 7. odcinek 1. Nim się rozkręciło, to się skończyło [RECENZJA] Zobacz więcej

Czy to co robią teraz Alison i Noah, którzy odważają się na egoizm – niszczący wprawdzie wszystko wokół i zostawiający zgliszcza – ale w efekcie dający poczucie, że się naprawdę żyje, nie jest lepszą opcją, niż grzeczne egzystowanie w małżeństwie, ale w poczuciu osobistej klęski.

Interesującą i niedocenianą przez filmowców postacią wydaje mi się Cole Lockhart, mąż Alison, który osobowościowo (nie mówiąc już o fizyczności) jest o wiele ciekawszy niż Noah. Parę scen z jego udziałem, kiedy mówi o swoim bólu po utracie dziecka i o tym jak ważna jest dla niego Alison to dramatyczne perełki. Poza tym intrygują jego wybory i decyzje, te dotyczące związku jaki rancza, w którym jest rodzinnie związany bardzo mocną nicią. I tylko mam nadzieję, że w kolejnym sezonie scenarzysta będzie dla niego łaskawszy.

„The Affair” zdobył statuetkę Złotego Globu dla najlepszego serialu dramatycznego w 2015 roku. Może to lekko dziwić, bo nie jest serialem idealnym. Bardzo dobry koncept subiektywnej narracji trochę się w pewnym momencie rozłazi w szwach. Otrzymujemy nie dwie wersje tej samej sytuacji, ale kompletnie osobne wątki wykluczające ten ciekawy pomysł. W dodatku udramatycznienie akcji dosyć słabymi – przynajmniej niektórymi - wątkami pobocznymi też nie zrobił filmowi dobrze (np. zupełnie zbędny jest motyw ucieczki konia ze stajni, czemu winny jest syn Noaha).

Podsumowując „The Affair” to film dla cierpliwych (nie tylko ciągnące się sceny łóżkowe, ale powolny rozwój akcji mogą nieco znużyć), pokornych (bo finał rozwiązania nie przynosi) i dla… rozsmakowanych w kinie, którzy znajdą w sposobie opowiadania tego filmu sporo radości. Dla mnie osobiście wielką przyjemnością było jeszcze jedno – sposób filmowania nadmorskiego miasteczka, uroczego pełnego spokoju, z zapierającymi dech w piersiach klifami i wodą o niesamowitym odcieniu.

Nasza ocena 7/10

Beata Cielecka

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.