"Valerian i Miasto Tysiąca Planet". Luc Besson nakręcił komedię… z ludobójstwem w tle? [RECENZJA]

Najnowszy film Luca Bessona pt. „Valerian i Miasto Tysiąca Planet” nie podbił światowego box office’u i właściwie wszędzie – poza Francją – przechodzi ciut niezauważony. Ogromna szkoda, gdyż francuski twórca dwoił się i troił, aby nakręcić film z rozmachem, który bez wstydu mógłby stanąć na jednej półce chociażby z „Piątym elementem”.

Idąc na „Valerian i Miasto Tysiąća Planet” byłem pełen obaw, gdyż zwiastun nie nastrajał zbyt optymistycznie. I chociaż poprzednie obrazy Francuza – czyli akcyjniak „Porachunki” i Sci-Fi „Lucy” – wbrew powszechnym opiniom, mnie raczej nie zawiodły, to jednak Luc Besson nie ma już tego błysku w oku, co dawniej przy realizacji „Nikity” czy „Leona Zawodowca”. „Valerianem” próbuje w jakiś sposób się zrehabilitować i po części mu się to udaje, bo jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że otrzymaliśmy najlepszy film Luca Bessona od kilku lat.

Nie bez powodu wcześniej przywołałem „Piąty element”, gdyż „Valerian i Miasto Tysiąca Planet” wygląda trochę jak młodszy brat produkcji z 1997 roku. Niby te dwa obrazki dzieli aż 20 lat, ale widać, że w tym gatunku, gdy jest okazja na małą rozpierduchę w Kosmosie, to Luc Besson potrafi rozkręcić imprezę i czuje się jak ryba w wodzie. Akcja pędzi na złamanie karku, na ekranie dzieje się tyle, że czasem trudno to wszystko ogarnąć, a dodatkowo całość jest okraszona zabawnymi dialogami oraz humorem. Czy można chcieć czegoś więcej?

Owszem, można. Na przykład przydałaby się… fabuła. Scenariusz „Valeriana” jest przewidywalny już od pierwszych minut, co miejscami może irytować, ale mam wrażenie, że w tym przypadku Luc Besson celowo chciał zaprezentować widzom jak najprostszy i najbardziej czytelny w swojej wymowie film. Bo to w końcu historia o tym, jak zło dobrem zwyciężać. Brzmi banalnie? Tak też jest, ale co z tego? Poza tym nie jestem w stanie nie docenić faktu, że francuski reżyser tak naprawdę w komediowy sposób opowiada o… ludobójstwie. Widać w tym echa kina młodzieżowego, które zarazem bawi i uczy.

Być może taka forma mogłaby być niestrawna, ale Cara Delevingne i Dane DeHaan – poza scenami z pewnymi bardzo przedsiębiorczymi osobnikami – kradną show. Szczególnie zaskakuje urodzona w 1992 roku modelka, gdyż zupełnie nie spodziewałem się po niej takiej aktorskiej swobody, luzu i uroku. Ta dziewczyna po prostu daje czadu! Przez to Dane DeHaan ma dużo mniejsze pole do popisu i blednie w cieniu swojej pięknej koleżanki, ale z drugiej strony jego major Valerian to tak jednocześnie sprzeczna i fascynująca postać, że gdyby tylko chciał, to najpierw napiłbym się z nim wódki, pogadał o kobietach, a następnie wsiadłbym w prom kosmiczny i poleciałbym ratować galaktykę. A co mi tam.

Luc Besson i polskie gwiazdy na premierze najdroższego europejskiego filmu [ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Warto wspomnieć, że w obsadzie pojawia się też Rihanna, ale… jej wątek jest tak niepotrzebny i wpleciony na siłę, że aż brak słów. Chociaż, gdy zaczęła tańczyć na rurze, to też odebrało mi mowę, ale to już z zupełnie innych powodów... Idę o zakład, że niektórzy będą wieszać psy kreacji Clive’a Owena, wcielającego się w nudny i stereotypowy czarny charakter. Będzie to słuszna krytyka, jednak tak kiepsko skonstruowana postać o dziwo nie zaburzyła mi dobrego spojrzenia na całość.

Wrażenie robi strona wizualna „Valeriana”; widać, że włożono w nią grube pieniądze, a następnie poświęcono niezliczoną ilość czasu, aby pieczołowicie przygotować kilka odmiennych rzeczywistości. Finansowo pewnie się nie opłacało, ale przestańmy patrzeć na film oczami księgowego i jako zwykli widzowie zwyczajnie cieszmy się wspaniałymi widokami. W tej materii Luc Besson bawi się wyobraźnią, kicz i kamp miesza wizjami godnymi Apokalipsy, ale w tym szaleństwie jest metoda.

„Valerian i Miasto Tysiąca Planet” to film, który najbardziej przypadnie do gustu fanom Luca Bessona, gdyż francuski twórca przedstawia gamę swoich sprawdzonych trików, których tym razem jest o wiele więcej niż zwykle. Jeżeli wcześniej nie akceptowaliście tego szalonego i pełnego przepychu stylu Francuza, to po projekcji „Valeriana” to się nie zmieni. Dla mnie „Valerian i Miasto Tysiąca Planet” to jedno z największych zaskoczeń letniego sezonu 2017 roku. Spodziewałem się katastrofy, a dostałem bardzo sympatyczny film, który dobrze się ogląda, a od efektów specjalnych i przepięknej Cary Delevingne nie można oderwać wzroku. Takiemu kinu rozrywkowemu mówię głośne tak.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
[email protected]

"VALERIAN I MIASTO TYSIĄCA PLANET" W KINACH OD 4 SIERPNIA

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 4 sierpnia 2017 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Widz (gość)

    Film to tragedia. Luc Besson to już przeszłość. Fabuła na poziomie komiksu dla dzieci 7-12 gdyby nie wątek ludobójstwa potraktowany na luzie jak błahostka. Główni bohaterowie infantylni. Zrobienie szczeniaka majorem - paradne! Wolałbym nie być chroniony przez takich agentów. DiCaprio z młodych lat w porównaniu do nich to bezwzględny macho i zakapior. Clive Owen powinie popełnić seppuku za taką rolę. Film jak strzelanka z konsoli. Wygląda jak posklejany z wszystkich produkcji SF: Gwiezdne Wojny, Transformers, Piąty Element, Awatar itd. - można się bawić zgadując skąd dany fragment ukradziony. Przy braku fabuły nudny do bólu. Technika komputerowej animacji nie jest w stanie zastąpić reżysera. Moim zdaniem malina dla reżysera i pary bohaterów. Wszyscy czekali kiedy zapali się światło. Najkrótsza recenzja jaką usłyszałem gdy inni widzowie wychodzili to: " zrobili nas w ch..a"...

    10.08.2017 12:55
  • An (gość)

    Czy to artykuł sponsorowany??? Zgodzę się z jednym: film jest ogromnym zaskoczeniem. Zaskakująco nudny, przewidywalny, niewzbudzający emocji w żadnym momencie. MASAKRA!

    08.08.2017 22:23

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.