"Wybawienie". Kryminał jakich wiele [RECENZJA]

„Wybawienie” to trzecia część z cyklu adaptacji powieści kryminalnych Jussiego Adlera-Olsena, gdzie spotykamy się z duetem duńskich policjantów z Departamentu Q. Jeżeli jednak nie widzieliście poprzednich epizodów „Kobieta w klatce” oraz „Zabójcy bażantów” to nie musicie się martwić, gdyż ich znajomość nie jest wymagana. Ekranowe wydarzenia i tak w większości będą dla Was w miarę jasne. To, czy będą równie sensowne, to już inna kwestia.

Na plaży zostaje znaleziona butelka, w środku której znajduje się napisany przed laty list. Tajemnicze znalezisko zostaje wysłane do Departamentu Q, gdzie funkcjonariusze próbują odczytać treść mocno zniszczonej wiadomości, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują, że jest to list napisany przez zaginione kilka lat wcześniej dziecko. Nieoficjalnie zaginione, gdyż nigdy sprawa nie została zgłoszona przez rodziców na policję, którzy utrzymywali, że ich latorośl wyjechała z Danii. Dziwnym zbiegiem okoliczności w ostatnich latach takich „przypadków” było więcej, a wszystkie miały miejsce wśród społeczności jednej z quasi chrześcijańskich sekt.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, gdy ogląda się „Wybawienie”, to strona techniczna filmu. Kadry, praca kamery oraz podkręcona, nieco mroczna, kolorystyka są bardzo atrakcyjne do widza. John Andreas Andersen, będący autorem zdjęć, wykonał kawał dobrej roboty, gdyż właśnie dzięki niemu ten film ogląda się niejako obrazami. To one zapadają w pamięć oraz nadają dynamikę całości.

Szkoda tylko, że za pięknymi, wystylizowanymi kadrami kryje się scenariuszowa pustka. Właściwie skrypt nie jest w stanie widza niczym zaskoczyć, bo jest złożony ze schematów i rozwiązań jakie w kryminałach oglądaliśmy wiele razy. Zabójca czający się tuż za niczego nieświadomym gliniarzem? Jest. Zbój, który mimo ochrony policyjnej i tak jest w stanie swobodnie działać w szpitalu? Jest. Przykłady można mnożyć. Do tego należy doliczyć zwyczajnie głupie rozwiązania fabularne, jak chociażby cała sekwencja w pociągu, która miała dostarczyć emocji, a finalnie okazała się niezamierzenie śmieszna.

Sytuacji nie poprawiają dialogi. A właściwie deklamowane kwestie, które szczególnie irytują, gdy Carl (Nikolaj Lie Kaas) i Asssad (Fares Fares) zaczynają filozoficzne dysputy o istocie religii. A warto tutaj wspomnieć, że ten pierwszy jest wątpiącym we wszystko ateistą, a drugi natomiast dobrodusznym muzułmaninem, pochylającym się nawet nad człowiekiem, który go opluwał i traktował jak robaka.

Ekranizacja skandynawskiego bestsellera w kinach już w kwietniu [WIDEO+ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Słabością „Wybawienia” są również bohaterowie, których jakby odrysowano od szablonu. Niemal każdy, kto pojawia się na ekranie, jest szalenie przerysowany. Począwszy od głównego bohatera, zmęczonego życiem policjanta Carla, który cały czas jest tak smutny i zdezorientowany, że przypomina raczej świeżo wykastrowanego psa, a nie człowieka złamanego przez życie. Wyszła z tego karykatura, zresztą podobnie jak z głównego złoczyńcy, który gdyby mógł dodatkowo krzyczałby, że jest najbardziej złym człowiekiem na świecie. Chociaż na dobrą sprawę robi coś podobnego, gdy wygłasza swój wywód na temat potomków szatana, mających na ziemi dokończyć jego dzieło.

Niestety gwoździem do trumny „Wybawienia” są sceny retrospekcji, gdzie oglądamy niejako usprawiedliwienie postępowanie porywacza i mordercy. Zupełnie zbędny wątek, ocierający się niejako o szantaż emocjonalny, aby widz chociaż przez chwilę zrozumiał motywację bandziora. Po co? Twórca chciał pokazać, że zło rodzi zło, ale to tak wyświechtany motyw, że dzisiaj może wywołać wyłącznie irytację, a nie zaciekawienie.

Z całości swoją kreacją próbuje się bronić jedynie Fares Fares. Niewątpliwie to jest zasługą faktu, że jego postać jest najbardziej złożona i w najciekawszy sposób napisana, ale urodzony w Bejrucie aktor miał pomysł na tę rolę, czyniąc swojego bohatera wielowymiarowym. Już od pierwszych minut widać, że będziemy mieć do czynienia z intrygującym bohaterem. Na drugim, a może nawet na trzecim planie, pojawia się Jakob Oftebro, który widowisko kradnie prawie wszystkim. Mała rola, ale utalentowany aktor potrafił wycisnąć z niej coś więcej niż tylko tło dla innych postaci.

„Wybawienie” to kryminał jakich wiele. Być może miłośnicy gatunku dostaną dokładnie to, czego sobie życzą, ale całość niestety rozczarowuje swoją naiwnością, schematycznością oraz wtórnością. To już było, często podane w lepszej i atrakcyjniejszej formie. Nakręcony przez Hansa Pettera Molanda obraz próbuje bronić się swoją dynamiką oraz stroną techniczną, ale koślawa fabuła i tak jest widoczna.

Ocena: 4/10

Krzysztof Połaski
[email protected]

"WYBAWIENIE" W KINACH OD 28 KWIETNIA

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »

Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.