"11 minut". Przerost formy nad treścią [RECENZJA]

„11 minut” to kolejny w ostatnim czasie w polskiej kinematografii – po „Chemii” Bartosza Prokopowicza – dowód na to, że nie powinno się na kinowy ekran przenosić wciąż świeżych, bolesnych osobistych doświadczeń oraz ran, które w dalszym ciągu są rozdrapane. Skolimowski, podobnie jak Prokopowicz, nie potrafi zachować dystansu do opowiadanej historii, brnie w banał, próbując tłumaczyć sobie i innym, że stworzył przepełnioną ironią opowieść o katastrofie. Tyle, że ironii tu jak na lekarstwo, a jedyną katastrofą o jakiej możemy mówić jest niestety „11 minut”.

Multimedia

Szczegóły najnowszego obrazu Jerzego Skolimowskiego do czasu pierwszego publicznego pokazu trzymane były w wielkiej tajemnicy, co potęgowało napięcie. Kolejne elementy promocyjnej układanki – mistrz po latach znowu za kamerą, miejsce w konkursie głównym w weneckim konkursie, efektowne zdjęcia z planu oraz dość optymistyczne recenzje – uczyniły z „11 minut” jeden z najbardziej oczekiwanych tegorocznych polskich filmów. Dlatego tym bardziej szkoda, że dzieło autora „Rękopisu” nie tylko rozczarowało, ale okazało się wręcz produkcją wtórną. Skolimowski nie pokazuje na ekranie nic nowatorskiego. To wszystko już było, a takie naiwne zabiegi, jak chociażby ujęcia z perspektywy psa (!) zwyczajnie żenują i są irytujące oraz pretensjonalne; można to porównać chyba wyłącznie do ujęć z perspektywy lecącej muchy (!) z równie nieudanego i złego filmu Nikity Michałkowa pt. „Spaleni słońcem 2: Cytadela”.

Pretensjonalność to wytrych do rozszyfrowania „11 minut”. Wszystko, co Skolimowski pokazuje na ekranie, pretenduje do czegoś wielkiego, wszystko ma mieć przekaz i drugie dno, ale jednocześnie zatraca swojego ducha, stając się manieryczne i sztuczne. Bohaterowie, lekko zakreśleni przez autora, nikogo nie zainteresują nie dlatego, że zostali źle zagrani – co to, to nie, bo obsada składa się z tuzów naszego aktorstwa, z Andrzejem Chyrą czy Janem Nowickim na czele – ale dlatego, że te postaci nie obchodzą nawet samego Skolimowskiego. Są jedynie pretekstem lub dodatkiem do wymyślnego zakończenia, które niestety wzbudzić może wyłącznie dwie reakcje – śmiech bądź uśmiech politowania.

Zaczyna się banalnie: jest młode małżeństwo, ona jest seksowną aktorką (Karolina Chapko), a on chorobliwie zazdrosnym mężem (Wojciech Mecwaldowski). W sumie nic dziwnego, skoro o pani aktorce wcześniej na mieście chodziły różne słuchy… Mężczyzna do tego stopnia chce zatrzymać przy sobie kobietę i nie pozwolić jej iść na umówione przesłuchanie ze znanym zagranicznym reżyserem, że wrzuca do drinka żony tabletkę gwałtu. Zanim substancja zacznie działać, kobieta wyruszy na spotkanie z filmowcem, który zamiast kompletować obsadę do tradycyjnej fabuły, raczej powinien urządzać castingi do czeskich filmów porno.

Dalej jest równie „ciekawie” – Skolimowski odsłania fragmenty życia pozostałych bohaterów, których drogi przetną się chwilę po godzinie 17. Tak więc jest, kreowany przez Andrzeja Chyrę, sprzedawca hot dogów, który flirtuje z zakonnicami, ale reakcja pewnej młodej dziewczyny sugeruje, że wcześniej „gorącą paróweczką” wolał częstować uczennice szkoły w której uczył. Na tym kończy się charakterystyka tego bohatera – reżyser nie mówi niczego więcej i w równie ubogi sposób maluje także innych – m.in. podpalaczkę próbującą popełnić samobójstwo, kuriera mającego słabość do kokainy i mężatek, załogę karetki pogotowia czy nastolatka chcącego popełnić przestępstwo.

Jedyną zaletą obrazu jest piękna Paulina Chapko. Urodzona w 1985 roku aktorka z racji tego, że jej wątek jest dominujący, miała okazję najpełniej zaprezentować się aktorsko. Oby, mimo wszystko, ten projekt był dla niej przełomowy i zaowocował kolejnymi rolami filmowymi. Szkoda, że reszta obsady nie dostała takiej szansy.

„11 minut” to polski kandydat do Oscara i jeżeli jakimś cudem film dostanie się do finałowej piątki, to nie dlatego, że to udana produkcja, tylko ze względu na nazwisko reżysera. Skolimowski to ceniona marka za granicą i wybór polskiej komisji oscarowej ewidentnie był podyktowany tym faktem. Szkoda, bo w tym roku polska kinematografia może pochwalić się wieloma dużo lepszymi filmami, a ten należy zaliczyć do tych najbardziej nieudanych.

Źle się dzieje ze starymi mistrzami polskiej reżyserii. Rok temu Krzysztof Zanussi zaprezentował fatalne „Obce ciało”, a teraz Jerzy Skolimowski pokazał film, który jest równie nieudany, wyświechtany i niezamierzenie śmieszny. I tak naprawdę obydwaj twórcy opowiadają o tym samym – o upadku i zezwierzęceniu dzisiejszej cywilizacji oraz nieuchronnej apokalipsie, tyle tylko, że Zanussi ukazał to z perspektywy katolickiej, a Skolimowski laickiej, chociaż w produkcji nie brak motywów chrześcijańskich. Cóż, obydwaj autorzy działali ze szlachetnych pobudek, ale nie sprostali zadaniu. Za bardzo chcieli? Być może.

W „11 minutach” wszystkiego jest za dużo. To przerost formy nad treścią. Być może Jerzy Skolimowski miał w głowie misternie zaplanowaną konstrukcję filmu, ale nie potrafił tego przenieść przed obiektyw kamery. Całość jest zwyczajnie przeładowana, z ekranu wylewa się morze przeróżnych symboli, w których bohaterowie się topią. Można doszukać się zarówno Powstania Warszawskiego, jak i 11 września, a wszystko to zanurzone jest w wodzie po "Melancholii" Larsa von Triera.

Ocena: 2/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

11 MINUT

Gatunek: dramat
Produkcja: Polska 2015
Reżyseria i scenariusz: Jerzy Skolimowski („Essential Killing”, „Cztery noce z Anną”, „Fucha”, „Ręce do góry”, „Krzyk”)
Obsada: Wojciech Mecwaldowski („Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć”, „Lejdis”, „Testosteron”), Andrzej Chyra („Carte Blanche”, „W imię…”, „Dług”, „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, „Komornik”, „Katyń”), Dawid Ogrodnik („Jesteś Bogiem”, „Disco Polo”, „Chce się żyć”, „Ida”, „Obietnica”), Piotr Głowacki („Bogowie”, „Dziewczyna z szafy”, „Disco Polo”, „80 milionów”, „Sala samobójców”), Mateusz Kościukiewicz („Wszystko co kocham”, „W imię…”, „Bilet na księżyc”, „Wałęsa. Człowiek z nadziei”, „Panie Dulskie”), Paulina Chapko („Oszukane”, „Sala samobójców”, „Trzy minuty. 21:37”, „Lekcje pana Kuki”), Agata Buzek („Rewers”, „Fotograf”, „Zemsta”, „Ryś”, „Obce ciało”), Jan Nowicki („Dass”, „Tulipany”, „Historia kina w Popielawach”, „Sztos”, „Poznań’56”, „Magnat”, „Wielki Szu”), Ifi Ude („Snufit”), Richard Dormer („Gra o tron”, „Ścigana”, „Jump”, „Pięć minut nieba”), Anna Maria Buczek („Dziewczyny ze Lwowa”, „Śluby panieńskie”, „Maraton tańca”, „Czas honoru”, „Jutro idziemy do kina”, „Oda do radości”), Łukasz Sikora („Za horyzont”, „Kochankowie z Marony”)

Komentarze

Skomentuj
  • Fan discopolo wyborca pis (gość)

    Niezly nudny ale szit

    06.01.2022 22:40
  • MARIETTA (gość)

    Nie zgodzę się z opinia film 3ma w napieciu super ujęcia aktorsko bez szału ale warto obejrzeć lubie takie kino.Polecam

    02.11.2015 17:26
  • kasandra (gość)

    Co to za matoł pisał? Krytyka polityczna....

    02.11.2015 16:36

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×