"25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" [RECENZJA]. Piotr Trojan zachwyca jako Tomasz Komenda! To kino, które boli, uwiera i frustruje!

Noc sylwestrowa 1996/1997. Na dyskotece w Miłoszycach pod Wrocławiem bawi się 15-letnia Małgorzata. Rano jej zwłoki zostają znalezione między okolicznymi gospodarstwami, a diagnoza śledczych jest następująca: dziewczyna najpierw została brutalnie zgwałcona, a następnie zmarła z wykrwawienia i wyziębienia. Ponad trzy lata później, po nagłośnieniu sprawy w programie "Telewizyjne Biuro Śledcze", zatrzymany zostaje podejrzany - Tomasz Komenda. O innej stronie tych wydarzeń wspomina film "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy".

Multimedia

"25 LAT NIEWINNOŚCI. SPRAWA TOMKA KOMENDY" - RECENZJA

Nie mam wątpliwości, że "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" będzie kinowym hitem, którego nawet pandemia nie powstrzyma przed dobrą frekwencją. Nie dość, że sprawą Tomka Komendy jeszcze niedawno żyła niemal cała Polska, to pierwszy publiczny pokaz filmu, podczas koszalińskiego festiwalu Młodzi i Film 2020, tylko pokazał, że ten temat wciąż żyje w Polakach. Nic dziwnego, w końcu Tomasz Komenda niesłusznie przesiedział w więzieniu 18 lat; bezpowrotnie stracił swoje najlepsze lata, nie był świadkiem tego, jak życie układali sobie jego krewni, nie wspominając już o wszelakich podłościach, jakich doświadczył ze strony współosadzonych. Paragraf o gwałt na nieletniej robi swoje.

Gdy pojawiły się pierwsze doniesienia o realizacji filmu "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" miałem w sobie wiele sprzecznych uczuć. Z jednej strony taki temat łatwo popsuć, spłycić, sprowadzić do taniego dramatu, gdzie główną rolę odgrywa szantaż emocjonalny. Odpowiedzialna za produkcję filmu telewizja TVN już kilka obrazów w taki właśnie sposób zniszczyła. Z drugiej strony na stołku reżyserskim zasiadł Jan Holoubek, dla którego chociaż jest to pierwszy pełnometrażowy film fabularny w tej roli, to trudno nazwać go debiutantem, a jego serial "Rojst" to jedna z najlepszych polskich produkcji serialowych ostatnich lat. Do tego doskonały Piotr Trojan w roli głównej, który już wielokrotnie na deskach teatru czy na drugim planie w filmie pokazał, że jest niezwykle precyzyjnym i czujnym aktorem.

Na szczęście wygrało kino i "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" niewiele ma wspólnego z większością filmów wyprodukowanych przez TVN. Jan Holoubek stawia na emocje i ani przez moment nie zamierza zwalniać. Już mocny początek filmu, gdy zaskoczony Komenda (Piotr Trojan) jest wyprowadzany z chałupy w kajdankach, robi robotę, a później może już być wyłącznie mocniej i boleśniej. Mimo, że znamy szczęśliwy finał sprawy, to ani przez moment twórca nie odpuszcza, stale dociskając pedał gazu do swojej opowieści. Widać, że Holoubek ma oko do przeszłości i rękę do takich opowieści. Pokazał to "Rojst", ale patrząc na "25 lat niewinności" jeszcze bardziej doceniam estetyczne wyczucie reżysera, który przykłada wagę nawet do najmniejszych detali. Dzięki temu rzeczywiście ma się poczucie, że oglądamy rejestrację wydarzeń, jakie rozegrały się na przełomie wieków, a nie inscenizację, w której znajdują się luki i miejsca na umowność.

"Ludzie i bogowie". Godny następca "Czasu honoru"? Wojenny serial Bodo Koksa będzie hitem TVP?Zobacz więcej

U Holoubka nie ma miejsca na umowność, wszystko musi być dosłowne, włącznie z najbardziej bolesnymi dla prawdziwego bohatera scenami. Na widzów to też działa, co obrazowały reakcje po pokazie i nagroda publiczności na festiwalu Młodzi i Film 2020, ale paradoksalnie mam wrażenie, że w filmie o Tomku Komendzie najbardziej zabrakło... samego Tomka Komendy. Z filmu w zasadzie jedynie dowiadujemy się, że dobry chłopak był, co mówił sąsiadom dzień dobry. Niemniej jednak Piotr Trojan okazał się doskonałym strzałem obsadowym, potrafiąc wydobyć ze swojej postaci szerokie spektrum emocji, wręcz stając się cichym chłopakiem zgniecionym przez rzeczywistość.

Całość zbyt zachowawczo podchodzi do tematu chorego systemu, który skazał Komendę za niewinność. Ten wątek twórcy najbardziej potraktowali po macoszemu, przez co produkcji daleko do bezbłędnego ujęcia tematu w "Jestem mordercą" Macieja Pieprzycy. Zamiast tego autorzy bardziej skupiają się na relacji Tomka Komendy z matką (świetna Agata Kulesza), gdzie drobne gesty, spojrzenia, mimika są odzwierciedleniem cierpienia kobiety, której pewnego dnia zabrano dziecko.

"25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" to trzymające w napięciu kino, które boli, uwiera i frustruje. Trudno się nie złościć, gdy ma się świadomość, że tak łatwo zniszczyć człowiekowi życie. I chociaż do fabuły wkrada się ciut nierówności i dróg na skróty, to finalnie mamy do czynienia ze sprawnie zrealizowanym dramatem, z którego płyną emocje i seans raczej nikogo nie pozostawi obojętnym. Właśnie tak powinno działać kino.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl
Recenzja została pierwotnie opublikowana 18 września 2020 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Krzysztof (gość)

    Nasze prawo jest,było i póki co bedzie kulawy...Ale film !?!? Sorry jest wiele postaci historycznych o których są jakieś gdzieś wzmianki i nic...Ale robimy filmy o Zenku Martyniuku...ha,ha, T.K itd ludzie o co chodzi???

    21.09.2020 16:23
  • Polska 2020 (gość)

    Polscy policjanci to lenie! Czekają tylko aby napisać pismo : umorzone.zakonczone.nieznaleziono. albo nic nie odpisują i tak zawsze

    19.09.2020 20:20
  • Patriota (gość)

    Tak działa prokuratura, sądy i MO. Jak się nie ma nazwiska, albo stanowiska, lub kasy, to jest się nikim....

    19.09.2020 09:51

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×