31. Warszawski Festiwal Filmowy. "Przegrani". Wszyscy jesteśmy pechowcami [RECENZJA]

Warszawski Festiwal Filmowy nie mógł zakończyć się lepiej. Jednym z ostatnich seansów podczas warszawskiego święta kina był pokaz bułgarskiego filmu pt. „Przegrani”, który wyreżyserował Ivaylo Hristov. I chociaż ten czarno-biały obraz, który wbrew pozorom nie jest pozbawiony kolorytu, jest mocno osadzony w bułgarskiej rzeczywistości, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że polscy widzowie także mogą przeglądać się w nim jak w zwierciadle.

Multimedia

Pierwsze ujęcia – kamera spoglądająca na typowe klocki z wielkiej płyty, w większości zamieszkane przez podobne jednostki, czyli ludzi, którzy własną egzystencję na straty spisali jeszcze w drodze do komórki jajowej – mogą sugerować, że będziemy mieć do czynienia z filmem sponsorowanym przez konsorcjum „smutek & melancholia”. Do tego czarno-białe zdjęcia i wydawać by się mogło, że bez zestawu ulubionych antydepresantów nie ma co siadać na fotelu. Nic bardziej mylnego!

Już jedna z pierwszych scen zdradza nam, jaki charakter będzie miała ta opowieść. Atrakcyjna dziewczyna o imieniu Elena (Elena Telbis – jedna z młodych gwiazd bułgarskiego teatru, reżyser tego obrazu jest jej profesorem na Narodowej Akademii Teatru i Filmu) idzie szkolnym korytarzem, po czym puka do każdej z klas i – pod pretekstem wizyty u dyrektora – wyciąga kolegów, z którymi następnie „zrywa” się z lekcji.

I w ten sposób w tej bułgarskiej oraz przez wszystkich zapomnianej mieścinie płynie życie – dla młodych jedyną rozrywką jest picie wina i piwa oraz oczekiwanie, że może w miejscowym domu kultury pojawi się jakiś zespół muzyczny. Na szczęście reżyser nie zamierza stąpać drogą ciężkiego społecznego dramatu o wykluczonych jednostkach, tylko losy swoich bohaterów przedstawia przez pryzmat własnego absurdalnego humoru oraz przerysowania.

Na ekranie prezentuje całą galerię osobowości – oprócz krnąbrnej i zbuntowanej Eleny, która za żadne skarby nie chce powtórzyć błędów swojej matki, a i tak podąża dokładnie tą samą ścieżką – obserwujemy też zakochanego w Elenie chłopaka Koko (świetny ormiański aktor, Ovanes Torosian), nigdzie nie ruszającego bez swojej czapki zimowej oraz jego dwóch kumpli, z czego jeden ma dziwną awersję do seksu.

Pojawia się również – oczekiwanym niczym święta Bożego Narodzenia – znany rockowy zespół, który prowadzi trasę koncertową po okolicznych wsiach, domach kultury czy szkołach. Członkowie zespołu – z charyzmatycznym liderem (Deyan Donkov) na czele, który niewiasty podrywa na teksty z musicalu „Hair” - nawet nie wiedzą, gdzie grają. Liczy się dla nich jedynie zapłata za występ oraz zbałamucenie jak największej liczby kobiet – oczywiście cały czas stosują taką samą taktykę, a naiwne się nabierają. W gruncie rzeczy to bardzo prawdziwe i właściwie to najsmutniejszy i najbardziej przykry z wątków tego dzieła. Patrząc na poczynania ekranowego zespołu, nie sposób nie odnieść wrażenia, że o podobnej grupie opowiadali Grzegorz Jankowski i Tymon Tymański w „Polskim gównie”. W „Przegranych” obserwujemy jakby ich bułgarskie rewersy.

Opowiadana przez Ivaylo Hristova historia składa się z ogranych schematów i nie zaskakuje, ale też nie takie było jej zadanie. Chociaż widzowie szybko mogą zdać sobie sprawę, w jakim kierunku zawędruje ta opowieść, to lekkość i żartobliwy sposób jej podania, wszystko rekompensuje. Pierwszy seks, pierwsze rozczarowanie miłosne, wchodzenie w dorosłość – Bułgar znalazł metodę na absolutnie rewelacyjnie pokazanie kolejnych etapów życia młodego człowieka. To obłędnie sfilmowany (te kadry i sposób prowadzenia kamery są przepiękne!) słodko-gorzki obraz młodości, który może pochwalić się kapitalnym humorem, stanowiącym motor napędowy całości i potrafiący rozbawić do łez. Nie sposób nie kibicować tym nieudacznikom.

Warto zwrócić uwagę na zamykającą film scenę, która jest niejako przeciwieństwem tej otwierającej dzieło. O ile na początku bohaterowie potrafi się zebrać i działać, to na końcu już tylko stoją i obserwują. Stoją w miejscu, co jest niezwykle wymowne. Wmawiają sobie, że są naznaczeni przez pecha, że to ich klątwa, ale tak naprawdę nie mają odwagi, aby coś zmienić w swoim życiu. Paradoksalnie najodważniejsza okazuje się mała dziewczynka, która biegnąć pod prąd po torach, ma świadomość, że wyłącznie poprzez działanie można dokonać zmiany. Narzekanie nic nie da.

Cytując jednego z bohaterów: Wiecie jaka jest definicja pechowca? Pechowiec to ktoś, kto urodził się w Bułgarii. Doskonałe i przepełnione ironią zamknięcie świetnego filmu. W gruncie rzeczy, tak naprawdę wszyscy jesteśmy pechowcami, o czym pomyślałem wychodząc późnym wieczorem z seansu.

Ocena: 9/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

PRZEGRANI

Karatsi
Kraj: Bulgaria
Rok produkcji: 2015
Reżyser: Ivaylo Hristov
Producent: Assen Vladimirov
Wystąpili: Ovanes Torosyan, Kristina Yaneva, Yovana Yordanova, Georgi Gotsin, Plamen Dimov, Deyan Donkov
Czas trwania: 97 min

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×