Ajami - film, recenzja, opinie, ocena

Izraelskie kino coraz częściej trafia na nasze ekrany i coraz częściej okazuje się, że ma coś ważnego do powiedzenia.

Multimedia

NASZA OCENA: ZDECYDOWANIE WARTO OBEJRZEĆ

Nie tylko dlatego, że trwający już ponad pół wieku konflikt na Bliskim Wschodzie dotyczy tzw. "żywotnych interesów Świata Zachodniego". Pokolenie dzisiejszych 40-latków i młodszych Izraelczyków wychowane po wojnie, choć karmione wspomnieniami, nauczyło się patrzeć na otaczającą rzeczywistość własnym okiem, mówić własnym językiem, różnym od tego, jakim mówili ich rodzice i dziadkowie. To zaś zaowocowało zupełnie innymi książkami, zdjęciami, filmami. I "Ajami", zrealizowane wspólnie przez dwóch reżyserów - Żyda Yarona Shani i Palestyńczyka Scandara Coptiego według ich własnego scenariusza - należy właśnie do tego nurtu.

Tytułowe Ajami to dzielnica Tel Awiwu-Jaffy, gdzie obok siebie mieszkają przedstawicie trzech religii - judaizmu, chrześcijaństwa i islamu. Jest tu bardzo biednie, a rządzą narkotykowe gangi. Tu oficjalna władza właściwie nie ma wstępu, więc nie ma kogo prosić o ochronę. Można ją kupić, ale nie każdego na nią stać. Film opowiada pięć historii rozgrywających się symultanicznie. Wuj 13-letni Nasriego i jego starszego brata Omara ciężko zranił jednego z członków gangu. Teraz grozi mu śmierć, chłopcom również. Policjant Dando poszukuje brata, który zaginął. Bogaty Binj marzy o przyszłości ze swoją izraelską narzeczoną, a naiwny Palestyńczyk Malek chce na czarno zarabiać na operację matki.

Piotr Radecki

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×