Anna Karenina - film, recenzja, opinie, ocena

Nie jestem do końca pewien, czy to jest najnowsza ekranizacja powieści Lwa Tołstoja, ale, że najnowocześniejsza - tak.

Multimedia

NASZA OCENA: 4/5

Jest rzeczą oczywistą, że Joe Wright musiał dokonać wyboru, co z tego klasycznego XIX-wiecznego dzieła wydobyć i na którym wątku skupić uwagę XXI-wiecznych widzów.

Tytułowa bohaterka (dobra Keira Knightley) jest żoną wysokiego urzędnika (brawo Jude Law!). Jednak mimo swojego dobrobytu i pozycji społecznej, źle się czuje w dusznej i sztywnej atmosferze stolicy Rosji. Wszystko zmienia spotkanie z przystojnym hrabią Wrońskim (zaskakująco powściągliwy Aaron Taylor-Johnson): wzajemne oczarowanie owocuje skandalizującym romansem, który wstrząsa miejscowymi elitami i prowadzi do tragedii…

Reżyser (znany m.in. dzięki "Dumie i uprzedzeniu" i "Pokucie") mocno ryzykował decydując się na nieoczywiste decyzje obsadowe trójki głównych bohaterów. I wygrał: zarówno obaj panowie, jak Keira Knightley doskonale się sprawdzili, choć być może nie pasują do klasycznych wyobrażeń o ich postaciach. Za to w sposób absolutnie klasyczny - i rzadki w naszych czasach - potraktował stronę wizualną filmu wprost perfekcyjnie łącząc ją z warstwą muzyczną. Dlatego nie dziwi, że cztery nominacje do Oscara obejmowały właśnie te aspekty filmu, a statuetką nagrodzono kostiumy. Tę wersję "Anny Kareniny" doskonale się ogląda, choć oczywiście nie każdemu będzie się podobać. Ale cóż, nikt nie jest doskonały.

Piotr Radecki

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×