"Artyści", "Belfer" i "Pakt". Wyższa półka, czyli nowa jakość polskich seriali [WIDEO+ZDJĘCIA]

Jesień tego roku była udana dla polskich seriali. Telewizja Polska, chociaż nie dbała zbytnio o promocję tej produkcji, zaprezentowała wybornych „Artystów”, a konkurujące ze sobą kanały premium CANAL+ i HBO do rywalizacji wystawiły swoich reprezentantów pod postacią seriali „Belfer” oraz „Pakt II”. I co najważniejsze, żadnej z tych produkcji nie musimy się wstydzić.

Multimedia

Czy to oznacza, że Polacy nauczyli się robić dobre seriale? Wydaje mi się, że tak naprawdę już od dawna to potrafili, ale widzowie byli zbyt mało wymagający, przez co producenci oraz stacje telewizyjne zwyczajnie nie inwestowały dużych pieniędzy w seriale. Wszak, jeżeli dobrze sprzedają się paradokumenty, które można nakręcić „po taniości”, to po co wykładać dużo większe pieniądze na projekt, który z góry skazany jest na marginalną widownię? To na szczęście się zmienia, bo przede wszystkim ewoluują odbiorcy, którzy pragną produkcji nie odbiegających poziomem od tych na Zachodzie.

POCZĄTEK ZMIAN

Dla polskich seriali z wyższej półki bardzo ważne były lata 2004-2005, gdy na kanałach Telewizji Polskiej zadebiutowały trzy seriale kryminalne, z czego każdy charakteryzował się czymś innym. Był to mroczny i utrzymany w filmowej stylistyce „Glina” Władysława Pasikowskiego, brutalnie prawdziwy i mocny „Pitbull” Patryka Vegi oraz dynamiczny i efektowny „Oficer” Macieja Dejczera. Te produkcje pokazały, że o kryminale można myśleć w nowoczesny, często bezkompromisowy sposób.

Każdy z tych seriali zostawił po sobie spuściznę, zapisał się w historii polskiej telewizji oraz wykreował nowe gwiazdy ekranu - „Glina” odświeżył i przypomniał Jerzego Radziwiłowicza oraz pokazał zupełnie inną stronę, wówczas znanego z komedii, Macieja Stuhra, „Oficer” udowodnił nam, że Borys Szyc, Paweł Małaszyński oraz Eryk Lubos to aktorzy najwyżej próby, a „Pitbull” przede wszystkim wykreował Marcina Dorocińskiego. Pasikowski, Vega i Dejczer mieli zupełnie inne wizje na swoje produkcje, ale właśnie dzięki temu te seriale były tak dobre, bo w żadnym wypadku nie mieliśmy do czynienia z kopią kopii, lecz z oryginalnym oraz wciągającym scenariuszem, który dodatkowo zrealizowano na bardzo wysokim poziomie. W świecie telewizyjnego kryminału na długo te tytuły nie znalazły godnych następców.

„Glina” doczekał się dwóch sezonów, a następnie TVP serial brutalnie uśmierciła serial (Pasikowski był gotowy na realizację trzeciej części), natomiast „Pitbulla” rozciągnięto do trzech sezonów, gdzie w ostatnim Vega już tylko kontrolował poczynania innych reżyserów. Trzech części doczekał się również „Oficer”, z tym, że tam nie mieliśmy do czynienia z klasycznymi sezonami, a z trzema odrębnymi serialami, gdzie losy różnych bohaterów w odpowiednim momencie się zazębiły.

AGNIESZKA HOLLAND Z „EKIPĄ”

W międzyczasie na horyzoncie pojawiła się sama Agnieszka Holland, która postanowiła porwać się na projekt, jakiego w historii polskiej telewizji jeszcze nie było. W ten sposób w 2007 roku narodziła się „Ekipa”, która była emitowana na antenie Polsatu i mocno promowana na łamach Gazety Wyborczej. Pomysł na serial był ambitny, wszak jeszcze nie mieliśmy do czynienia ze współczesnym political fiction. Premier Nowasz (w tej roli Janusz Gajos) zostaje oskarżony o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa, więc wycofuje się z życia politycznego, w swoje miejsce „wstawiając” bezpartyjnego i bezpiecznego ekonomistę oraz politologa, Konstantego Turskiego (Marcin Perchuć), który okazuje się doskonałym wyborem dla kraju, nie stając się polityczną marionetką. Produkcja była dynamiczna, trzymająca w napięciu i... prorocza. Autorka „Kobiety samotnej” pokazała, jak Polska może wyglądać po tragicznej śmierci Prezydenta RP. Niestety, serial pomimo wysokiego poziomu zwyczajnie nie trafił w swoje czasy. Być może widownia wówczas jeszcze nie była gotowa na taką produkcję. Szkoda, bo serial aż się prosił o kontynuację, ale statystki oglądalności okazały się nieubłagane.

CZYTAJ TAKŻE:

SERIALIS 2016. "GLINA" I "OFICER", CZYLI NIEDOŚCIGNIONE POLSKIE KRYMINAŁY [ZDJĘCIA+WIDEO]
"PITBULL". ZOBACZ NAJLEPSZE SCENY I POZNAJ HISTORIĘ KULTOWEGO SERIALU [ZDJĘCIA]
"PAKT" 2. SEZON, ODCINEK 1. DOBRE, BO POLSKIE. SEKSAFERA I KATASTROFA GÓRNICZA NA POCZĄTEK [RECENZJA]
"BELFER". POLSKI KRYMINAŁ NA WYSOKIM POZIOMIE? [RECENZJA]
"ARTYŚCI" ODCINEK 1. STRZĘPKA I DEMIRSKI MÓWIĄ JAK JEST [RECENZJA]

Wartym zauważenia, chociaż tylko trzyodcinkowym, jest serial Waldemara Krzystka pt. „Mała Moskwa”, który stanowił rozszerzenie filmu tego reżysera. Z dzisiejszej perspektywy to niesłusznie niedoceniana produkcja. Krzystek udowodnił, że historię z dobrego filmu można przenieść w jeszcze lepszy serial i zamiast montażowej oraz fabularnej sieczki, możemy otrzymać dwa pełnowartościowe produkty. To naprawdę ciekawie opowiedziana historia o zakazanej miłości w komunistycznych czasach, ale też o ówczesnej Legnicy, która za sprawą stacjonowania tam wojsk radzieckich stała się właśnie tytułową małą Moskwą. Wszystko tutaj było wyważone w odpowiednich proporcjach i odpowiednio zagrało, chociaż szczerze przyznajmy, że rosyjscy aktorzy zdecydowanie przyćmili polską obsadę.

HBO I CANAL+ WCHODZĄ DO GRY, TVP ODPOWIADA

Na rynku telewizyjnym zawrzało w 2011 roku, gdy HBO postanowiło zaproponować widzom pierwszą polską produkcję, a mianowicie serial „Bez tajemnic”, gdzie Jerzy Radziwiłowicz jako psychoterapeuta Andrzej Wolski zmagał się z problemami swoimi oraz swoich pacjentów. Skromna produkcja, oparta na izraelskim formacie „BeTipul”, zdobyła uznanie widzów, a do reżyserii kolejnych odcinków zatrudniono m.in. Wojciecha Smarzowskiego czy Agnieszkę Holland.

Dłużny nie mógł pozostać CANAL+, który najpierw zaprezentował „Krew z krwi”, które było oparte na holenderskim serialu „Penoza”, a następnie – już niezbyt udaną – autorską „Misję Afganistan” Macieja Dejczera. Z tych dwóch produkcji zdecydowanie ciekawsze było „Krew z krwi”, z doskonałą Agatą Kuleszą w roli głównej, ale za pierwszym razem serial nie chwycił tak, jak tego oczekiwano. Do tego stopnia, że porzucono plany kontynuacji. Dopiero kilka lat później tytuł odkupiła Telewizja Polska, która w 2015 roku zrealizowała drugi sezon, będący jeszcze lepszy od pierwszego! Niestety, produkcja raczej nie będzie kontynuowana, chociaż Holendrzy do tej pory zrobili cztery sezony serialu. Ale, jak pokazuje historia, może nie traćmy jeszcze nadziei?

W 2012 roku Greg Zgliński, Borys Lankosz oraz Igor Brejdygant zaprezentowali Polsce serial kryminalny pt. „Paradoks”, gdzie w głównej roli pojawił się Bogusław Linda. Potencjał tej produkcji był ogromny, ale nie wszystko się udało. Po kilku latach widać, że serial i zagadki kryminalne nie angażowały tak mocno, jak powinny. Zresztą podobny problem miała inna produkcja Telewizji Polskiej, gdzie dodatkowo dało o sobie znać powielanie wciąż tych samych schematów, czyli „Prokurator”, do którego scenariusz napisali bracia Miłoszewscy. Niemniej jednak, gdyby kiedyś zdecydowano się na kontynuację, to serial wciąż ma potencjał.

NOWY POZIOM

Z całą pewnością za rozwój polskich seriali ostatnich lat najbardziej odpowiadają HBO i CANAL+. „Wataha”, oryginalny serial opowiadający o pogranicznikach z granicy polsko-ukraińskiej, pokazała potrafimy na wysokim poziomie zrealizować typową polską historię, w której jednak bez problemu powinni też odnaleźć się widzowie z zagranicy. Zresztą „Wataha” była pokazywana poza Polską. Poza Polską pokazywany był też „Pakt” i chociaż pierwszy sezon produkcji opierał się na norweskim serialu „Układ”, to już drugi sezon jest rdzennie polski, co może przesądzić o jego sukcesie. Podobnie bardzo nasz, swojski, jest świetny „Belfer” Łukasza Palkowskiego, którego pomysł spodobał się widzom, a ustalenie tożsamości mordercy elektryzuje wszystkich oglądających.

Sukces „Belfra” pokazuje, że do świata telewizji wręcz muszą w końcu dostać się twórcy do tej pory niekojarzeni z telewizją. Za scenariusz kryminału z Maciejem Stuhrem w roli głównej odpowiadają pisarz Jakub Żulczyk oraz dramatopisarka Monika Powalisz. Ze świata teatru wywodzą się też Monika Strzępka (reżyser) i Paweł Demirski (dramaturg, scenarzysta), którzy w tym roku, na antenie TVP, zaprezentowali chyba największe odkrycie telewizyjne jesieni jeżeli chodzi o seriale, czyli wybitnych „Artystów”. To produkcja zrealizowana na niespotykanym do tej pory poziomie, ze świetnym, słodko-gorzkim oraz kipiącym autentyzmem scenariuszem i aktorstwem z najwyżej półki – w końcu kreacje na miarę swojego talentu mogli stworzyć m.in. Marcin Czarnik czy Anna Ilczuk!

W obliczu tych trzech tytułów trochę ginie szumnie zapowiadany „Bodo”, który jest produkcją godną uwagi, ale zrealizowaną nazbyt skrótowo, gdzie chyba nie zastosowano zasady mierzenia siły na zamiary. Jednak wydaje mi się, że produkcję Akson Studio będzie się po latach wciąż dobrze oglądać. Swoją drogą ekipa pod wodzą Michała Kwiecińskiego tak bardzo rozmiłowała się w kostiumowych serialach, że właśnie dla telewizji TVN kręci osadzony w realiach początku XX wieku kryminał pt. „Belle Epoque”. W rolach głównych Paweł Małaszyński, Eryk Lubos, Anna Próchniak i Eryk Kulm. Patrząc na pierwsze zdjęcia, zapowiada się to naprawdę dobrze!

ŚWIETLANA PRZYSZŁOŚĆ?

Jeżeli chodzi o nadchodzące produkcje, to warto obserwować poczynania HBO, które właśnie realizuje sześcioodcinkowy serial „Ślepnąc od świateł”, oparty na książce Jakuba Żulczyka. Opowieść o sześciu dniach z życia dilera kokainy w trakcie świąt Bożego Narodzenia, brylującego na warszawskich salonach i zmagającego się z demonami przeszłości, zapowiada się doskonale. Szczególnie, że za reżyserię odpowiada Krzysztof Skonieczny, potrafiący naprawdę zabawić się obrazem, co przy tak intensywnej opowieści wydaje się wręcz niezbędne.

Polskie seriale idą w dobrą stronę. Twórcy nie tylko (na szczęście!) czerpią garściami z zachodnich produkcji, ale przede wszystkim szukają własnego języka, gwarantującego im dotarcie do widzów. A widzowie są bardzo wymagający, bo jeżeli mają dostęp do Netflixa lub innych platform oferujących im seriale na najwyższym światowym poziomie, to po co mają sięgać po przeciętną polską produkcję? Autorzy już to zrozumieli, więc dwoją się i troją, aby określenie polski serial nie kojarzyło się pejoratywnie. Wszystkim nam wyjdzie to na dobre. Jest dobrze, a może być jeszcze lepiej.

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×