"Atak paniki". Film, który ma szansę stać się kultowym [RECENZJA]

Jeżeli film otwiera scena efektownego samobójstwa, to znaczy, że projekt nie może się nie udać. Spokojnie, nie spoileruję, bo właśnie teraz wjeżdżają napisy początkowe i dopiero rozkręca się cała zabawa! Proszę państwa, przed wami "Atak paniki" Pawła Maślony.

Multimedia

Idzie nowe – taką miałem pierwszą myśl po projekcji większości debiutanckich pełnych metraży podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w 2017 roku, gdzie "Atak paniki" był jednym z objawień imprezy. Na pozór to kolejny nowelkowy film, jakich kilka nasza kinematografia zrodziła w ostatnim czasie, począwszy od "Zero" Pawła Borowskiego po "11 minut" Jerzego Skolimowskiego, ale jakże inna to produkcja!

Widać, że "Atak paniki" to film, który powstał z potrzeby serca. Brzmi górnolotnie? Nie wiem, może, ale sama historia scenariusza tego obrazu, napisanego przez dwoje młodych, gniewnych oraz żądnych pracy aktorów tuż po szkole – Bartłomieja Kotschedoffa i Aleksandrę Pisulę – którzy zamiast siedzieć na czterech literach i czekać, aż praca spadnie im z nieba, zakasali rękawy i sami napisali scenariusz filmu, w jakim chcieliby zagrać. Po drodze do projektu dołączył reżyser Paweł Maślona i po wielu zmianach wymuszonych przez życie, pieniądze oraz rzeczywistość, a także kolejnych latach pracy nad tytułem, otrzymaliśmy "Atak paniki" w ostatecznym kształcie.

I chociaż "Atak paniki" na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie filmu zdystansowanego od naszego małego tu i teraz, to jednak jest to produkcja, która wnikliwie przygląda się Polsce i Polakom. Na ekranie oglądamy przedstawicieli klasy średniej, będących w różnym wieku i na odmiennych etapach życia, ale wbrew pozorom wszyscy problemy mamy wspólne. Jakież to celne i prawdziwe!

Bo "Atak paniki" to tak naprawdę opowieść o strachu, o wewnętrznej blokadzie, która nie pozwala nam iść dalej, paraliżuje nas oraz odbiera chęć do zmiany. To też historia narastającej frustracji, która w końcu musi znaleźć swoje ujście. Każdy z nas ma swoje granice, po przekroczeniu których traci się panowanie – jedni reagują śmiechem, inni płaczem, ktoś mdleje, a ktoś inny staje się agresywny. "Atak paniki" skupia się na tym krytycznym, stresowym momencie i właściwie rozwija to, co Paweł Maślona chciał widzom powiedzieć w swojej bardzo udanej etiudzie pt. "Magma". To wszystko doskonale się zazębia i mimo, że "Atak paniki" jest bardzo polski, to mimo wszystko nie ujmuje mu to uniwersalności i aktualności chyba pod każdą szerokością geograficzną.

JIMEK, Damięcki i Torbicka na uroczystej premierze filmu. Kto jeszcze? [WIDEO+ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Siłą "Ataku paniki" jest scenariusz i doskonale napisani bohaterowie. Dialogi brzmią niczym prawdziwe rozmowy, są kąśliwe, żywe oraz pełne humoru i ironii. Nie słychać żadnego udawania czy próby dopasowania się do tego, jak ludzie mówią. Do tego każda postać jest jakaś i pojawia się po coś, a dzięki temu, że są dobrze napisani, to jeszcze wyborniej – nawet w małych rólkach (Justyna Kokot!) – na ekranie mieli szansę zaprezentować się aktorzy.

To jeden wielki pokaz precyzyjnego aktorstwa, począwszy przez doskonałą i pełną energii Magdalenę Popławską, przez trio Dorota Segda, Artur Żmijewski i Nicolas Bro, iskrzącą relację Bartłomieja Kotschedoffa z pełną zrozumienia Małgorzatą Hajewską-Krzysztofik, na Aleksandrze Pisuli kończąc, której bohaterka kumuluje wszelkie lęki, próby zachowania pozorów oraz marzenia wykastrowane przez rzeczywistość. To wszystko nie współistniałoby bez reżysera, którzy utożsamia się z opowiadaną historią. Maślona jest celny w stu procentach, doskonale prowadzi aktorów oraz opowieść, nie pozwalając na żadne fałsze, niepotrzebne przestoje czy zbędne sceny.

Nie sposób też nie komplementować strony technicznej; już same zdjęcia, w połączeniu z żywą kolorystyką, robią ogromne wrażenie, ale jeszcze lepsza jest scenografia. Zwróćcie tylko uwagę na wnętrza, na to w jakim anturażu odbywa się rozmowa matki z synem przy śniadaniu, gdy ten narzeka na chodzące dookoła psy – strzał w dziesiątkę. Kwintesencja Polski w Polsce.

"Atak paniki" zadziwia swoją precyzją, zarówno scenariuszową, jak i reżyserską. Wszystko się tutaj zgadza. Opowieść o naszych fobiach, lękach oraz frustracji, która wkrótce musi eksplodować. Da się zrobić dobrą komedię? Da. Jedna z bohaterek, komentując samobójstwo ze sceny otwierającej film, mówi: "Zobaczyć coś takiego, to jest roz***ol do końca życia. Nie zapomnisz tego. Nie ma szans". I podobnymi słowami opisałbym debiut Pawła Maślony. "Atak paniki" to film, który ma szansę stać się kultowym.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 19 stycznia 2018 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Bea (gość)

    Masakra, stracony czas i pieniądze. Rzeczywiście trzeba było iść na tego Narzeczonego... tam bym się pewnie może uśmiechnęła. Nazywanie tego filmu komedią to koszmarna pomyłka. Wyleczyłam się z polskiego kina na długo. Jaki film kultowy??? co za baran pisze te recenzje??? I jeszcze zaciągnęłam na to koleżankę...

    25.01.2018 23:05
  • Ewa (gość)

    Dobry film ale nie dla przeciętnego konsumenta "polskich komedii romantycznych"

    23.01.2018 19:11
  • Beznadziejny (gość)

    Totalne dno. Najgorszy film polski , jaki widziałem. Dno.

    23.01.2018 16:40
  • D;) (gość)

    Dlaczego ten film jest komedią ..? Trochę daje do myślenia ...pierwsze a zarazem ostanie sentencje filmu ..a teraz nie ma już NIC

    22.01.2018 17:06
  • rekin (gość)

    Jeśli byłby pseudo-dokumentalnym filmem ukazującym sytuacje oraz ludzi reagujących paniką na stresujące i nietypowe wydarzenia dałbym mu 4/10. Niestety jako komedia nie daje się nawet do opiniowania. Bardziej śmieszny od tego filmu był jego trailer. Szkoda życia na takie filmy.

    22.01.2018 11:21
  • Maja (gość)

    Słaby film... przereklamowany! Nie polecam

    22.01.2018 09:41
  • myślący (gość)

    Te wszystkie dzieciaki które się tutaj wypowiadają to zapewne stali bywalcy hamerykańskich produkcji, gdzie kalka goni kalkę a schemat pozwala przewidzieć każdy kolejny "zwrot" tzw. akcji by w finale spowodować odruch wymiotny mózgu. Ależ proszę bardzo, zagryzajcie dalej popcorem swój rechot, nie usłyszycie śmiechu producentów "komedii romantycznych" albo innych kasowych gniotów w rodzaju "Botoksu". A oni śmieją się z tego, jak łatwo wyciągnąć z was kasę wciskając w zamian shit! Pisanie o wulgaryzmach, seksie ze samym sobą, braku (sic!) zakończenia, albo niezrozumieniu wątków i braku ich łączności ze sobą, dowodzi jednego: albo ktoś pisze opinie po zobaczeniu zwiastuna albo jego IQ jest na poziomie odbiorcy discopolo. Tymczasem film wgniata w fotel, a zapalone światło ukazało poruszonych widzów - niektórych do łez. Film pokazuje kawał naszej rzeczywistości, taką jaką ona jest, tu i teraz. I nie jest to obraz sielsko-anielski. Nie podoba się wam co widzicie? A może widzicie samych siebie?

    21.01.2018 22:08
  • Elizabeth (gość)

    Mój mąż chciał mi zrobić niespodziankę i poszliśmy do kina na komedię. Komedia ??? Do tej pory mnie przeprasza. To dramat !!!

    21.01.2018 19:42
  • Znawca (gość)

    Super film gorąco polecam

    21.01.2018 16:32
  • Marcin (gość)

    Słaby Film, beznadziejny finał

    21.01.2018 15:44
  • Piotrek (gość)

    Myślę, że zapomnę go w 2-3 dni. Jedyne co pozostanie na dłużej to wzmożona czujność przy kupowaniu biletów na polskie filmy ;-)

    21.01.2018 13:29
  • Maciek (gość)

    „ film , który ma szansę stać się kultowym”... Zgadzam się , że kultowy już dziś. Nie wiem tylko czy o taki kult chodziło twórcom. gdybym mógł wyjść z kina to zrobiłbym to po 10 min. Nie polecam

    21.01.2018 12:34
  • Mona (gość)

    Coś niesamowitego. Chyba nigdy nie widziałam tak słabego polskiego filmu. Nikomu nie polecam!!!!!!!

    21.01.2018 12:29
  • Iwona (gość)

    Totalne dno, mieliśmy z mężem wyjść już w połowie filmu, ale nie wypadało nam. Film opart głównie na najgorszych wulgaryzmach, wypowiadanych również przez dzieci, jakiś obleśny seks ze sobą samym. Dobrze, że nie wzięliśmy nastoletniej córki ze sobą, bo byśmy się spalili ze wstydu.

    21.01.2018 10:30
  • Pawel (gość)

    Koszmar. Wulgarny film. Bez sensu, stracone pieniądze na bilety. Recenzenci co piszą pozytywne oceny o tym filmie, to chyba za kasę. Uwielbiamy aktorów Pana Żmijewskiego i Panią Segdę. Pytanie, po co grają w takim dnie ;-(

    21.01.2018 09:29
  • Maniek (gość)

    Film jest tragiczny. Wiele scen budzi totalny niesmak i trudno pojąć dlaczego ten film zakwalifikowano jako komedię. Może jest w tym filmie jakiś wspólny wątek, ale jest on czytelny wyłącznie dla tych co przeczytali lub usłyszeli recenzje reżysera i grających tam aktorów. Jak się coś planuje łączyć to powinno to być czytelne dla odbiorcy bez konieczności zapoznawania się z zamiarem reżysera lub profesjonalnych krytyków filmowych. Ja mam z tym poważny problem, chociaż oceniam się jako średnio dojrzały odbiorca. Wątki „komediowe” są w znacznej części związane z wyrażanymi wulgaryzmami. Dla mnie to jest małoczytelne połączenie przypadkowych wątków .... to jest „dramat”, a przez to może nazwany „komedią”. Szkoda czasu na siedzenie w kinie. Chyba lepszym byłoby pójście na kolejnego „Karolak@„.

    21.01.2018 08:45
  • Alop (gość)

    Zgadza się. Ledwo wysiedzieliśmy z mężem. Masakra. Czyżby tylko recenzent zrozumiał co reżyser miał na myśli?

    20.01.2018 23:04
  • Krzysztof (gość)

    Brak słów. Stracony wieczór.

    20.01.2018 22:50
  • Krzysztof (gość)

    Totalne dno sala pustoszala w trakcie seansu a ktoś kto napisał tą recenzje powinien raczej zająć się czymś innym w życiu, na tak słabym filmie jeszcze nie byłem.

    20.01.2018 21:43
  • Znawca filmowy (gość)

    Nieźle ktoś musiał się nachapać kasy żeby napisać taką recenzje o takim gównianym filmie.

    20.01.2018 20:34
NowszeStarsze

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×