Bez twarzy - film, recenzja, opinie, ocena

Wszystko już było, rzekł Ben Akiba/ A jak nie było - śniło się chyba... - napisał kiedyś Konstanty Ildefons Gałczyński i słowa te idealnie pasują do obecnej sytuacji w kinematografii.

Multimedia

NASZA OCENA: 5/5

Wymyślić ciekawą intrygę sensacyjną jest dziś bardzo trudno. Dlatego np. Hollywood w tak dużym stopniu posiłkuje się remake’ami, sequelami i prequelami. Świeża krew i pomysły docierają przede wszystkim z południowo-wschodniej Azji: Chin, Tajwanu, Hongkongu, Japonii.

Tam też ma swe korzenie John Woo, jeden z najoryginalniejszych twórców kina akcji na świecie. Jego najbardziej ceniony film to właśnie thriller "Bez twarzy". Punkt wyjścia jest można by powiedzieć standardowy: psychopatyczny terrorysta, Castor Troy, zabija synka agenta Seana Archera. Ten, opętany żądzą zemsty, ściga go bez wytchnienia, co doprowadza do poważnego kryzysu w jego kontaktach z żoną i dorastającą córką. W końcu jednak dopada Castora, który ląduje w śpiączce w szpitalu. Jednak wcześniej zdążył jeszcze umieścić w Los Angeles ładunek wybuchowy mogący zmieść część miasta z powierzchni ziemi. Gdzie jest bomba wie także brat terrorysty, genialny acz niezaradny Pollux, który przebywa w więzieniu. Archer decyduje się na ryzykowny krok: dzięki nowatorskiej operacji przeszczepiona zostaje mu twarz Castora i agent jako terrorysta zostaje zamknięty razem z Polluksem. W czasie, gdy próbuje wydobyć z niego, gdzie znajduje się ładunek, ze śpiączki wybudza się Castor Troy. Szybko orientuje się, co się stało i zmusza lekarza, by przeszczepił mu twarz Archera. I zajmuje jego miejsce - w pracy i w domu.

...śniło się chyba - przypomnę jeszcze raz Gałczyńskiego. Bo rzeczywiście tak pokręcona, ale i fascynująca fabuła może się tylko przyśnić. I to w największym koszmarze. Woo nakręcił historię, która choć jest trudna do opowiedzenia słowami (w końcu już nie wiadomo kto jest kim), to na ekranie znakomicie się broni. A na dodatek jest prawdziwym wyzwaniem dla aktorów grających główne role: Johna Travolty i Nicholasa Cage’a. Obaj musieli, nie zmieniając twarzy, zagrać dwóch różnych ludzi: psychopatę terrorystę i ścigającego go agenta. Choć wbrew pozorom nie różnią się bardzo: Archer pragnący dopaść za wszelką cenę Troya staje się podobnym psychopatą. Początkowo główne role w filmie mieli zagrać Arnold Schwarzenegger i Sylvester Stallone. Kiedy na reżysera wybrano Johna Woo, on zaproponował Travoltę i Cage’a. Szkoda - film pewnie nie byłby lepszy, ale cóż to byłby za pojedynek gigantów!

Piotr Radecki

Dramat sensacyjny USA 1997, reż. John Woo

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×