"Botoks" odcinek 1. Patryk Vega obnaża mroczne kulisy brutalnego świata transseksualistów. Serial lepszy od filmu? [RECENZJA]

„Botoks” Patryka Vegi to jeden z największych filmowych hitów ubiegłego roku. Miliony widzów pognały do kin, więc ta historia musiała doczekać się swojej kontynuacji, bo nie zarzyna się kury znoszącej złote jaja. Na platformie Showmax właśnie zadebiutował 1. odcinek serialowego rozwinięcia „Botoksu”. Oceniamy!

Multimedia

Powiedzieć, że nie jestem fanem filmowego „Botoksu”, to tak, jakby nie powiedzieć nic. Film Patryka Vegi był karykaturalny oraz koślawy, jednak ostatecznie pogrążył go chaos, rwane wątki, powierzchowność, tabloidowość oraz próba sprzedania całości jako jedynej prawdziwej i najprawdziwszej prawdy objawionej o polskiej służbie zdrowia. Mimo wszystko czekałem na serial, bo Patryk Vega już nie raz udowodnił, że w formule odcinkowej sprawdza się lepiej, a ponadto miał szansę wyeliminować błędy filmu oraz pogłębić całą historię. Pierwszy epizod „Botoksu” pokazuje, że Vega jest na dobrej drodze.

Nie dajcie się zniechęcić sceną otwierającą serial; wulgarna sekwencja, niejako stanowiącą autorski podpis Patryka Vegi, udowadniająca że jego produkcji nie da się pomylić z dziełami innych twórców, może szokować i na dobrą sprawę „Botoks” mógłby się bez niej obejść, lecz wylewa się z niej frustracja oraz niezrozumienie, co będzie oddziaływać na dalsze losy głównego bohatera. Właśnie! Warto zwrócić uwagę, że w serialowym „Botoksie” zmienia się perspektywa; głównym bohaterem tej opowieści jest Małgosia (Sebastian Fabijański), która w ciele kobiety nie czuje się sobą i chce być mężczyzną – Markiem.

Strzał w dziesiątkę. To, co nie wybrzmiało w filmowej wersji i wyglądało jak tani kabaret, tak w serialu zmienia się w koszmar prawdziwego człowieka. W większości tylko możemy zastanawiać się, jak wygląda codzienne życie osoby transseksualnej, szczególnie pochodzącej z konserwatywnej, katolickiej rodziny, gdzie rodzice (Iwona Bielska i Jan Frycz) udają że nie widzą, jaki dramat dzieje się z ich dzieckiem. Vega, jako chyba pierwszy polski filmowiec z głównego nurtu, zwraca na to uwagę.

Już samo obsadzenie Sebastiana Fabijańskiego w takiej roli było doskonałym zagraniem, bo póki co urodzony w 1987 roku aktor jest najjaśniejszą częścią „Botoksu” i chociaż szarżuje, widać, że miał pomysł na swoją kreację. Jestem szalenie ciekawy, jak jego bohater będzie rozwijać się w kolejnych odcinkach, szczególnie, że na jego drodze pojawiło się uczucie bądź zauroczenie – w pięknej dziewczynie granej przez Małgorzatę Gorol. Scena podczas ich pierwszej randki, gdzie Marek dostaje słowotoku, gdyż wstydzi wyznać prawdę o sobie, jest bardzo autentyczna. W nieporadności oraz nieśmiałości tego bohatera jest siła.

"Botoks". Ponad 700 aborcji, seks z psem i dwie godziny nudyZobacz więcej

Gorzej niestety prezentuje się drugi wątek 1. odcinka „Botoksu”, czyli historia patorodzeństwa Danieli (Olga Bołądź) i Darka (Tomasz Oświeciński). Ich popisy oglądaliśmy już w filmie, ale wówczas częściej można było złapać się za głowę z żenady. Tutaj Oświeciński także ma za zadanie błaznować, ale w pierwszym epizodzie jeszcze nie przekracza granicy dobrego smaku. Vega nawet próbuje ludzkim okiem przyjrzeć się tym bohaterom i chociaż scena pogrzebu rodziców może wyglądać absurdalnie, to jednak oddaje ona swoisty dramat tej dwójki, których nikt nigdy nie nauczył normalnie żyć.

Zaletą serialowego „Botoksu” jest większe uporządkowanie oraz – przynajmniej częściowe – wyeliminowanie skrótowości. Tam, gdzie w filmie oglądaliśmy teledyskowy miks losowych oraz prowadzących do nikąd scen, tak tutaj Vega ma szansę bliżej przyjrzeć się swoim bohaterom, uczynić z nich ludzi, a nie jedynie ledwie nakreślone postacie oraz sprawić, aby cała historia miała ręce i nogi, chociaż gdzieniegdzie na pewno jakaś kostka się złamie.

Pierwszy odcinek serialowego „Botoksu” to zaskoczenie, bo to się naprawdę nieźle ogląda, a po zakończeniu epizodu zadałem sobie pytanie: „To już? Tak szybko?”. Jest w tej produkcji potencjał; otrzymaliśmy standardową, rzemieślniczą robotę Vegi, która swoją poetyką przypomina w jakimś stopniu serial „Służby specjalne”. I jest to komplement. Oczywiście, boję się kolejnych odcinków, gdzie autor może odpłynąć jak przy filmie, ale trzymam kciuki, aby fabularne przerzucanie się kolejnymi nagłówkami tabloidów nie przysłoniło słodko-gorzkiej opowieści o ludziach. Bo co jak co, ale Patryk Vega potrafi mówić do Polaków.

Ocena: 6/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"BOTOKS" ODCINEK 1. JUŻ NA SHOWMAX.COM

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 31 stycznia 2018 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • ktos (gość)

    <a href="telemagazyn.pl">telemagazyn</a>

    31.03.2018 11:54
  • K.I P.W.F. (gość)

    protoplasta 1. «założyciel rodu» 2. «coś, od czego wywodzi się jakaś rzecz» 3. «u roślin i zwierząt: gatunek pierwotny, od którego wywodzą się inne gatunki»

    03.02.2018 12:25
  • Poprawna polszczyzna (gość)

    Oświęcimski: Jak grasz rolę wzorowaną na kimś to on był Twoim "protoplastą" a nie "pierwowzorem."

    31.01.2018 20:12

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×