"Ciemno, prawie noc" [RECENZJA]. Chaos oraz przerost formy nad treścią, czyli rozczarowująca ekranizacja powieści Joanny Bator

Borys Lankosz w 2009 roku, gdy zaprezentował "Rewers", został okrzyknięty nadzieją polskiego kina. Zachwytom, co słuszne, nie było końca. Jego drugi film, "Ziarno prawdy" z 2015 roku, został już chłodniej przyjęty, jednak wciąż było coś ujmującego w tym dziele. Trzeci film Lankosza, będący adaptacją powieści Joanny Bator pt. "Ciemno, prawie noc" podzieli publiczność...

Multimedia

"CIEMNO, PRAWIE NOC" - RECENZJA

Borys Lankosz chyba nie wyciąga wniosków ze swoich poprzednich filmów. "Rewers" rzeczywiście był wielkim odkryciem i filmem, który mocno potrafił zaskoczyć widza, aczkolwiek tam ogromną zaletą był scenariusz autorstwa Andrzeja Barta. Z "Ziarnem prawdy" już tak gładko nie poszło; Lankosz mógł się zorientować, że przeniesienie dzieła literackiego na ekran to wielka sztuka, wymagająca dużych kompromisów, ale chyba się nie zorientował, bo patrząc na "Ciemno, prawie noc" mam wrażenie, że porwał się z motyką na słońce.

Od ekranizacji "Ciemno, prawie noc" Joanny Bator wiele oczekiwano i jestem pewny, że większość czytelników powieści bardzo zawiedzie się na filmie Lankosza. A ci, którzy nie czytali książki, zwyczajnie pogubią się w gąszczu wydarzeń, postaci oraz powiązań. To niestety największa wada filmu Borysa Lankosza - jest bardzo mało czytelny dla osób, które nie znają powieści, a jednak dzieło filmowe musi bronić się jako twór autonomiczny, funkcjonujący bez pierwowzoru.

Widać, że ambicje były tutaj naprawdę duże. Borys Lankosz, wspólnie z autorem zdjęć Marcinem Koszałką, stworzył piekielną wizję Wałbrzycha, gdzie nie ma miejsca na normalność. Każdy jest obarczony piętnem grzechu. Istna Sodoma i Gomora, gdzie pedofilia, kazirodztwo, gwałty i uprowadzenia już nikogo nie dziwią. Właśnie w takiej rzeczywistości musi odnaleźć się obca/swoja Alicja Tabor (Magdalena Cielecka), która po latach wraca do Wałbrzycha, aby napisać reportaż, chociaż tak naprawdę będzie musiała skonfrontować się z przeszłością.

"To my". Horror skąpany w humorze, ironii oraz popkulturze. Najlepszy tegoroczny film grozy?Zobacz więcej

Jest w tym wszystkim klimat. Tego "Ciemno, prawie noc" odmówić nie można, ale wiele za tym nie idzie. Autor "Rewersu" żongluje gatunkami, bawi się formą kryminału, sięga po baśń, czerpie z horroru, ale co z tego, skoro elementy układanki niezbyt się ze sobą łączą. Na ekranie jest za dużo chaosu, efekciarstwa i chęci upchnięcia jak największej ilości treści w ramy niecałych dwóch godzin. Nie sztuką jest operować brzydotą, ale sztuką jest robić to z konkretnym pomysłem, a tutaj za mało jest konkretów, a za dużo zalążków, rozpoczętych wątków oraz postaci, które porzucono. Nie mówiąc już o finale, który kuriozalnie przyśpiesza, jakby zorientowano się, że trzeba już skończyć film.

Sytuację starają się ratować aktorzy; zimna Magdalena Cielecka odnalazła się w swojej roli, lecz show i tak kradną Jerzy Trela, Piotr Fronczewski oraz Roma Gąsiorowska. Z drugiej strony mamy też długą listę nazwisk, których talentu nie wykorzystano, począwszy od Dawida Ogrodnika, przez Agatę Buzek, na Rafale Maćkowiaku kończąc.

"Ciemno, prawie noc" to film zmarnowanego potencjału. To mogła być jedna z ważniejszych premier tego roku w polskim kinie, a finalnie dostaliśmy rozczarowujący, chaotyczny, przegadany i miejscami usypiający produkt, który miał straszyć i przejmować, lecz w swojej mroczności okazał się karykaturalny. Co za dużo, to niezdrowo.

Ocena: 4/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 23 marca 2019 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • margola (gość)

    Brawo! czytalam ksiazke, wiec wiedzialam czego spodziewac sie po filmie. Brawo! dla rezysera i znakomitych aktorow. Scenografia idealna! ale to trzeba miec jakies pojecie a nie oczekiwac kolejnego horroru bo takie smaczki pokazuja w zajawkach filmu. Watki historyczne sa wiarygodne, watki spoleczne aktualne. Cielecka dobrze oddala glowna bohaterke, moze nawet zbyt ostroznie. Gasiorowska zagrala koncertowo. Para Kolska z Ogrodnikiem jakby zywcem przeniesiona z CHCE SIE ZYC, ale mozna to przezyc jesli odczytac to jako gre z widzem, podobnie jak bonsai w budce stroza nasuwa skojarzenia z miloscia autorki do Japonii. Podsumowujac:to nie jest fulm dla kazdego, a tym bardziej mlodego widza szukajacego szybkiej akcji i powierzchownych bodzcow.

    24.03.2019 21:32
  • Annaa (gość)

    Ja podobnie, miałam ochotę wyjść, chociaż do kina chodzę 1xna tydzień, lubię kino ambitne i niszowe. Ale tutaj pogubiłam się w ilości wątków i postaci. Książki nie czytałam.

    24.03.2019 11:08
  • Listonoszka (gość)

    Chory film, dokładnie przerost formy nad treścią. Nie sa się opisać... , że ten ktoś coś takiego wymyślił....głowa mnie bolała , pierwszy raz w życiu miałam ochotę wyjść, aktorzy mnie powstrzymywali. Końcówka do przeżycia. Szkoda kasy na coś takiego bzdurnego!Cyc mnie wykończył....

    24.03.2019 00:39

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×