"Cząstki kobiety" [RECENZJA]. Strata, żałoba i emocjonalne sponiewieranie w nowym filmie Netflix! Piękny koncert perfekcyjnej Vanessy Kirby!

Kornél Mundruczó to jeden z najbardziej znanych węgierskich reżyserów, który od lat w swojej twórczości sprawnie przeplata kino z teatrem. "Cząstki kobiety", które właśnie zadebiutowały na Netflix, to anglojęzyczny debiut Węgra, gdzie po raz kolejny mamy do czynienia z mariażem kina i teatru. Tym razem na język filmu twórca przeniósł wyreżyserowaną przez siebie sztukę "Cząstki kobiety", która pierwotnie powstała w 2018 roku na zlecenie teatru TR Warszawa.

Multimedia

"CZĄSTKI KOBIETY" - RECENZJA

Doskonale pamiętam warszawską premierę "Cząstek kobiety" w TR Warszawa. To było duże wydarzenie i zdecydowanie jeden z najlepszych polskich spektakli 2018 roku. Mundruczó, będący stałym współpracownikiem warszawskiej sceny, wraz ze swoją dramaturżką - Katą Wéber, przygotował bardzo filmowe przedstawienie, które trzymało w napięciu już od samego startu, a Justyna Wasilewska i Dobromir Dymecki zagrali wręcz koncertowo, prezentując szeroką paletę emocji i zachwycając w każdej scenie. Kompletnie się nie dziwię, że reżyser postanowił wrócić do tego tekstu i tym razem zrealizować go w wersji wielkoekranowej.

W filmowej wersji "Cząstek kobiety" Justyna Wasilewska została zastąpiona Vanessą Kirby, a w buty Dobromira Dymeckiego wszedł Shia LaBeouf. Już sam początek filmu udowadnia, że osoby znające sztukę, będą czuły się tutaj jak ryba w wodzie, czyli rozpoczynamy od mocnego uderzenia pod postacią ponad 20 minutowej sceny trudnego porodu, gdzie kamera próbuje jednocześnie pokazać, jak przerażona całą sytuacją była Martha (Vanessa Kirby) i jak w pomocy swojej partnerce próbował improwizować Sean (Shia LaBeouf). Ta sekwencja to petarda, jeden wielki koncert emocji na najwyższych tonach, gdzie wręcz czujemy się jak intruzi, którzy przekraczają granicę prywatności Marthy, oglądając ją w najbardziej intymnej sytuacji w życiu.

Po takim wdarciu się do życia swoich bohaterów i wyważenia drzwi ich intymności, w późniejszych minutach Mundruczó tylko pozornie wycisza atmosferę. Tak naprawdę jego kamera jest równie blisko, jeżeli nie bliżej, postaci, które są w jeszcze dramatyczniejszym położeniu niż wcześniej. Wszelkie plany i nadzieje legły w gruzach, pokoik dziecięcy trzeba było zamienić na małą urnę, a organizm nie przyjął do wiadomości śmierci dziecka i ciało matki na każdym kroku przypomina jej o stracie. To potrafi wzruszyć, ale na szczęście Mundruczó i Wéber ani przez moment nie uciekają się do szantażu emocjonalnego, lecz decydują się na niemalże dokumentalne ukazanie tego, jak niedoszli rodzice radzą sobie ze stratą. A właściwie, jak sobie nie radzą. Cena, jaką przyjdzie im zapłacić, będzie najwyższa, co finalnie doprowadzi do weryfikacji całego swojego dotychczasowego życia. Może tak właśnie miało być? Może to jeszcze nie był ten moment? Może nie byli dla siebie stworzeni? Myślę, że widzowie będą zadawać po seansie takie pytania.

Gwiazda "The Crown" w nowym filmie Netflix! Film powstał na podstawie sztuki zrealizowanej w polskim teatrze!Zobacz więcej

Chociaż Mundruczó decyduje się na kilka zbyt wyraźnych i tanich metafor, to jednak te wady bledną w blasku doskonałej Vanessy Kirby, która w filmie Węgra zalicza swoją najlepszą rolę w karierze. Brytyjska aktorka jest bezbłędna i tak naprawdę "Cząstki kobiety" są jej solówką, bo Shia LaBeouf niestety scenariuszowo został wepchnięty w szufladkę stereotypowego frustrata, szukającego ukojenia w alkoholu i przypadkowym seksie. W pewnym momencie można odnieść wrażenie, że jego postać została potraktowana jak przymusowy dodatek do roli Kirby, którego w pewnym momencie można się pozbyć. Szkoda. Wracając do Brytyjki; trudno się nie zachwycać jej kreacją, Kirby nawet nie musi się odzywać, żeby zobaczyć, jak ogromne emocje buzują w jej bohaterce. Za takie role dostaje się Oscary.

To, co nie podoba mi się w filmowej adaptacji "Cząstek kobiety", to zbędna amerykanizacja tematu. Wprowadzenie wątku sprawy sądowej wygląda na dopisane na siłę i chociaż finalnie twórca wychodzi z tego dość obronną ręką, to wtedy tempo akcji traci impet. Mam też problem z zakończeniem, zdecydowanie zbyt cukierkowym i życzeniowym. Historia odpowiednio wybrzmiałaby bez tego.

"Cząstki kobiety", chociaż nie są wolne od banału i niepotrzebnego mrugania okiem do amerykańskiego widza, są mocną filmową propozycją, która jest emocjonalnie uczciwa, trzyma w napięciu praktycznie od pierwszej sceny i nie puszcza do samego końca, co jest ogromną zasługą perfekcyjnej Vanessy Kirby, która nie popełnia żadnego błędu. W tej kwestii większość krytyków jest zgodna, a ja dodatkowo dodam, że dzieło Mundruczó było jednym z najlepszych filmów, jakie obejrzałem w ramach Toronto International Film Festival 2020. To film, który wzrusza, uderza i potrafi emocjonalnie sponiewierać; po seansie zastanawiasz się, jak sam byś się zachował na miejscu bohaterów. I jednocześnie masz nadzieję, że nigdy nie spotka cię ich los. Warto zmierzyć się z tym trudnym filmem, a jak będziecie mieć okazję, to zobaczcie też równie mocną, jeżeli nawet nie mocniejszą, teatralną wersję "Cząstek kobiety".

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 12 stycznia 2021 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×