"Czerwony pająk". Tanatos flirtuje z Erosem [RECENZJA]

„Demon” Marcina Wrony, „Między nami dobrze jest” Grzegorza Jarzyny oraz „Czerwony pająk” to trzy najlepsze polskie filmy, jakie w 2015 roku pojawiły się na ekranach. Mają jedną cechę wspólną – Adama Woronowicza w obsadzie. Urodzony w Białymstoku aktor w każdym z tych obrazów zaprezentował się z zupełnie innej strony!

Multimedia

„Czerwony pająk” jest pełnometrażowym, fabularnym debiutem Marcina Koszałki, lecz w żadnym wypadku nie wypada nazwać krakowskiego twórcy nowicjuszem. Od lat, zarówno jako autor genialnych zdjęć („Rewers”, „Uwikłanie”), jak i reżyser poruszających oraz wstrząsających filmów dokumentalnych („Takiego pięknego syna urodziłam”, „Zabójca z lubieżności”), pracował na własną markę, a ten obraz jest tego ukoronowaniem. Dlatego też podczas realizacji autor się nigdzie nie śpieszył i skrupulatnie realizował swoją wizję, aby wszystko było dokładnie takie, jak sobie zaplanował. Chociaż pierwsze zdjęcia ruszyły w 2012 roku, a premiera całości była zapowiadana na listopad ubiegłego roku, to film dostajemy dopiero teraz. Warto było czekać.

W DOMACH Z BETONU…

Kraków, rok 1967. Cytując pressbook – na świecie popularność zdobywa The Rolling Stones, hipisi, wolna miłość i marihuana. W Polsce trwają lata ponurego gomułkowskiego komunizmu. W Grodzie Kraka nie dość, że w domach z betonu nie ma wolnej miłości, to jeszcze strach wyjść wieczorem na ulicę, gdyż w mieście grasuje seryjny morderca, który młotka nie używa wyłącznie do wbijania gwoździ.

W pierwszych scenach widzowie poznają głównego bohatera, młodego Karola Kremera (świetny Filip Pławiak). To pozornie normalny chłopak, żaden odmieniec, będący lokalnym mistrzem w skokach do wody. Sam o sobie mówi, że jest najlepszy jedynie w Krakowie i widać, że jego ambicje sięgają dużo, dużo wyżej. Kremer mieszka razem ze swoimi rodzicami (Małgorzata Foremiak i Marek Kalita), którzy niezbyt często ze sobą rozmawiają. Ot, tradycyjna polska rodzina, jakich tak naprawdę wiele.

Karol ma dość specyficzne hobby; kolekcjonuje w specjalnym zeszycie wycinki z gazet z informacjami na temat seryjnego mordercy oraz od czasu do czasu odwiedza lekarza medycyny sądowej, który dostarcza mu dokumentację dotyczącą ofiar zwyrodnialca. Ma to swoje uzasadnienie – rodzice chcą, żeby w przyszłości Karol został lekarzem i poszedł na studia medyczne, ale chłopak sam jeszcze nie wie, co począć ze swoim życiem. Zmieni się to w momencie, gdy przypadkowo znajdzie zwłoki dziecka i spotka się z mordercą – zwyczajnym facetem w berecie, będącym za dnia weterynarzem (fenomenalny Adam Woronowicz). Wtedy Karol Kremer zrozumie, że bardziej od ratowania życia, fascynuje go jego odbieranie.

TO NIE JEST KINO GATUNKOWE

Marcin Koszałka nakręcił film dla wymagającego i inteligentnego widza. „Czerwony pająk” nawet nie próbuje odpowiadać na żadne pytania, lecz generuje kolejne. Wszelkie ekranowe wydarzenia i postępowanie bohaterów mogą być na przeróżne sposoby interpretowane przez widzów. Twórca nie ukrywa, że właśnie taki był jego zamiar, gdyż chciał zaprezentować dzieło o którym mówi się jeszcze długo po seansie. Miejsca na proste rozwiązania, banał i podanie wszystkiego na tacy tutaj nie ma.

Ci, którzy doszukują się w „Czerwonym pająku” kina gatunkowego i (o zgrozo!) za wszelką cenę chcą zamknąć produkcję w sztywnych ramach jakiegoś gatunku, zwyczajnie błądzą. Koszałka nie chciał nakręcić ani thrillera, ani tym bardziej kryminału. To w pełni autorski film psychologiczny o naturze zła, o zakochiwaniu się w złu, narodzinach tego uczucia i tym, jak daleko można się posunąć, aby spełnić swoją fantazję. Tanatos flirtuje z Erosem – zwróćcie uwagę na scenę, gdy Karol patrzy na nagą Dankę (Julia Kijowska). W oczach chłopaka jest zarówno szaleństwo, jak i zachwyt. Pytanie: czy w tym momencie już myślami był przy stosunku z dziewczyną, czy wyobrażał sobie jak z zimną krwią rozłupuje jej głowę? Tę scenę warto pochwalić również za niezwykłą naturalność – jest chłopak, jest dziewczyna, szybkie i nieporadne zdjęcie ciuchów. Tak wygląda prawdziwe życie.

OBSERWACJA I REJESTRACJA

Koszałka chłodno podchodzi do tematu. Nie szuka przyczyn, po prostu obserwuje i rejestruje, gdyż psychika mordercy, jego życie wewnętrzne, jest niemożliwe do zdekodowania. Na próżno szukać tutaj epatowania przemocą czy seksem – sceny są przerywane w momentach, gdzie inni wręcz z dokładnością godną wojerystów kontynuowaliby zdjęcia. Poczucie niepokoju potęguje klimat Krakowa lat 60. XX wieku. Pierwszorzędna zdjęcia autorstwa samego Koszałki, połączone z doskonałą scenografią (Magdalena Dipont i Ryszard Melliwa) stanowią nie tylko integralną część historii, ale osobnego, głównego bohatera. Atmosfera śmierci unosi się w powietrzu, w takich warunkach ktoś musi umrzeć.

Za sukcesem „Czerwonego pająka” stoją także wspaniałe kreacje aktorskie. Tu nie ma kiepskich ról. Dla Filipa Pławiaka jest to druga duża rola – po komediowym „Bilecie na księżyc” Jacka Bromskiego – i urodzony w 1989 roku aktor zachwyca. Doskonale potrafił oddać proces przechodzenia na stronę zła; z niewinnego, nieśmiałego chłopaka, stał się człowiekiem upojonym śmiercią, z uśmiechem opowiadającym o kolejnych zmasakrowanych zwłokach (scena wizji lokalnej jest równie uderzająca jak ta, która znalazła się w serialu „Pitbull” Patryka Vegi). Za Adamem Woronowiczem stoi przerażająca zwykłość – z jednej strony to pozornie spokojny mężczyzna, a z drugiej szatan wcielony, który zamorduje bez mrugnięcia okiem, a następnie zetrze krew ze swoich okularów. Kolejna fantastyczna rola reprezentanta zespołu TR Warszawa. Równie świetnie prezentuje się drugi plan – Julia Kijowska i Małgorzata Foremiak zachwycają. Zresztą to film, gdzie są dopracowane nawet mikroskopijne epizody, patrz Przemysław Bluszcz, Andrzej Konopka czy wypowiadający jedną kwestię Rafał Mohr oraz milczący Piotr Głowacki.

„Czerwony pająk” przeraża, gdyż ukazuje rzeczywistość oswojoną ze śmiercią. Śmierć została obdarta z mistycyzmu i sprowadzona do anatomicznego procesu. Wystarczy precyzyjne uderzenie w głowę, aby zabić, a mordercą może być ktokolwiek. Zło jest zakorzenione w każdym człowieku, tylko nie wszyscy dadzą mu się uwieść. To inteligentne, legitymujące się precyzyjnym scenariuszem i dopracowane kino. Nie oczekujcie, że Marcin Koszałka przeprowadzi was przez seans za rękę, a na koniec ujawni rozwiązania. To zadanie autor zostawił widzom.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

CZERWONY PAJĄK

Reżyseria: Marcin Koszałka
Scenariusz: Marcin Koszałka i Łukasz M. Maciejewski na podstawie oryginalnego scenariusza Marty Szreder

Komentarze

Skomentuj
  • PLAY (gość)

    Adam Woronowicz po raz kolejny zgłębia mroczną stronę swojej osobowości. Tym razem w filmie studenta PWSFTviT w Łodzi. PLAY zaprasza na swój fanpage! https://web.facebook.com/PLAY-667938590004822/

    30.11.2015 21:35
  • Magda (gość)

    Gratuluję geniuszowi, który do pisał ogromnych spoielrów przed ktorymi nie ostrzega.

    30.11.2015 20:09
  • Michal (gość)

    ja dal by 2 gwiazdki. - dialogow w tym filmie prawie nie ma. - napiecia jak na lekarstwo. - gra aktorwo zimna (ale tak moze mialo byc). - duzo wysakowanych kadrow. Ale film przez to staje sie troche manieryczny. Jakby rezyser chcial powiedziec "patrzecie jaakiee fajne kadry umiem zrobic"'

    29.11.2015 22:17

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×