"Czuwaj" [RECENZJA]. Niezamierzenie groteskowe kino zamordowane przez scenariusz

„Czuwaj”, nowy film Roberta Glińskiego, zapowiadał się całkiem ciekawie. Hermetyczne środowisko harcerzy, konflikt dwóch silnych charakterów i zbrodnia. Materiał wręcz doskonały na mocne, trzymające w napięciu kino. Niestety, coś poszło nie tak.

Multimedia

Robert Gliński już kilka razy pokazał, że potrafi portretować na ekranie młodzież; „Cześć, Tereska”, „Świnki” czy „Kamienie na szaniec” były filmami szalenie różnymi, lecz skupiającymi się na młodych ludziach dopiero odkrywających tajniki życia. W „Czuwaj” reżyser również obserwuje młodziaków, jednocześnie próbując wprowadzić widzów na zaplecze obozu harcerskiego. To jedynie pozornie są mili i niewinni młodzieńcy; etos harcerza zostaje obalony już w pierwszej scenie, gdzie oglądamy skautów urządzających sobie małą libację alkoholową na tyle autokaru.

Film zaczyna się intrygująco. Autor zestawia ze sobą harcerzy, pozornie grzecznych chłopców pochodzących z dobrych domów, z bandą dzieciaków z poprawczaka. Tyle tylko, że obydwie grupy na dobrą sprawę niewiele się od siebie różnią, przez co mamy konflikt dwóch charyzmatycznych liderów, Jacka (Mateusz Więcławek) i Piotrka (Michał Włodarczyk).

W tle tego wszystkiego jest jeszcze… Powstanie Warszawskie. Trudno o większe zbanalizowanie tematu, a większość scen, gdzie pojawiają się odwołania do powstańców, jest wręcz obraźliwa. Rozumiem, że autor chciał zawrzeć jakiś wymiar edukacyjny w swoim filmie, pokazać, że Powstanie Warszawskie nie powinno być wyłącznie pokazówką i wytrychem ideologicznym dla nowej generacji niby patriotów – tutaj przedstawionych na przykładzie… kibiców Legii Warszawa – ale jest to strasznie chybione.

„Czuwaj” zostało zamordowane przez scenariusz, który jest nielogiczny, naciągany, a momentami głupi. Wyłączając wstęp filmu, później już ani przez minutę nie wierzę w to, co dzieje się na ekranie. Liczba absurdalnych sytuacji przekracza granicę dobrego smaku; gdzie się podziali wszyscy dorośli na obozie? Prywatne śledztwo ambitnego harcerzyka? Litości. I jeszcze poboczne wątki, o których w zasadzie chwilę później nikt nie pamięta, jak demoniczny kłusownik o twarzy Andrzeja Mastalerza.

"Najlepszy". Ćpuński triathlon, czyli Łukasz Palkowski wyreżyserował kolejny kinowy hitZobacz więcej

Wraz z zakończeniem osiągamy apogeum żenady; finału głównej intrygi w zasadzie można domyślać się od połowy filmu. Już pomijam to, że nie jest to niczym umotywowane, a Gliński postanawia wszystko wyjaśnić za pomocą… monologu jednego z bohaterów. Bardziej łopatologicznie chyba się nie dało. Pomiędzy postaciami nie ma większych interakcji, żadnej chemii, nawet wątek – za przeproszeniem – miłosny wygląda na dodany na siłę, bo przecież jakaś scena seksu w filmie być musi. Równie źle jest z dialogami; to papierowe kwestie, dalekie od aktualności i realizmu, brzmiące tak, jakby Robert Gliński spisał na papierze słowa, które gdzieś tam na ulicy usłyszał 10 czy 15 lat temu.

Młodzi aktorzy robią, co mogą, aby się obronić. Więcławek i Włodarczyk prezentują się cakiem solidnie, ale ich gra jest zestawiona z dość nieporadną kreacją Jakuba Zająca. I nie obwiniam w tym przypadku aktora, ponieważ podejrzewam, że szedł za scenariuszem i reżyserem, a to nie przyniosło niczego dobrego. W produkcji pojawiają się też m.in. Zbigniew Zamachowski czy Leszek Lichota, ale ich role traktować raczej trzeba jak występy gościnne.

Jedyne, czym broni się „Czuwaj”, to zdjęcia. Kadry Łukasza Gutta sprawiają, że ekranowa rzeczywistość została spowita niepokojem oraz mrokiem. Jest w tym klimat, a na ciemne, wzbudzające ciekawość, kadry dobrze się patrzy. Szkoda jednak, że lista zalet kończy się jedynie na stronie technicznej.

„Czuwaj” to chyba najgorszy film w dorobku Roberta Glińskiego. Zastanawiam się w jaki sposób ten do tej pory dość celny obserwator, stracił precyzję oraz samokontrolę. Mieliśmy otrzymać trzymający w napięciu thriller, a zamiast tego oglądamy parodię gatunku. „Czuwaj” jest niezamierzenie groteskowe, trudno poważnie traktować tak błahą oraz powierzchowną wizję reżysera. Kpina z kina, kpina z widzów.

Ocena: 2/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"CZUWAJ" W KINACH OD 8 CZERWCA 2018 ROKU

Zobacz galerię

Recenzja została pierwotnie opublikowana 23 września 2017 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Teodor (gość)

    Przecież zbrodnia w tym filmie nie jest głównym wątkiem! To nie jest dreszczowiec, to jest film psychologiczny. Pokazuje chłopca (Jacka) tak wierzącego w ideały, że posuwa się do oskarżenia, a dalej zabicia niewinnego człowieka. Scena z bohaterami powstania warszawskiego jest wręcz komiczna, bo taka ma być, bo komiczna jest wiara Jacka w czarno-biały świat. Jacek, krystaliczny druh, wzorzec dla młodszych nie podołał zadaniu, nie potrafił dotrzeć do podopiecznych. Autorytetu nie zdobywa się krzykiem, gwizdkiem, rozkazami. Autorytet zdobywa się chęcią rozmowy, szczerością, przyjaźnią. Tego krystalicznemu (w jego własnych oczach) Jackowi zabrakło.

    26.06.2021 00:13
  • Harcerz (gość)

    Ten film nie ma nic wspólnego z harcerzami.

    04.06.2019 23:08
  • aaa (gość)

    Celny komentarz Truth. Po obejrzeniu trailera i przeczytaniu recenzji właśnie też rzuciło mi się to w oczy. Pan Połaski nie może pogodzić się z myślą, że ktoś może pokazać czym kierują się nasi współcześni pseudo-patrioci i od razu skreśla film. Groteską można nazwać jego recenzję...

    10.06.2018 19:40
  • Truth (gość)

    Myślę, że autor recenzji obraził się bo Gliński realistycznie pokazał pustkę pseudo-patriotycznych etosów takich jak mit Powstania Warszawskiego. I jak już się krytyk obraził, to potem cały film jest dla niego ideologicznie skreślony...

    15.05.2018 18:25

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×