Detektyw - recenzja internauty Michała

Gdy nastał styczeń i powolnym krokiem zbliżała się bezwzględna sesja moją uwagę jak zwykle przykuwały sprawy całkowicie nie związane z nauką.

Multimedia

Tak o to po nauczeniu się robienia pierogów trzeba było znaleźć sobie inne zajecie równie przyjemne jak gotowanie. O tej porze roku od kilku dobrych lat, moja uwaga pada na oglądanie seriali, które w dzisiejszych czasach pojawiają się nam jak grzyby po deszczu. Od kilku dobrych lat jesteśmy świadkami złotej ery telewizji, w której każda stacji chce mieć swój wkład. Nie inaczej jest ze stacją HBO, która wraz z kolejnymi produkcjami podnosi wszystkim poprzeczkę i pokazuje, że nie ma sobie równych w tym co robi. Moją uwagę skupiło właśnie ich nowe dziecko pt. " Detektyw". Z pełnym zaufaniem rozłożyłem się w wygodnym fotelu i zacząłem telewizyjną ucztę.

Zacznijmy pierw od kwestii technicznych. Twórcom serialu, a także autorem scenariusza jest Nick Pizzolatto, znany wcześniej z genialnego "Dochodzenia". Ciekawostką jest to, że reżyserem wszystkich ośmiu odcinków jest jedna osoba Cary Fukunaga, co rzadko się zdarza w przypadku produkcji telewizyjnych. Skupmy się na tym co w serialu najważniejsze, mianowicie fabule. Jak sam tytuł wskazuje nie mamy tutaj do czynienia z kolejnym telewizyjnym wyciskaczem łez rodem z Ameryki Południowej albo jedną z naszych rodzimych produkcji, które z kolejnymi odcinkami mordują miłośników małego ekranu, niczym Hankę za pomocą kartonów.

Serial przedstawia historię dwóch detektywów, którzy razem pracują nad sprawą morderstwa młodej kobiety. Na pierwszy rzut oka większość osób uzna, że przecież to już wcześniej było. Dwóch detektywów, którzy nagle mają współpracować razem nad morderstwem. Nic bardziej mylnego. Pierwszym istotnym czynnikiem jest miejsce rozgrywania się całej akcji, mianowicie stan Luizjana. Brak w tym filmie wielkich, mrocznych metropolii, które skrywają swoje tajemnice. To właśnie miejsce rozgrywania się historii jest ogromnym plusem tego serialu. Dodatkowo zdjęcia Adama Arkapawa świetnie ukazują to nudny i zapomniany stan, niczym nieprzypominający "amerykański sen". Podobne uczucie miałem oglądając "Najpierw strzelaj potem zwiedzaj", które rozgrywało się w Brugii, które nijak pasuje do historii o zabójcach a jednak było strzałem w dziesiątkę.

Jak już wcześniej wspomniałem głównymi bohaterami produkcji jest dwóch detektywów, Martin Hart i Rust Cohle. Można by rzec prawie jak Martin Riggs i Roger Murtaugh z "Zabójczej broni" Richarda Donnera. Jeden ojciec rodziny z kochającą żoną przy boku, a drugi dziwak po przejściach, uzależniony od używek. Z kolejnymi odcinkami poznajemy ich lepiej i jesteśmy świadkami jak wydarzenia, które rozgrywają się wokół wpływają na bohaterów i na relacje między nimi. Nie było by to możliwe gdyby nie dobór aktorów. Z jednej strony Woody Harrelson, który świetnie wszedł w postać Martina, ojca rodziny i kochającego męża. Harrelson wciąż udowadnia, że jest znakomity aktorem, lecz jego występ zszedł na drugi plan przez Matthew McConaughey’a.

Przez ostatni rok nie mogę wyjść z podziwu przed Teksańczykiem, który dla wielu do niedawna kojarzy się z komediami romantycznymi w których przez większość czasu pokazuje się bez koszulki. Oficjalnie muszę przyznać, że te czasy minęły i McConaughey wszedł do aktorskiej elity. Cały świat fascynuje się jego rolą w "Witaj w klubie" i krótkiej, chociaż zapadającej w pamięć sceną w "Wilkach z Wall Street". Pokazuje to właśnie jak potrafi być uniwersalnym aktorem. Do tych ról trzeba dopisać tę w "Detektywie". Podsumowując, serial Nicka Pizzolatto jest kolejną godną polecenia produkcją HBO, która swoim klimatem więzi widza i nie chce puścić aż do ostatniego odcinka i jedyne co nam pozostaje to czekać na następny sezon z zaostrzonym apetytem.

Michał Majocha [sc]** PRZECZYTAJ RECENZJĘ INTERNAUTKI JOANNY

WRÓĆ DO PROGRAMU TV**[/sc]

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×