„Dobrze naoliwiony mechanizm” [RECENZJA]. Idealny thriller dla… księgowych! Oceniamy nowy serial twórców „Narcos”

„Dobrze naoliwiony mechanizm” to idealny thriller dla… księgowych! Sporo w nim sporo ekscytujących papierów, ciągów cyfr i podejrzanych faktur. Ale chyba nie tego, po twórcach „Narcos”, spodziewali się fani tego świetnego serialu, który poprzednio wyszedł spod ich ręki. Sprawdź, jak oceniamy nowy serial Netflixa!

Multimedia

Są takie produkcje, które zdroworozsądkowo rzecz biorąc powinny mi się podobać. Z racji ich wiarygodności, zaangażowania, ważnych tematów, jakie podejmują i solidności. „Dobrze naoliwiony mechanizm” jest właśnie takim serialem, który powinien, ale nie zawojował ani mojej uwagi, ani serca.

Trzeba przyznać, że Elena Soarez i José Padilha twórcy serialu „Narcos” postawili przed sobą ambitny cel – ukazanie największej korupcyjnej afery, którą od 4 lat żyje Brazylia. Coś, co rozpoczęło się, jako śledztwem dotyczącym prania pieniędzy do tej pory pogrążyło już około 100 wielkich plutokratów - prezesów i menedżerów koncernów prywatnych oraz Petrobrasu, a także polityków, którzy zostali skazani na wieloletnie więzienie. Liczna podejrzanych przekroczyła ponad 200 osób i wciąż rośnie. Największą grubą rybą okazał się były brazylijski prezydent Inácio Lula da Silva, który odsiedzi w więzieniu aż 12 lat. Być może ostatni sezon serialu opisze aferę korupcyjną związaną z Olimpiadą, wszystko wskazuje bowiem na to, że szef brazylijskiego komitetu organizacyjnego, przekazał dwa miliony dolarów łapówki w zamian za głosy poparcia na kandydaturę Rio de Janeiro.

Co oznacza termin Netflix Original i dlaczego figuruje przy produkcjach stworzonych przez inne stacje? Zobacz więcej

Póki co pierwszy sezon serialu opowiada o pierwszej fazie operacji „Myjnia” a wydarzenia opowiada są z punktu widzenia ludzi w niezaangażowanych, głównie śledczych prowadzących sprawę. Opowiadane par excellence, bo serial to nieustanna, męcząca niestety narracja z offu. Co więcej ta narracja bardziej pasuje do wiecznie sfrustrowanych, iście conradowskich bohaterów ostatnich filmów Terrence Mallicka niż do sposobu, w jakim może myśleć brazylijski gliniarz.

Sporym mankamentem tego filmu jest brak takich pełnokrwistych bohaterów, jacy występowali w „Narcos” nawet w rolach drugoplanowych. Tam, sam Escobar, czy dwaj deptając mu po pietach śledczy mieli mocne osobowości, które gładko niosły serial i dawały jakąś szanse na utożsamienie. Tutaj głównym bohaterem jest ogarnięty obsesją, cierpiący na chorobę afektywną gliniarz, Marco Ruffo, który zachowuje się trochę jak somnambulik mający skłonność to wykoncypowywania oczywistych mechanizmów rządzących światem w taki sposób jakby odkrywał, co najmniej kolejną planetę w naszym układzie słonecznym. Seltonowi Mello partneruje Caroline Abras, aktorka, której scenariusz nie daje wielu szans na ewolucje postaci, choć robi, co może by ze swej Vereny wykrzesać więcej, niż emocje wiecznie sfrustrowanej policjantki. Drugoplanowe postaci też sytuacji nie poprawiają. Najciekawszy z nich wszystkich jest czarny charakter Roberto Ibrahim, o którym przynajmniej co nieco wiemy, nieliczny który ma jakkolwiek zarysowaną przeszłość. Najbardziej kuriozalna jest postać żony Ruffa, obnosząca zastygły w minie matki Niobe wyraz twarzy, która przez cały sezon nie może się zdecydować, jaka ma być kobieta, którą gra.

Znamy szczegóły pierwszego polskiego serialu Netflix! Kto reżyseruje? Kto w obsadzie? [ZDJĘCIA]Zobacz więcej

Co do akcji to niewiele zostało podkolorowane i … nie wiem czy się z tego cieszyć, jest bowiem dosyć monotonna i ślamazarna. Pewnie dla Brazylijczyka nazwiska, które padają w kontekście kolejnych odsłon antykorupcyjnej akcji wywołują mnóstwo emocji, ale dla nas są jedynie nazwiskami ludzi, których trudno nam już w tej układance zapamiętać. Szkoda, że postawiono na tak daleko idącą autentyczność, bo na przykład pojedynek emocjonalny pierwszego zatrzymanego, Ibrahima i Ruffo przy pewnej dozie dramatyzmu mógłby być zajmujący. W pewnym momencie aż się chce by pojawili się na horyzoncie jacyś zimnokrwiści mordercy, sicario, których w „Narcos” pełno. W „Dobrze naoliwionym mechanizmie” (litości co za osobliwy tytuł!) zamiast wyrastających spod ziemi czarnych charakterów mamy kolejne akta spraw, wyciągi bankowe i sądowe ugody.

Podsumowując brazylijski serial to pozycja dla widzów lubiących rzetelne kino faktu, bo w takim klimacie „prawdy” serial jest utrzymany. Choć w czołówce mowa o tym, że serial jest fikcją inspirowaną faktami, a postaci i wydarzenia zostały celowo zmienione nie ma się wrażenia, że naciągnięto rzeczywistości, ale ukazano ją taką jaką była. Zapewne z racji tej „prawdziwości” serial w serwisie Imdb stoi tak wysoko, jednak jak dla mnie to pozycja dla prawdziwie wytrwałych i bardzo tolerancyjnych. Niestety okazało się ze to czym żyje Brazylia niekoniecznie musi być zajmujące dla widza z Europy.

Nasza ocena: 6/10

Beata Cielecka

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×