Dorota Pomykała: Do tej pory grałam sympatyczne charaktery, a tu trafiła się czepialska kobieta! [WYWIAD]

Głośno mówi to, co myśli i to, czego nie myśli, i w ogóle wszystko, co przyjdzie jej do głowy – po prostu cały czas mówi. Sława - matka "Singielki" to jedna z najbardziej interesujących komediowych postaci ostatnich lat w polskich serialach. Udało się nam porozmawiać z odtwórczynią tej kolorowej postaci. W rozmowie z Telemagazynem.pl Dorota Pomykała zdradza, jak się gra na planie z dobrze znaną jej ekipą z "Brzyduli", co jest najlepsze w byciu mamą Sławą, a także jak wyglądają jej przygotowania do świąt.

Multimedia

Mama Sława to chyba taka postać, którą się albo kocha, albo nienawidzi. Lubi ją Pani grać?

Lubię ją grać, bo to bardzo kolorowa postać, choć zdarzają się i mieszane uczucia, bo jednak moja bohaterka to trudny charakter, który daje w kość pozostałym członkom tej serialowej rodziny. Do tej pory grałam bardzo sympatyczne charaktery, a tutaj trafiła się bądź co bądź strasznie czepialska, nadopiekuńcza kobieta. Staram się ją i jej zachowanie czasami wybronić sposobem gry, takim śmiesznym, komediowym tonem i chyba się udaje. Spotkałam się do tej pory z takimi opiniami: o kurczę, ale ta matka daje w kość, przestań, ja mam taką samą, i trzecia na szczęście jest śmieszna!

Ma Pani taką swoją ulubioną scenę z mamą Sławą w roli głównej?

Myślę, że taką moją ulubioną sceną jest ta, kiedy Sława idzie na randkę, żeby znaleźć chłopaka Eli i spotyka się z Mikołajem granym przez Filipa Bobka. Tam chyba najbardziej pokazałam taki totalny humor i zabawę, oczywiście nie pogrążając przy tym bohaterki, tylko pokazując, jak bardzo Sława jest zabawna z tą swoją troskliwością, nadopiekuńczością. Podejrzewam, że w prawdziwym życiu niektóre matki też takie są. Chcą dla swoich dzieci jak najlepiej, ale trochę w swych staraniach przesadzają.

W życiu codziennym spotyka się Pani z opiniami widzów na temat zachowania granej przez Panią bohaterki?

Nie, chociaż jak ostatnio robiłam zakupy w Krakowie to zauważyłam, jak ludzie mi się przyglądają, a ja wtedy staram się troszkę uciekać, bo bardzo mnie to krępuje. Jak ktoś już mnie dopadnie, podejdzie i zagada, to są to bardzo miłe słowa: Jezu, jak ja Panią lubię, jak Pani to świetnie gra. Uwielbiam ten serial. Jeżeli ktoś docenia moją grę, to dla mnie to największy komplement. Czasami też młodsze dziewczyny w jakiś sposób utożsamiają się ze Sławą, mówią O cholera, ja mam taką matkę! Dla mnie oznacza to, że postać jest tak prawdziwie zagrana, wzbudza tak duże emocje.

Wspomniałyśmy już Filipa Bobka, jest też Julia Kamińska, czyli dobrze znana ekipa z „Brzyduli”. To fajny powrót znanych Pani twarzy?

Genialny wręcz! To była dla mnie wielka niespodzianka i prezent. Tam się lubiliśmy, tutaj to już czysta przyjemność. Z Julią bardzo się zżyłam. W „Brzyduli” byłam dla niej taka starszą przyjaciółką, teraz awansowałam do roli matki. W „Singielce” jak mamy wspólną scenę, to nie musimy jej specjalnie ćwiczyć, bo sama wychodzi.

To znaczy, że na atmosferę na planie „Singielki” nie może Pani narzekać.

Absolutnie, jest fantastycznie, wszystko się zgadza. Serial to komedia, lekka rzecz. Kiedy potrzeba odrobiny dramatu to on jest, ale gramy go lekko więc ten gatunek jest dla mnie bardzo przyjemny, a i na atmosferę w pracy nie mogę narzekać. W teatrze gram smutki i boleści, a tu spędzam przyjemne chwile. Dla aktora to cudowne uzupełnienie grać różne gatunki, a nie pozostawać tylko w jednym. Przecież to mogłoby zamęczyć [śmiech]. Praca na planie „Singielki” jest więc dla mnie cudowną odskocznią, która mnie bawi i cieszy! Trzeba to teraz tylko odstukać, żeby nie zapeszyć! Odstukuję!

Jak Pani myśli, serial „Singielka” ma szansę zrobić taką furorę, jaką robiła w swoim czasie „Brzydula”?

Trudno to przewidzieć. Czasami wydaje się nam, że jest jakiś pewnik, a tymczasem okazuje się, że jednak nie, a tam gdzie się niczego nie spodziewamy, nagle coś wybucha i jest hit. Przy tej produkcji postanowiłam niczego nie przewidywać, nie kalkulować, tylko czerpać radość z tworzenia tej postaci, tego serialu. Bawić się tą historią.

Co ciekawego w serialu przed nami? Będą jeszcze wizyty Sławy u Coacha Jacka?

Oj tak, Sława będzie jeszcze prowadziła z nim poważne rozmowy, a tak prywatnie, to mam nadzieję, że będzie ich więcej! Uwielbiam grać z Tomkiem Sobczakiem. On ma tak niesamowite poczucie humoru, bardzo mi bliskie. Chyba dobrze nam się współpracuje. Z aktorami to jest tak, że albo trzeba się dogadać, przegadać, albo to po prostu samo wychodzi, frunie. Z Coachem zdecydowanie fruwamy!

Czy w takim razie, dzięki tym rozmowom stosunek Sławy do córek będzie jakoś ewoluował?

Co tam w scenariuszach powstaje, jaki zarys Sławy będzie się kształtował w dalszych odcinkach, trudno mi mówić. Jakieś zmiany pewnie będziemy mogli zaobserwować, ale nie wszystko mogę zdradzać. Dzisiaj miałam taką scenę, że bardzo płakałam. Rozpaczałam, że mam te córki takie samotne. Zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd, obwiniam samą siebie za ich niepowodzenie. Myślę, że byłoby świetnie, gdyby Sława, poza tą nadopiekuńczością i chęcią rządzenia wszystkimi, próbowała też te córki zrozumieć. Matki lubią sprawować piecze nad swoimi dziećmi, ale kiedyś trzeba z tego gniazda wypuścić. Oby na święta [śmiech].

Przy okazji świąt, jak wyglądają Pani przygotowania do nich? Już się zaczęły, czy to świąteczne szaleństwo dopiero przed Panią?

Tak się jakoś ułożyło szczęśliwie, że święta spędzamy zawsze całą rodziną, a ponieważ przez lata regularnie się powiększała, wybór miejsca na wigilijną kolację pada zawsze na największe mieszkanie. Tam zjeżdżają się wszyscy, czyli około 16 osób. Niestety bywa, że przyjeżdżam w ostatniej chwili, zajęta pracą i mój wkład to tzw. "obsługa świąteczna". Chętnie nakrywam,do stołu, podaje, zmywam. Dbam o taką techniczna stronę. Kulinaria to reszta rodziny.

Rozmawiała: Adriana Słowik
adriana.slowik@polskapress.pl

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×