"Drive". Krwawa ballada o facecie zakochanym w adrenalinie [RECENZJA]

Wśród zalewu akcyjnej hollywoodzkiej tandety trzymający w napięciu, ale ambitny (a jednak wciąż to możliwe) obraz jest jak ożywczy łyk wody na pustyni. Nic dziwnego, że reżysera obsypano nagrodami.

Multimedia

NASZA OCENA 8/10

Driver (dodajmy, że reżyser nie zdradza jego imienia) kocha emocje – za dnia pracuje jako kaskader w Hollywood, nocami wozi gangsterów, czekając na miejscu napadu, aż wybiegną z łupem i wówczas rusza z piskiem opon, nie dając żadnych szans gliniarzom. Driver wpadnie w kłopoty, gdy zafascynowany piękną sąsiadką postanowi pomóc jej mężowi spłacić długi. Dłużnik ma zrobić skok, on odwieźć go bezpiecznie z miejsca przestępstwa, potem wystarczy już tylko oddać kasę pewnemu niebezpiecznemu bandziorowi. Ale, jak to zwykle bywa, skok nie idzie zgodnie z planem…

Nieznany w Polsce duński reżyser Nicolas Winding Refn (nie jest debiutantem, nakręcił wcześniej już 9 filmów, w tym zauważonego na świecie „Bronsona”) pokazał lwi pazur. W zasadzie z niczego zrobił coś – sama historia nie jest przecież specjalnie oryginalna: skok, który nie wypalił, zemsta, kłopoty przez kobietę. Znakomicie została jednak skonstruowana postać Drivera, tajemniczego faceta z wykałaczką w zębach, niby romantyka, który jednak potrafi brutalnie zmasakrować (czasem bez potrzeby) przeciwnika. Milczący (najczęściej) główny bohater to największy plus tego filmu, tym bardziej że został rewelacyjnie zagrany przez Ryana Goslinga (zastąpił na tym miejscu Hugh Jackmana), aktora, który potrafi w tak upiorny sposób cedzić słowa, że ciarki chodzą po plecach. Jego postać świetnie wpasowuje się w poetykę filmu, jego Driver jest enigmatyczny i nieprzewidywalny, dokładnie taki jak łączący w sobie przeciwieństwa rytm „Drive”, chwilami niesamowicie ekspresyjny, chwilami hipnotycznie senny.

Jego związek z Irene (Carey Mulligan) to zaprzeczenie stereotypu, wydawać się mogło, że będzie to ripley z „Prawdziwego romansu”, ale nic podobnego. Tylko pełne blasku oczy Irene i intensywność spojrzenia Drivera mówią o tym, co się naprawdę między nimi dzieje. Nie padają ważne deklaracje, a wiemy wszystko. Ot, magia kina!

To jednak nie jest jedyny plus filmu – kolejne to perfekcyjny montaż (powalająca scena pocałunku i zabójstwa w windzie), idealne dopasowanie utworów na ścieżce dźwiękowej do akcji (ostatnia scena na wstrzymywanym oddechu!), klimatu i montażu, a także zdjęcia. Refn nie przepada za efektami komputerowymi, więc większość ujęć kręcono tradycyjnie, bo też film miał być hołdem dla podobnych dzieł z lat 70. i 80.

Beata Cielecka

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×