"Dynastia", czyli za dużo plastic, za mało fantastic [KOMENTARZ]

W październiku na antenie The CW zadebiutowała nowa odsłona kultowego serialu "Dynastia", którą w Polsce możemy oglądać za pośrednictwem Netfliksa. Tym serialem twórcy "Plotkary" mieli przypomnieć widzom, czym na srebrnym ekranie może być blichtr i przepych, ale niestety – nowa "Dynastia" to jedynie plastic fantastic w czystej i najgorszej postaci.

Multimedia

"Dynastia" to jedna z najsłynniejszych amerykański oper mydlanych. Stworzona w latach 80. produkcja cieszyła się ogromną popularnością, również w Polsce, gdzie perypetie bogatych rodów Carringtonów i Colbych śledziły miliony widzów. Teraz, prawie trzy dekady po tym, jak oryginalna "Dynastia" zniknęła z anteny ABC, serial powraca dzięki stacji The CW, ale o powtórzeniu sukcesu pierwowzoru nie może być już chyba mowy. Dlaczego?

W serialu od The CW poznajemy ambitną Fallon (Elizabeth Gillies), która już od pierwszego odcinka drze koty ze swoją przyszłą macochą (Nathalie Kelley). Aby dopiec ojcu (Grant Show), który obiecane jej niegdyś stanowisko w firmie, powierzył nowej ukochanej, dziewczyna zwraca się w stronę największego rywala ojca — Jeff'a Colby'ego (Sam Adegoke). Z jego pomocą chce stworzyć firmę, która stanie się największą konkurencją dla jej ojca — magnata naftowego.

Blichtr, władza, seks i wielkie pieniądze! Jak wyglądają Carringtonowie po latach? [GALERIA]Zobacz więcej

Nowa "Dynastia" to oczywiście remake, dlatego poza kilkoma unowocześnieniami (akcja nowego serialu rozgrywa się w Atlancie, a nie Denver, rodzina Colbych została Afroamerykanami, a Cristal piękną Latynoską) fabuła podąża za oryginałem. Niestety, bo jeśli twórcy pokusiliby się o kontynuację czy wprowadzenie nowego pokolenia, "Dynastia" mogłaby jeszcze widzów czymś zaskoczyć, tymczasem oglądamy jedynie nieudolne próby naśladowania klimatu pierwowzoru. Brakuje w tym jednak polotu, intrygi są do bólu przewidywalne, skandale mało szokujące, a dialogi niesamowicie sztuczne i banalne. Kolejnym problemem dotychczasowych odcinków nowej "Dynastii" jest ich powtarzalność. Można odnieść wrażenie, że twórcy w kółko powtarzają te same historie, nazywając je nowymi odcinkami.

Nad nową wersją słynnego tasiemca pracowali twórcy "Plotkary" - Josh Schwartz i Stephanie Savage, a to mogło dawać nadzieję, że współcześni Carringtonowie będą dla widzów równie atrakcyjnym kąskiem, co mieszkańcy Upper East Side. Nic bardziej mylnego. Nowa "Dynastia" cierpi na wielu płaszczyznach, zaczynając od samego scenariusza, aż po aktorstwo (na ekranie broni się jedynie odtwórczyni roli Fallon). O ile w "Plotkarze" (mimo całego morza absurdu) mogliśmy liczyć na świetne dialogi, modę przez duże M, genialną muzykę i ujęcia Nowego Jorku oraz postacie, które nie są jednowymiarowe, o tyle w nowej "Dynastii" wszystko jest plastikowe. Nie sposób nie wspomnieć też o papierowym przepychu, który (w pierwotnym założeniu twórców) miał chyba cieszyć oczy widowni, budzić podziw, a nawet zazdrość. Tymczasem wyszło, jak wyszło i wykreowany świat serialu "Dynastia" woła jedynie o pomstę do nieba. Wiklina i pomalowany na królewskie kolory karton to esencja nowej "Dynastii". To tak jakby powiedzieć, że "Korona Królów od TVP okaże się nową "Grą o tron". Z "Dynastiami" jest właściwie podobnie — nie ten budżet, nie ten scenariusz, nie ci aktorzy i nie ta scenografia.

Kim jest zamaskowany strzelec z Pop's Diner? [SPOILERY+TEORIE]Zobacz więcej

Jak obronić tandetny projekt? Cóż, najlepiej przypisać mu specyficzną konwencję, co też próbują robić najwytrwalsi widzowie. Oczywiście nie traktuję tego serialu całkiem serio, mam świadomość, że pewien poziom kiczu jest wręcz wpisany w tego typu produkcję, ale przy tym projekcie twórcy ewidentnie popłynęli, przekraczając dozwoloną granicę. Wystarczy wspomnieć tutaj choćby o serialu "Riverdale", który również do ambitnych nie należy i specyficzną konwencją stoi — mnóstwo groteski, przerysowane postaci, które jednak da się lubić! Klimat tej komiksowej opowiastki dla młodzieży jest jednak niepowtarzalny, a cała historia wciąga i elektryzuje. Chce się za tymi bohaterami podążać i wiedzieć, co wydarzy się dalej. Tego samego nie mogę jednak powiedzieć o serialu "Dynastia" - twórcy poprowadzili ten projekt zupełnie bez energii i pomysłu, jakby wyszli z założenia, że nośny tytuł wystarczył, by nowa "Dynastia" ponownie stała się hitowym samograjem.

Od nowej "Dynastii" nie oczekiwałam zbyt wiele, produkcja The CW mogła stać się jedynie moim kolejnym guilty pleasure. Niestety "Dynastia" z pleasure nie ma nic wspólnego. To tandeta grubymi nićmi szyta, na którą zwyczajnie szkoda czasu. Jeśli szukacie w telewizji blichtru i przepychu to obejrzyjcie lepiej Kardashianów.

Zobacz galerię

Adriana Słowik
adriana.slowik@polskapress.pl

#5 powodów, dla których warto oglądać nową "Dynastię":

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×