Dzień Świstaka - film, recenzja, opinie, ocena

Zarozumiały i egoistyczny spec od programów o pogodzie po raz kolejny jedzie do Pensylwanii, by uczestniczyć w Dniu Świstaka. Nie ma jednak pojęcia, że tym razem los spłata mu przykrą niespodziankę.

Multimedia

NASZA OCENA: 10/10

Ale to już było i nie wróci więcej... - śpiewa Maryla Rodowicz. I choć dalej nasza nieśmiertelna gwiazda sugeruje, że "wciąż do przodu się wyrywa głupie serce", to jednak każdy chyba miał w swoim życiu sytuacje, do których chciałby wrócić, albo szanse, których nie wykorzystał, a żal. I gdyby dostał drugą szansę, to kto wie. A gdyby się nie powiodło przy powtórce, to może trzeci? No tak, ale nikt takiej szansy nie dostał. Prawie nikt.

Tym szczęściarzem był Phil Connors (Bill Muray), arogancki i zblazowany prezenter pogody. Nie lubił ludzi, nie lubił swojej pracy, nie lubił chyba nawet siebie. I pewnego dnia został wysłany do miasteczka Punxsutawney, gdzie jak co roku wyciągniety z norki świstak przepowiada, czy wiosna nadejdzie za sześć tygodni czy też nie. Stąd też nazwa święta (i filmu): Dzień Świstaka. Po zrobieniu relacji nadchodzi śnieżyca, drogi są zablokowane i ekipa musi zostać na noc. Następnego dnia Connors się budzi i... znowu jest ten sam dzień, Dzień Świstaka! Jakby nic się nie wydarzyło. Nasz bohater wszystko pamięta, ale wszystko zaczyna się od nowa: relacja, śnieżyca, blokada, nocleg i... witaj Punxsutawney, mamy Dzień Świstaka! Tak, tak Connors wpadł w petlę czasową i wciąż przeżywa ten sam dzień. Czy i jak można się z tego wyplątać?

Piotr Radecki

Komedia USA 1993, reż. Harold Ramis

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×