"Dziewczyna z pociągu". Pijana Emily Blunt i historia pewnego morderstwa [RECENZJA]

„Dziewczyna z pociągu” to thriller psychologiczny brytyjskiej pisarki Pauli Hawkins, który został wydany na początku 2015 roku i niemal z miejsca stał się bestsellerem. Nic więc dziwnego, że prace nad filmową adaptacją dzieła podjęto błyskawicznie. Efekt końcowy pod postacią filmu w reżyserii Tate'a Taylora można w kinach oglądać od jutra.

Multimedia

Thriller psychologiczny nie jest gatunkiem, w jakim szczególnie lubuje się autor „Służących” i to widać. Dlatego też na ekranie otrzymujemy, zamiast misternie skonstruowanej intrygi, prawdziwy dramat kobiety upadłej, której wydaje się, że straciła już wszystko i pozostaje jej jedynie fascynacja życiem innych. Tyle, że „chodzenie w cudzych” butach tylko pozornie jest atrakcyjne, bo to, co widzimy na pierwszy rzut oka, niekoniecznie musi być prawdą, a szczęśliwa żona tak naprawdę może być pełną kompleksów i skrzywdzoną kobietą.

Taylora właściwie nie interesuje zaginiona blondynka (Haley Bennett), którą Rachel (Emily Blunt) codziennie podziwiała z okna pociągu. To, czy blondwłosa piękność zaginęła, czy została zabita lub kto ją zabił, jest dla reżysera jedynie wątkiem pobocznym, pozwalającym bliżej przyjrzeć się głównej bohaterce, Rachel. To ona przyciąga uwagę i jej historia pasjonuje najbardziej – dlaczego kobieta, która wiodła szczęśliwe życie i mogła mieć wszystko, stoczyła się na samo dno, gdy nie może przeżyć dnia bez kieliszka wódki?

CZYTAJ TAKŻE:

"DZIEWCZYNA Z POCIĄGU". DRUGI ZWIASTUN EKRANIZACJI BESTSELLEROWEJ POWIEŚCI! [WIDEO]
"DZIEWCZYNA Z POCIĄGU". EMILY BLUNT W ZWIASTUNIE EKRANIZACJI BESTSELLERA [WIDEO+ZDJĘCIA]

Patrząc na „Dziewczynę z pociągu” nie można oprzeć się wrażeniu, że to głównie film o uzależnieniu i jego zgubnych skutkach. Nie tylko od alkoholu lub innych używek, ale też od seksu pozamałżeńskiego, gdzie nawet mniej ważny jest seks, a na pierwszy plan wychodzi dreszcz emocji związany ze zdradzaniem. To portret świata kłamców, tworzonych na szybko półprawd, niedomówień i nigdy nierozwiązanych zagadek. Prawda boli, więc lepiej żyć w niewiedzy.

Siła filmu tkwi w Emily Blunt. Właściwie gdyby w obsadzie nie pojawił się charyzmatyczny Edgar Ramirez, można by mówić, że aktorsko zaistniała tylko ona. Urodzona w 1983 roku aktorka, chociaż odbiega wyglądem od książkowego oryginału, dała radę na swoich barkach unieść ciężar kreacji kobiety, która do tej pory z życiem przegrywała w pokera. Patrząc na Blunt w takim wydaniu wierzyłem, że lubi sobie od czasu do czasu wypić jedno, dwa lub ewentualnie pięć piw i to tylko na rozgrzewkę. Przegrane życie miała wypisane na twarzy, nawet nie musiała streszczać swojego życiorysu.

Zarzuty można mieć do scenariusza. O ile postać Rachel jest odpowiednio wyeksponowana, to cała reszta ginie w tłumie, ledwo zaznaczając swoją obecność. Do tego główna intryga zdaje się w żaden sposób nie interesować reżysera i właściwie traktuje ją jako zło konieczne. W tej opowieści niestety znalazła się też spora dawka banału, którą trudno przełknąć, co szczególnie widocznie jest w finale. No i ta rozdygotana kamera... Tani i zbyt oczywisty chwyt.

„Dziewczyna z pociągu”, pomimo swoich wad, jest filmem, który ogląda się dość dobrze. Banał i schematyczność historii można zaakceptować, bo podziwianie Emily Blunt w takim wydaniu jest przyjemnością. Angielska aktorka jest największym skarbem tego filmu i to jej można zawdzięczać wszelkie pozytywne opinie na temat tej produkcji. A jeżeli lubicie książkowy oryginał, to seans tym bardziej was nie zawiedzie.

Ocena: 6/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"DZIEWCZYNA Z POCIĄGU" OD 7 PAŹDZIERNIKA W KINACH

Zobacz galerię

Źródło: Dzień Dobry TVN/ serwis x-news

Recenzja została pierwotnie opublikowana 6 października 2016 roku.

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×