"Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga" [RECENZJA]. Heheszki z Eurowizji, czyli jak koncertowo (hehe) zmarnować potencjał na udaną komedię

Tegoroczny Konkurs Piosenki Eurowizji został odwołany z powodu pandemii koronawirusa. To wydarzenie bez precedensu, bowiem Eurowizja do tej pory była nie do ruszenia od samego swojego początku, czyli od 1956 roku. Cóż, na pocieszenie fanom ESC pozostał film "Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga", który właśnie zadebiutował na Netflix. Pytanie tylko, jak go przyjmą...

Multimedia

"EUROVISION SONG CONTEST: HISTORIA ZESPOŁU FIRE SAGA" - RECENZJA

Pomysł na fabułę "Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga" jest prosty. Will Ferrell (który podobno jest fanem konkursu) oraz Andrew Steele wpakowali do scenariusza chyba wszelkie możliwe stereotypy na temat Eurowizji, wzięto kilka prawdziwych gwiazd Eurowizji (w tym miejscu pozdrawiamy m.in. Aleksandra Rybaka oraz Conchitę Wurst), dogadano się z EBU, przez co można było korzystać z oficjalnych dżingli czy identyfikacji graficznej ESC, zaproszono rozpoznawalnych aktorów i napisano chwytliwe piosenki. Powstał hit? NO NIE DO KOŃCA.

Podobno "Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga" miał być listem miłosnym do Konkursu Piosenki Eurowizji i rzeczywiście miejscami tak wygląda, ale finalnie niestety to tylko heheszki z Eurowizji, które sprowadzają europejskie (a może już światowe?) święto muzyki do spędu freaków i nieudaczników, gdzie tryska kicz, brak smaku oraz muzyka najgorszej jakości. Jeżeli ktoś chociaż raz obejrzał finał Eurowizji to doskonale wie, że oczywiście czasami Eurowizja rzeczywiście w jakiejś części tak wygląda, ale to tylko jedna z jej twarzy. Wszystko jest tutaj płaskie i jednowymiarowe.

"Tylko sprawiedliwość". Pot, krew i łzy prawdziwych ludzi, tych niesłusznie skazanych i bezsilnych wobec systemuZobacz więcej

"Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga" bardzo powierzchownie traktuje o Eurowizji, ale jeszcze bardziej niesmaczny jest sposób przedstawienia Islandczyków, co pewnie kiedyś twórcom odbije się czkawką. Scenariusz filmu jest bardzo umowny i niewiele z niego wynika. Teoretycznie to komedia romantyczna, ale między głównymi bohaterami, w których wcielają się Rachel McAdams i Will Ferrelll, na próżno szukać chemii. Główne przesłanie filmu, że wszystko powinno się robić z serca, też wygląda jakby zostało wymyślone już na planie zdjęciowym, podczas szukania pomysłu na scenę końcową.

Właściwie "Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga" sprawdza się wyłącznie w muzycznych aspektach. Piosenka "Double Trouble" to istny benger. Podczas sekwencji, które dzieją się na scenie, nie sposób się nie uśmiechnąć. Film ma swoje momenty, ale dzieje się to wyłącznie wtedy, gdy twórcy decydują się sięgnąć po stuprocentowy absurd, a nie silą się odkrywanie odkrytego i po raz 99 opierają żart na nieporadności irytującego Ferrella.

"Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga" mógł być udaną komedią o Eurowizji, ale zamiast tego otrzymaliśmy jakiś dziwny twór, który gatunkowo się ze sobą gryzie i wygląda jak efekt burzy mózgów, podczas której nie znaleziono wspólnego stanowiska. Szkoda, ale tutaj mamy zwykłe szafowanie logotypem Eurowizji i brak pomysłu na fabułę. Ot, heheszki z Eurowizji i koncertowo (hehe) zmarnowany potencjał na udaną komedię. Właściwie twórcy mogliby opublikować jedynie występy muzyczne, bo to najbardziej udane skecze z całości. I nie wiem, kto wpadł na pomysł dubbingu takiego filmu, ale przecież w takiej wersji to się nie da oglądać.

Ocena: 4/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 26 lutego 2020 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • vod (gość)

    Hit na dzis! Zobacz świetny film Erotyczny 365 Dni (2020)

    vod-sfera.pl

    Nie przegap go!

    02.07.2020 20:49

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×