"Fair Game" – thriller polityczny dla nielubiących polityki [RECENZJA]

"Fair Game", wpisując się w nurt takich obrazów jak „Wszyscy ludzie prezydenta”, „Cena prawdy” czy „W sieci kłamstw”, pokazuje, jak bardzo nie fair grają Amerykanie na boisku zwanym światem i… na własnym podwórku.

Multimedia

NASZA OCENA: 7/10

Thriller polityczny „Fair Game” pokazuje dobitnie, że to Biały Dom najpierw stwarza pewną pasującą mu rzeczywistość, do której potem nagina na swoje potrzeby fakty za pomocą propagandy strachu kreowanej przez media. W „Fair Game” ową stworzoną przez niego rzeczywistością mającą usprawiedliwić wojnę w Iraku jest informacja, jakoby na jego terytorium były miejsca, w których produkuje się broń masowego rażenia. O tym, że nie mogło tak być, jest przekonany Joe Wilson, były ambasador w Afryce, który na polecenie CIA badał tę sprawę i osobiście odwiedził Niger, skąd miał pochodzić uran do produkcji bomb.

Joe zaraz po inwazji publikuje w prasie oskarżycielski artykuł, w którym stwierdza, że rząd Busha okłamał opinię publiczną. Biały Dom postanawia wydać mu wojnę i uderza w jego żonę Valerie, doświadczoną tajną agentkę CIA, której tożsamość zostaje ujawniona w prasie. Powoduje to oczywiście „spalenie” jej samej i przerwanie wszystkich prowadzonych przez nią operacji, w tym ewakuację z Iraku ekspertów od broni jądrowej, którym w kraju groziła śmierć. Valerie zostaje zwolniona z agencji, do jej domu dzwonią „patrioci” grożący śmiercią jej i jej dzieciom. Co więcej, między małżonkami wybucha konflikt, gdy Joe nalega, by ujawniła kulisy afery i pociągnęła do odpowiedzialności ludzi, którzy posłużyli się nią, by zamknąć usta jej mężowi.

Jeśli pierwszą część filmu można określić jako thriller, to druga część jest właściwie zapisem procesu tracenia złudzeń przez Valerie. Swoją drogą nieco trudno uwierzyć, że siedząca od lat w tym brudnym przecież biznesie agentka była wciąż idealistką, ale to, co ją spotyka ze strony osób, dla których i z którymi pracowała, mocno nadweręża jej system wartości. Nagle okazuje się, że jedna linijka tekstu może zrujnować jej życie i karierę, nie tylko zresztą jej – mocno podkreślono wątek zostawionych na lodzie irackich speców od broni jądrowej, którzy ryzykowali wiele współpracując z nią, po czym wydano ich na pewną śmierć. To – czyli marnowanie ludzkiego potencjału, w tym jej własnej osoby – stojącej twardo na ziemi Valerie wydaje się zupełnie bez sensu. Jej postawa przypomina trochę sposób myślenia Żydów, którzy nawet idąc do krematorium byli przekonani, że Niemcom nie opłaca się ich zabijać – są bowiem zbyt cenni. Otóż okazuje się, że zarówno reżimy, jak i demokracje kierują się własną logiką, w której jednostka ludzka o największym choćby potencjale umysłowym bynajmniej nie jest priorytetem. Wyraźnie widzi to pozbawiony złudzeń Joe, dla którego jest jasne, że Valerie zostanie poświęcona na ołtarzu ojczyzny. Valerie nie może z kolei zrozumieć, jak ktoś tak świadomy jak on mechanizmów władzy mógł przez swój niewyparzony język narazić ją na to, co się stało.

Ten konflikt, jaki wybucha między małżonkami, a który wystawia ich małżeństwo na próbę, jest chyba o wiele ciekawszy niż ów polityczny. U Naomi Watts (Valerie) i Seana Penna (Joe) argumenty emocjonalne ścierają się z racjonalnymi i trudno tak naprawdę określić, które z nich ma rację, bo w tych mocno intelektualnych kreacjach oboje są równie wiarygodni. Pokazujący sporo prawdy i trzymający w napięciu film jest na tyle czytelny, że z przyjemnością zobaczą go zarówno ci politycznie zaangażowani, jak i ci obojętni, o czym osobiście może zaświadczyć osoba kreśląca te słowa.

Beata Cielecka

"Fair Game" w telewizji. Sprawdź datę emisji

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×