Film katastroficzny. Ranking filmów katastroficznych - "Niemożliwe", "Titanic", "Twister" i inne!

Jeśli wierzyć filmowcom nasza cywilizacja skończy się z impetem i przytupem. Zostaniemy pochłonięci przez tsunami, trąbę powietrzną czy pożary, zmieceni przez kometę, zamarzniemy podczas nagłego zlodowacenia, zginiemy w czeluściach rozchodzącej się ziemi, potrujemy się wdychając trujące gazy. Do wyboru, do koloru! Zobacz nasz ranking filmów katastroficznych!

Multimedia

Dożyjemy końca świata jeśli oczywiście wcześniej ocalejemy przemieszczając się barrrrrdzo niebezpiecznymi środkami transportu: statkami i samolotami, lub odbywając kosmiczne misje. Wprawdzie Czesław Miłosz opisując banalny dzień, uważał że „innego końca świata nie będzie”, ale najwyraźniej filmowcy się z tym nie zgadzają! Przedsmak tego co czeka nas po końcu świata mieliśmy okazje prześledzić w tekście o filmy postapokaliptycznych, dziś zapraszamy do przeżycia z nami katastrofy!

106. rocznica zatonięcia Titanica! Zobacz najlepsze filmy katastroficzne oparte na faktach! [GALERIA]Zobacz więcej

Film katastroficzny o samolocie, czyli śmierć w przestworzach

Wbrew gatunkowi do którego przynależy, „Port lotniczy” (Henry Hathaway, George Seaton 1970) właściwie nie pokazuje katastrofy. Film opowiada o tym jak władze lotniska próbują poradzić sobie ze skutkami burzy śnieżnej, gdy tymczasem na pokładzie jednego z samolotów zamachowiec detonuje bombę. Jednak wizja zagrożenia w przestrzeni okazała się na tyle nośna, że na fali popularności tego filmu powstały później jeszcze 3 podobne.

„Port lotniczy ‘75” (Jack Smight 1974) opowiadał o katastrofie jaką było zderzenie Boeingiem 747 z awionetką, której pilot miał zawał serca. W wyniku uderzenia w kokpit obaj piloci giną, a trzeciemu – ocalałemu, ale rannemu – udaje się włączyć autopilota. Stery musi przejąć stewardessa Nancy (Karen Black), dopóki na pokład nie uda się przedostać doświadczonemu kapitanowi Alanowi Murdockowi (Charlton Heston).

Z kolei w „Porcie lotniczym ‘77” (Jerry Jameson 1977) z Jackiem Lemmonem i Olivią de Havilland samolot z dziełami sztuki na pokładzie zostaje porwany przez terrorystów, którzy doprowadzają do katastrofy w wyniku której samolot osiada na dnie oceanu. Pasażerowie którzy odzyskuję kontrolę nad maszyną, muszą zorganizować ratunek, gdyż z każdą chwilą na pokładzie ubywa tlenu, a radio nie działa pod wodą.

No i wreszcie „Port lotniczy ’79” (David Lowell Rich 1979) opowiadający o próbie zniszczenia nowoczesnego samolotu Concord, na którego pokładzie znajdują się dokumenty obciążające dr Kevin Harrison(Robert Wagner), prezesa firmy aeronautycznej sprzedającego broń wrogim reżimom. Samolot będący celem rakiety, tylko cudem nie wybucha, jednak jego kadłub ulega rozszczelnieniu. Kapitan Paul Metrand (Alain Delon) będzie musiał wylądować na prowizorycznym lotnisku w wysokich górach. Jak widzimy na przykładzie tych filmów wyobraźnia ludzka nie ma granic!

Manewr odwrócenia maszyny i wprowadzenia w ten sposób w lot szybowcowy jaki zastosowuje kapitan Whitaker w filmie „Lot” (Robert Zemeckis 2012) nawiązuje do tragicznego lotu Alaska Airlines Flight 261, który odwrócony do góry kołami leciał przez chwilę w ten sposób zanim wpadł do oceanu, z tym że w filmie ta taktyka ratuje życie pasażerom, w rzeczywistości zaś wszyscy zginęli. W wyniku filmowej katastrofy ginie jedynie 6 osób, ale kapitan zostaje oskarżony, gdyż tego dnia był pod wpływem narkotyków i alkoholu. W filmie "Sully" (Clint Eastwood 2016), już będącym rekonstrukcją tak zwanego "Cudu na rzece Hudson", mającego miejsce 15 stycznia 2009 bohaterem jest kapitan Sullenberger (Tom Hanks), który posadził uszkodzony samolot na zimnych wodach rzeki Hudson, ratując życie 155 osobom znajdującym się na pokładzie. Jego decyzję kwestionują jednak linie lotnicze, uważając że mógł wybrać inne rozwiązanie.

TOP10 filmów opartych na faktach Zobacz więcej

Filmy katastroficzny o wulkanach

Wulkan jako siła niszcząca jest szczególnie efektownym narzędziem zniszczenia. Więcej do zagrania niż ludzcy aktorzy, wulkan Wezuwiusz miał na pewno w "Pompejach" (2014), które uratował przed zaklasyfikowaniem jako kompletnego gniota. Katastrofa jest pięknie pokazana; są godne uwagi fajerwerki ognia, zasłaniające niebo kłęby dymu, widowiskowe rozpękiwania się Ziemi, buchające pożary i majestatyczne tsunami. No i pięknie film się zaczyna – od zbliżenia zastygłych w agonii splecionych ze sobą ciał ludzi pokrytych pyłem wulkanicznym, które powoli kontempluje oko kamery...

O najbardziej śmiercionośnej erupcją w historii świata, wybuchu wulkanu Krakatau w 1883 opowiada film BBC „Krakatau: Dni ostatnie” (Sam Miller 2006) oparty na wspomnieniach świadków, bohaterów filmu: Willema Beijerincka granego przez Ruperta Penry-Jonesa i jego żonę Johannę (Olivia Williams), którzy w momencie rozpoczęcia się erupcji uciekli na wzgórza, skąd obserwowali przejście czterech kolejnych fal tsunami niszczących miasta i wioski (zniknęło ich z powierzchni aż 165), pustoszących wyspy i wybrzeża Sumatry i Jawy. W ich wyniku zginęło w niespełna 48 godzin ponad 36 tysięcy osób.

W bardziej przygodowej „Górze Dantego” (Roger Donaldson 1997) wulkanolog Harry Dalton (Pierce Brosnan), przyjeżdża wraz ze współpracownikami do Cascade Mountains, by zbadać wznoszącą się nad miastem Górę Dantego. Podejrzewa, że nieczynny wulkan budzi się ze snu, ale nikt nie chce mu wierzyć, bo pomiary nie wykazują zagrożenia. Wulkan budzi się jednak z całą mocą, wybuch niszczy domy, na dachy spadają kamienie, a lawa zalewa ulice. Jedyne co może zrobić Dalton to pomóc burmistrz miasteczka Rachel Wondo (Linda Hamilton), ocalić jej dzieci.

Z tego samego roku pochodzi nieco bardziej absurdalny, ale wypełniony wartką akcją „Wulkan” Micka Jacksona z Tommy Lee Jonesem. Gra w nim Mike’a Roarka, stojącego na czele powołanego przez burmistrza Los Angeles sztabu kryzysowego, mającego ocalić mieszkańców przed ognistą rzeka rozżarzonej do czerwoności lawy, wydobywającej się z serca wulkanu, który wybucha w centrum miasta. Roarkowi towarzyszy pani geolog, dr Amy Barnes (Anne Hache), która ostrzegała przed zbliżającą się katastrofą.

Dobre filmy katastroficzne z wodą w roli głównej, czyli tsunami, powodzie i sztormy

Oprócz flagowego już filmu opowiadającego o tragicznym w skutkach tsunami które w 2004 r. dotknęło wybrzeży na oceanie Indyjskim, czyli „Niemożliwe”, powstały jeszcze dwa filmy. Echa tsunami mamy w jednym z wątków „Medium” (Clint Eastwood 2010). Francuska dziennikarka Marie LeLay (Cécile De France) zostaje cudem odratowana po przejściu tsunami w Azji, a scena gdy do miasteczka wdziera się woda po prostu zwalają z nóg!

Drugim filmem jest „Tsunami - po katastrofie” (Bharat Nalluri 2006), który oprócz pokazania samej tragedii opowiada historie ludzi, którzy muszą się uporać z tym doświadczeniem i śmiercią bliskich, m.in., młodej pary szukającej dziecka czy Angielki, której mąż i syn zaginęli.

Koreańskiej produkcji jest film „Haeundae” (Je-gyun Yun 2009) o tyle ciekawy jeśli chodzi o efekty, że fala tsunami tym razem wdziera się nie do miasteczka turystycznego ale do dużego, pełnego drapaczy chmur miasta, które w krótkim czasie niknie pod wodą, unosząc na jej falach tysiące zabitych i ocalałych.

TOP10 filmów przygodowych, czyli Indiana Jones i King Kong w akcji!Zobacz więcej

W wyniku olbrzymiej fali tsunami kończą żywot luksusowe liniowce. W „Tragedii Posejdona” (Ronald Neame 1972) oraz w jej remake’u „Posejdonie” Wolfganga Petersena z 2006 roku w czasie nocy sylwestrowej w statek uderza potężna fala przewracając go do góry dnem. Udaje się przetrwać garstce pasażerów, którzy nie czekają na być może nadchodzącą pomoc, ale wyruszają na poszukiwanie drogi ratunku, co jednak w pełnym pułapek, zrujnowanym i wypełnionym topielcami wraku jest bardzo niebezpieczne. O tym filmie mówiono że „to jak ostatnia godzina 'Titanica' rozciągnięta do 90 minut i pozbawiona wszystkich miłosnych elementów".

O prawdziwej morskiej tragedii wynikającej ze zlekceważenia potęgi natury, czyli tragedii Titanica opowiadają (poza tą ikoniczną wersją Jamesa Camerona) jeszcze dwa filmy. Pierwszym jest „Titanic” (Jean Negulesco, 1953) w którym na tle tragedii rozgrywa się dramat porzuconego przez Julię (Barbara Stanwyck) Richarda (Clifton Webb). Chce on odwieść zmęczona nieudanym małżeństwem żonę od odejścia i postanawia wyruszyć za nią do Ameryki. Ponieważ kobieta w tajemnicy przed nim kupiła już bilety dla siebie i dla dwójki ich dzieci, Richardowi udaje się wykupić bilet od jednego z pasażerów najniższej klasy.

Catherine Zeta-Jones i Peter Gallagher grają w kolejnym, opowiadającym o losie pasażerów filmie, tym razem telewizyjnym „Titanicu” Roberta Liebermana z 1996 roku. Tragedię z 1912 roku oglądamy przez pryzmat przeżyć kilku pasażerów: młodych kochanków, feminizującej damy i zadufanego w sobie armatora, właściciela "Titanica".

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że Titanic nie jest rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę ofiar, których zginęło jedynie… 1500. O losach o wiele bardziej tragicznych jeśli chodzi o liczby, bo mowa o 9 tysiącach ofiar(!) opowiada film „Gustloff – rejs ku śmierci” Josepha Vilsmaiera z 2008 roku. Akcja filmu rozgrywa się w Gdyni w styczniu 1945 roku, kiedy z miasta do którego zbliża się Armia Czerwona na pokład MS Wilhelma Gustloffa, zostają ewakuowani ranni żołnierze i Niemcy zamieszkujący wybrzeże. Na pokład wchodzi ponad 10 tysięcy osób, ale gdy tylko odbija od brzegu jego tropem statku zaczyna podążać radziecki torpedowiec... Przez pierwszą część filmu, bardziej przegadaną, oglądamy walkę kapitana okrętu, Hellmuta Kehdinga o umieszczenie ukochanej Eriki na liście pasażerów, czemu sprzeciwia się brat kapitana podejrzewając kobietę o działalność szpiegowską. W drugiej jednak części, mamy już to, co w filmach katastroficznych najlepsze, czyli dramat jednostek, obraz ginącego w odmętach Bałtyku pełnego przepychu statku (Gustloff był pływającym kurortem) i efekty specjalne, których nie powstydziłyby się wielkie wytwórnie zza oceanu, pokazujące tragiczne okoliczności zatonięcia statku, który wypłynął z portu bez eskorty i poszedł na dno zaledwie w godzinę po wybuchu torpedy.

W 12 minut po storpedowaniu przez japońską łódź podwodną idzie na dno wraz z 300 zabitymi amerykański okręt wojenny w filmie „Ostatnia misja USS Indianapolis” (Mario Van Peebles 2016). Widowiskowa katastrofa okrętu wykonującego tajną misję to zaledwie preludium do ludzkiej tragedii trwającej kolejne 5 dni, podczas których rozbitkowie w liczbie 880 umierają z ran, wycieńczenia, odwodnienia, picia słonej wody czy od ataku rekinów. Pozostałe 316 osób ocaleje tylko przypadkiem, gdyż sygnały SOS wysłane przed zatonięciem wzięto za podstęp japońskiej marynarki.

Podobnie jak tsunami i katastrofy równie malownicze są sztormy. I te zostały bohaterami w co najmniej kilku filmach. Niesamowity pokaz żywiołu morskiego dostaniemy w „Gniewie oceanu” (2000) Wolfganga Petersena z George’em Clooneyem i Markiem Wahlbergiem opowiadającym o huraganie Grace, który w 1991 roku zderzywszy się z innymi frontami pogodowymi w błyskawicznym tempie zasłużył na miano sztormu stulecia. Historia rozpaczliwej walki o przeżycie załogi kutra rybackiego Andrea Gail oraz dramatyczna akcja ratunkowa to absolutna klasyka jeśli chodzi o kino katastroficzne, w którym jest wszystko co potrzeba: olbrzymie, kłębiące się większe od statków bałwany, pioruny uderzające w wodę, porywisty wicher, a naprzeciw mały, żałosny tak naprawdę człowieczek w swoich łupinkach, któremu natura po raz kolejny przypomina o swej potędze.

„Czas próby" (Craig Gillespie 2016) opowiada o zdarzeniach mających miejsce nieco wcześniej, bo 18 lutego 1952 r. podczas uderzenia w wybrzeże USA potężnego sztormu niszczącego nadmorskie miasteczka i statki. Jednym z nich jest tankowiec Pendleton, którego sztorm dosłownie rozrywa na pół. Na pomoc tonącej jednostce spieszą członkowie Straży Przybrzeżnej pod dowództwem kapitana Berniego Webbera (Chris Pine). Ich drewniana łódź ratunkowa, wyposażona w marnej jakości silnik i kiepski sprzęt nawigacyjny, ma równie nikłe szanse w walce z żywiołem, jak ponad 30-osobowa załoga uwięziona w rufowej części statku, który pogrąża się w morskich odmętach. Głównym bohaterem filmu jest drugi mechanik Penletona, Ray Sybert (Casey Affleck), jedyny starszy oficer na pokładzie, który przejąwszy dowodzenie musi sprawić, by przerażeni marynarze porzucili animozje i wspólnie zawalczyli o życie.

O życie walczy dzielnie w „41 dni nadziei” (Baltasar Kormákur 2018) Tami Oldham (Shailene Woodley), która wraz ze swym chłopakiem, Richardem Sharpem, płynęła jachtem z Tahiti do San Diego w 1983 roku. Podczas rejsu trafili na huragan, który wraz z masztem i żaglami zmył z pokładu Richarda i dokonał strasznych zniszczeń jachtu. Mając do dyspozycji jedynie ster, kierując się położeniem gwiazd i słońca skrupulatnie racjonując jedzenie i wodę Tami próbuje dopłynąć do najbliższego portu.

Morska katastrofa która zainspirowała Hermana Melville'a do stworzenia powieści "Moby Dicka" jest też tematem filmu „W samym sercu morza” (Ron Howard 2015). Historia opowiada o mających miejsce zimą 1820 r. wydarzeniach, podczas których płynący z Nowej Anglii statek wielorybniczy Essex został zaatakowany przez gigantycznego kaszalota. Rozbitkowie staczają rozpaczliwą walczą o przetrwanie.

TOP10 filmów biograficznych o muzykach, pisarzach i politykachZobacz więcej

Ale nie trzeba wyruszać na morze by walczyć z wodnym żywiołem. W "Metrze" (Anton Megerdichev 2012) „żywiołowym” bohaterem jest rzeka, która wskutek nadmiernej rozbudowy centrum Moskwy, powoduje pęknięcia ściany tunelu metra i zaczyna wdzierać się szczelinami do budowli. To, że w pociągach metra giną setki pasażerów, a inni zostają zamknięci w pułapce może być jedynie preludium do większej katastrofy w postaci zalania całej sieci metra i zapadnięcia się centrum miasta pod ziemię. Ażeby katastrofie nadać osobistego wymiaru bohaterem filmu uczyniono lekarza, Andrieja Garina, który wraz z córką Ksenią podróżował pociągiem i teraz musi walczyć z żywiołem, próbując ratować córkę i innych pasażerów.

W „Powodzi” (Mikael Salomon 1998) kataklizm jaki nawiedza miasteczko Huntingburg, czyli powódź staje się dramatycznym tłem rabunku. Usiłują go dokonać bandyci, korzystając z tego, że miejscowy bank próbując ocalić gotówkę w postaci 3 mln dolarów umieszcza ją w opancerzonej furgonetce, którą mają wywieźć w bezpieczne miejsce konwojenci: Tom (Christian Slater) i jego starzejący się wuj Charlie. W drodze samochód utyka w podnoszącej się z minuty na minutę wodzie i wtedy właśnie przyjdzie im walczyć zarówno z bandytami jak i z żywiołem.

Film katastroficzny o końcu świata, czyli trzęsienie ziemi, zagrożenia z Kosmosu i tornada

Kiedyś czeka nas wprawdzie zderzenie galaktyk, wygaśniecie słońca i tym podobne, ale filmowcy a zwłaszcza ci z „Industrial Light&Magic” już teraz prorokują jak to może wyglądać. Kumulację katastrof najlepiej widać w filmie, który stał się niejako ilustracją proroctw Majów o tym, że w 2012 roku nastąpi koniec świata. W filmie Rolanda Emmericha “2012” z 2009 naukowcy odkrywają, że zmiany na Słońcu, czyli silne burze i zawirowania mogą doprowadzić do katastrofalnych wydarzeń na naszej planecie. I tak się właśnie dzieje, a Ziemię zaczynają w szybkim tempie nękać tsunami, trzęsienia ziemi i huragany...

W „Dniu zagłady” (Mimi Leder 1998) ludzkość usiłuje przygotować się na uderzenie komety, która może doprowadzić do całkowitej zagłady świata. W międzyczasie grupa astronautów usiłuje powtrzymać pędzący obiekt za pomocą głowic nuklearnych, jednak udaje się to tylko częściowo. Gdy dochodzi do uderzenia w ocean oderwanej części obiektu, potężna fala tsunami zalewa wybrzeże i wdziera się w głąb lądu. Oprócz bardzo widowiskowych sekwencji wielkiego potopu, film zawiera kilka ciekawych wątków z pogranicza dramatu familijnego jak i interesujący aspekt dotyczący dylematu: jeśli nie możemy uratować wszystkich, to jakie kryteria zastosować, by wybrać tych którzy ocaleją?

By zapobiec katastrofie, jakiej przedsmakiem są uderzenia w Ziemie olbrzymich odłamków gigantycznej asteroidy, które i tak dewastują największe światowe metropolie, szef NASA wpada na pomysł wysłania na asteroidę promu kosmicznego, którego członkowie przewiercą ją i umieszczą w otworach ładunki wybuchowe. Ich wybuch powinien spowodować zmianę trasy lotu planetoidy, tak by nie uderzyła w Ziemię. Śmiałkowie, a są nimi specjaliści w dziedzinie wiertnictwa pod dowództwem Harry’ego Stampera (Bruce Willis), mają niewiele czasu, bo 18 dni, by odbyć przyspieszone szkolenie, wyruszyć w Kosmos i zmienić losy świata. Oczywiście dzieje się to w filmie „Armageddon" (Michael Bay 1998)

Katastrofę w postaci olbrzymiego pęknięcia w pokrywie lodowej w filmie „Lodowe trzęsienie” (Paul Ziller 2010) powoduje gaz ulatniający się z olbrzymich złoży metanu zalegających pod powierzchnią Alaski. Bohater filmu Michael Webster (Brendan Fehr) i jego żonę Emily (Holly Elissa) nagłe pęknięcie ziemi oddziela od ich dzieci, które muszą znaleźć zanim nastąpi eksplozja złóż gazu.

Jedyną córkę próbuje też uratować bohater „San Andreas” (Brad Peyton 2015) Ray (Dwayne Johnson), pilot helikoptera ratunkowego i jego żona Emma (Carla Gugino), z którą nie utrzymywał kontaktów. Oboje muszą zjednoczyć siły, by po dotarciu do San Francisco odszukać córkę, która wraz z przyjaciółmi przeżyła potężne trzęsienia ziemi o sile 9 stopni w skali Richtera, spowodowane przesunięciem się, cieszącego się złą sławą uskoku San Andreas w Kalifornii.

W “The Quake. Trzęsienie ziemi” (John Andreas Andersen 2018) Kristian Eikjord – geolog, bohater znany nam już z „Fali” usiłuje przestrzec władze Oslo przed katastrofą, podobna do tej jaka nawiedziła to miasto w 1904 roku, kiedy to wielu ludzi zginęło w wyniku trzęsienia ziemi ocenianego na 5,4 w skali Richtera. Jednak badania jego kolegi po fachu, który odnotowuje nieoczekiwane wstrząsy w stolicy kraju nie robią na władzach wrażenia. Film jest wprawdzie filmem katastroficznym, ale na pierwszym miejscu stawia rodzinny dramat człowieka, który boryka się z traumą, rzutującą na jego relacje z rodziną. Trzeba powiedzieć, że film pomimo jego niskobudżetowości (w porównaniu z wielkimi wytwórniami amerykańskimi), wiele im nie ustępuje. Więcej za to w nim napięcia i grozy wynikającej z nieuchronnego końca.

W “Epicentrum” (Steven Quale 2014) podobnie jak w „Twisterze”, tornado pustoszy miasteczko w efektownym tańcu trąb powietrznych łączący się w splątane łańcuchy, a zafascynowani nimi łowcy burz podążają za żywiołem, by sprawdzić w jakim kierunku się przemieści i oczywiście sfilmować je. Oglądany żywioł udaje "rejestrowany na żywo" dzięki czemu mamy choć minimalne wrażenie bycia świadkiem i zbliżenia się do destrukcji.

TOP10 filmów o apokalipsie. Który najlepszy?Zobacz więcej

Film katastroficzny o zlodowaceniu, czyli idealna katastrofa na ochłodę

Dziura ozonowa kojarzy się nam z ociepleniem klimatu, tymczasem w filmie Briana Trencharda-Smitha „Arktyczny podmuch” (2010) jest dokładnie na odwrót: przez dziurę ową – podczas zaćmienia Słońca – wdziera się chmura lodowatego powietrza gdzieś z kosmicznych otchłani. Chmura przemieszcza się po naszej nieprzygotowanej na taką ewentualność planecie i zieje mrozem. Giną ludzie, zamarzają rośliny, cieszą się pingwiny. Świat może ocalić jedynie znakomity fizyk Jake Tate, który boryka się właśnie z problemami osobistymi. O „genialności” pomysłu z atakującą Ziemię mroźną chmurą lepiej się nie rozpisywać, skupmy się więc na samej realizacji. A ta, o dziwo, nie jest aż tak katastrofalna. Plusem są paradoksalnie braki w budżecie, bo efekty specjalne są zamiast wybuchowe… ładne! Zwłaszcza gdy w ułamku sekundy zamarzają ludzie, którzy pokrywają się estetyczną szadzią, jaka upiększa zimowe łąki o poranku.

Podobny motyw występuje w podobnie absurdalnym filmie „Zlodowacenie” (Travis Fort 2011) , w którym gigantyczny wybuch wulkanu na Islandii powoduje odłamanie się części lodowca, który zaczyna się przemieszczać i w krótkim tempie wywołuje nastanie epoki lodowcowej.

Badania zmian klimatycznych, jakie zachodziły na Ziemi w ciągu ostatnich 10 000 lat, doprowadzają naukowca Jacka Halla (Dennis Quaid) bohatera filmu „Pojutrze” (Roland Emmerich 2004) do wniosku, że naszej planecie grozi epoka lodowcowa. Hall sądzi, że stanie się to w ciągu 50-100 lat, tymczasem natura szykuje niemiłą niespodziankę i Ziemią już teraz wstrząsa seria kataklizmów: Tokio zasypuje potężnych rozmiarów grad, na Hawajach szaleje huragan, tornado niszczy Los Angeles, a Nowy Jork zamienia się w krainę śniegu i lodu. W tymże Nowym Jorku, na najwyższych piętrach biblioteki na Manhattanie zostaje uwięziony wraz z kolegami syn Halla, Sam (Jake Gyllenhaal). Przebywający w Waszyngtonie ojciec nie zwlekając spieszy mu na ratunek. „Pojutrze” należy bezwzględnie zobaczyć przede wszystkim z uwagi na fenomenalne efekty specjalne – sceny szybko zamarzającego Nowego Jorku czy ujęcia słynnego napisu „Hollywood” spływającego z nurtami spienionych wód zalewających Los Angeles należą bezsprzecznie do najbardziej imponujących we współczesnym kinie.

Filmy katastroficzne o pożarach

Ten rozdział musi otworzyć najbardziej klasyczny film o pożarze w dziejach kina, czyli słynny "Płonący wieżowiec" (Irwin Allen, John Guillermin 1974), którego akcja toczy się podczas eleganckiego bankietu będącego zarazem hucznym otwarciem największego w świecie drapacza chmur, którego budowę właśnie ukończono. Tymczasem architekt projektu Doug Roberts (Paul Newman) odkrywa zaniedbania i nadużycia przy wykonywaniu instalacji elektrycznej drapacza chmur, zatajone przez głównego inwestora. Na jednym z wyższych pięter wieżowca wybucha pożar, uniemożliwiający ewakuację zaproszonych gości. Na miejsce katastrofy przybywa straż pożarna pod wodzą Michaela O'Hallorhana (Steve McQueen). Rozpoczyna się nierówna walka z żywiołem w błyskawicznym tempie rozprzestrzeniającym się po całym budynku. Dzięki bardzo dobrym efektom specjalnym, klaustrofobicznym klimacie, napięciu z narastającym uczucie paniki włącznie i świetnym kreacjom aktorskim film jest absolutną pozycją obowiązkową dla miłośników filmów katastroficznych.

Choć dzieje się na wodzie to o wybuchu płuczki (mieszanki błota i ropy naftowej) i gazu na platformie oraz pożarze, w wyniku którego doszło do gigantycznego wycieku ropy będącego największą katastrofą ekologiczną XXI wieku opowiada film „Żywioł. Deepwater Horizon” (Peter Berg 2016). Film z Markiem Wahlbergiem w roli głównej jest dosyć wiernym obrazem niefrasobliwości i zaniedbań w wyniku których doszło do samej katastrofy, która pochłonęła życie 11 osób z liczącej 126 ludzi załogi.

15 najlepszych filmów o porwaniach [GALERIA]Zobacz więcej

Również w „Płonącej pułapce” (Jay Russell 2004) głównym bohaterem jest jeden z członków ekipy ratowniczej, strażak Jack Morrison (Joaquin Phoenix) który podczas ewakuacji rannego z płonącego silosa spada wraz z niestabilną podłogą. Koledzy z zespołu śpieszą mu na pomoc. Oprócz „ludzkich” bohaterów, prawdziwym bohaterem filmu jest – co warte uwagi – autentyczny ogień, a nie ogniopodobne efekty specjalne. Niezwykle widowiskowe sekwencje gaszenia pożarów trzymają w napięciu i są tak adrenalinowe, że chce się powrócić do wymarzonej w dzieciństwie dzięki lekturze „Jak Wojtek został strażakiem?” profesji.

Akcja ratunkowa byłaby niemożliwa w filmie „Tylko dla odważnych” (Joseph Kosinski 2017) przedstawiającym okoliczności tragedii jaka wydarzyła się 30 czerwca 2013 r. podczas gaszenia pożaru lasów w okolicach Yarnell w Arizonie, kiedy to śmierć poniosło dziewiętnastu z dwudziestu członków elitarnej strażackiej załogi Granite Mountain Hotshots dowodzonej przez Erica Marcha (Josh Brolin). Film opowiada o kilku miesiącach poprzedzających tę akcję, różniącą się od poprzednich ogromną skalą i dynamiką przemieszczającego się ognia, który tym razem okazał się szybszy niż najlepiej wyszkolona jednostka.

Sprawdźmy jakie sposoby zgładzenia ludzkości (lub jej części) kryją w zanadrzu filmowcy!

Zobacz galerię

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×