"Fisheye" [RECENZJA]. Julia Kijowska i Piotr Adamczyk w nowym polskim filmie na Netflix. Warto obejrzeć?

"Fisheye" Michała Szcześniaka to jedna z ofiar ponownego zamknięcia kin z powodu pandemii COVID-19. Film, który swoją premierę miał na festiwalu Młodzi i Film 2020, prawie rok leżał na półce, aż w końcu produkcją zainteresowała się platforma Netflix. Nie zainteresowali się za to raczej widzowie. Dlaczego? Sprawdźcie naszą recenzję "Fisheye".

Multimedia

"FISHEYE" - RECENZJA

"Fisheye" dla wielu było odkryciem ubiegłorocznego festiwalu Młodzi i Film w Koszalinie. Film został dobrze przyjęty przez dziennikarzy oraz widzów. Do tego Julia Kijowska zdobyła nagrodę za główną rolę kobiecą. Brzmi jak wymarzony start przed ogólnopolską premierą? Owszem, tyle, że na razie film - będący w ofercie Netflix - przechodzi bez większego echa. Ot, po raz kolejny festiwalowa bańka zderzyła się z rzeczywistością. I ja to niestety rozumiem, bo za bardzo nie ma o czym tutaj mówić.

Pełnometrażowy debiut Michała Szcześniaka ma świetny punkt wyjścia. Młoda kobieta (Julia Kijowska) znika w tajemniczych okolicznościach; bliscy odchodzą od zmysłów, nie wiedzą, co się stało, a tymczasem dziewczyna zostaje porwana i uwięziona w... mieszkaniu obok, gdzie niejako za karę musi obserwować przez wizjer mieszkanie swojego partnera, który stara się jakoś żyć. Dlaczego ktoś ją porwał? W jakim celu? No i zaczynają się schody...

A mogło być tak pięknie! Intrygujący początek niestety z każdą kolejną minutą jest wręcz zarzynany przez absurdalny scenariusz, który nie tylko błyskawicznie ujawnia osobę porywacza (tego głosu po prostu nie da się podrobić), to jeszcze bardzo szybko można się zorientować, kim on jest dla głównej bohaterki. I cały misterny plan w... Ech, to przykre, że film, który miał ambicję bycia pasjonującym thrillerem, momentalnie zamienia się w telenowelę.

Wielu widzów może zastanawiać się, o czym tak naprawdę jest "Fisheye"? Moralitet? Być może, chociaż taniutki i wyzuty z wszelkich emocji. Jako widza niezbyt obchodzą mnie losy głównej bohaterki i właściwie zainteresowała mnie jedynie scena szaleńczego tańca, która - w odróżnieniu od całej reszty - przynajmniej jest jakaś. Tam przez moment widać energię, widać zalążki pomysłu, ale to niestety za mało, jak na pełny metraż.

"Fisheye" to podręcznikowy przykład zmarnowanego potencjału. Był tutaj pomysł na początek filmu i zakończenie, ale kompletnie zabrakło środka. Nuda i przewidywalność położyły całość. Właściwie można odnieść wrażenie, że to materiał na krótki metraż, a nie niemal stu minutową fabułę. Szkoda, bo Julia Kijowska próbowała dać z siebie wszystko, a zdjęcia i kolory potrafiły cieszyć oko. Tylko lepszego scenariusza brak.

Ocena: 4/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×