"Gladiator". Śmierć jest niczym, gdy wolność jest wszystkim [RECENZJA]

Cesarz Marek Aureliusz chce uczynić generała Maksimusa swoim następcą. Nie podoba się to prawowitemu dziedzicowi Kommodusowi, który postanawia pozbyć się rywala. Maksimus trafia do niewoli.

Multimedia

NASZA OCENA: 10/10

Rzadkie połączenie walorów widowiskowych i artystycznych, godne pięciu Oscarów. Film od pierwszych do ostatnich kadrów każe zapomnieć, że siedzimy przed ekranem, wciąga bez reszty w wir wydarzeń umiejscowionych przez scenarzystów w Rzymie u schyłku drugiego stulecia naszej ery.

W tamtej epoce do ulubionych rozrywek Rzymian należały walki gladiatorów. Cesarstwo było usiane szkołami, w których muskularni niewolnicy zyskiwali – dzięki morderczym ćwiczeniom tężyzny fizycznej – szansę zdobycia sławy. Zdobywali ją, o ile później na arenach, przed żądnym krwawych igrzysk tłumem, udawało im się pokonać przeciwników. Sława trwała zazwyczaj krótko, bo krótkie było życie gladiatorów. Raczej prędzej niż później każdy trafiał na silniejszego przeciwnika i widział opuszczony w dół kciuk władcy zasiadającego na trybunach, oznaczający: „dobić!”. Nawiązujący do tego zwyczaju obraz XIX-wiecznego malarza francuskiego Jeana-Leona Gerome’a, zatytułowany właśnie „Kciuk w dół” („Pollice verso”), zainspirował Ridleya Scotta do nakręcenia „Gladiatora”. Kathleen Coleman z Uniwersytetu Harvarda, konsultantka historyczna filmu, twierdzi, że w czasach Cesarstwa Rzymskiego, kiedy jeszcze nie rozprzestrzeniło się chrześcijaństwo, a wraz z nim wiara w życie na tamtym świecie, chcąc zyskać pośmiertną chwałę, trzeba było szczególnie zasłużyć się na tym świecie, w życiu doczesnym. Stąd brała się paradoksalna – w obliczu nieuchronnej przedwczesnej śmierci – popularność gladiatorskiego rzemiosła. Na arenie przeciwnikiem gladiatora nie zawsze był inny gladiator. Często przychodziło im walczyć ze zwierzęcymi bestiami – lwami lub tygrysami – dlatego Rzym obfitował również w hodowle dzikich zwierząt i swoiste ogrody zoologiczne.

Akcja filmu rozpoczyna się w 180 roku n.e. Waleczny dowódca rzymskich legionów generał Maximus (Russell Crowe) zwycięża w bitwie barbarzyńskich Germanów. Umierający cesarz Marek Aureliusz (Richard Harris) prosi go, aby po jego śmierci objął władzę w Rzymie. Zazdrosny, nieobliczalny syn Marka Aureliusza, Kommodus (Joaquin Phoenix), ubiega Maximusa: zabija ojca i samozwańczo obwołuje się cesarzem. Zły na Maximusa za odmowę złożenia przysięgi wierności, pozbawia życia żonę i syna generała. Maximus, któremu udaje się ujść z życiem, ciężko ranny trafia na targ niewolników, a stamtąd do szkoły gladiatorów w Afryce. W życiu legionisty rozpoczyna się nowy rozdział. Tymczasem Kommodus planuje wielkie igrzyska gladiatorskie w mogącym pomieścić 50 tysięcy widzów Koloseum…

Epicki film Scotta ukazuje jednak nie tylko losy Maximusa i świat gladiatorów. Z rozległego tła wyłania się Rzym przeżarty korupcją, dekadencją i spiskami. Jest to też opowieść o niezłomnym żołnierskim etosie, ucieleśnianym przez tytułowego bohatera. Dlatego kreacja Russella Crowe’a, aczkolwiek znakomita i godna Oscara, którą została uhonorowana, chwilami wydaje się jednak nazbyt monumentalna, wzniosła, może nawet patetyczna.

Warto zwrócić uwagę na znakomite role epizodyczne, zwłaszcza Dereka Jacobiego jako senatora Grakchusa, przeciwstawiającego się tyranii Kommodusa, a także Olivera Reeda, który w „Gladiatorze” po raz ostatni pojawił się na ekranie – w roli właściciela szkoły gladiatorów. Wybitny aktor zmarł w trakcie realizacji filmu, w kilku scenach trzeba go było zastąpić dublerem i zabiegami komputerowymi. O epickim rozmachu „Gladiatora” świadczą liczby. Zdjęcia do filmu trwały pół roku. Samą bitwę z germanami inscenizowano miesiąc, wystrzeliwszy w tym czasie 10 tysięcy zwyczajnych i 16 tysięcy płonących strzał. Sporządzono 2500 kopii broni różnego rodzaju, głównie mieczy i włóczni. Uszyto 10 tysięcy kostiumów, w tym 500 tunik gladiatorów.

„Gladiator” łączy ukłon w stronę hollywoodzkich superprodukcji historycznych sprzed półwiecza (pierwszy od „Spartakusa” Kubricka z 1960 r., prestiżowy film o gladiatorach) z najnowocześniejszą technologią. Dekoracja odtwarzała tylko niższe kondygnacje Koloseum, resztę wygenerował komputer. Jego dziełem jest też uzupełnienie 20 tysięcy statystów na trybunach 30 tysiącami wirtualnych widzów.

Na szczęście technika nie zdominowała fresku Scotta. Została użyta jedynie jako środek do celu, którym było stworzenie pasjonującej opowieści o człowieku i wyzwaniach, przed jakimi postawiła go epoka. I cel ten osiągnęli, a ich trud wynagrodziło pięć Oscarów, wśród nich ten najważniejszy: dla najlepszego filmu. Oprócz aktorstwa Russella Crowe’a statuetkami uhonorowano także kostiumy, efekty specjalne i dźwięk.

Piotr Radecki

Film kostiumowy USA 2000, reż. Ridley Scott

"Gladiator". Sprawdź datę emisji w telewizji

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Jd (gość)

    Jebać disa

    07.01.2020 11:39
  • E" (gość)

    Klasyk ,Oraz najleosza rola Ruusella Crowa

    25.12.2019 16:53
  • John89 (gość)

    Wybitny film, nie tylko pod względem artystycznym, ale również na uwagę zasługuje jego przesłanie. Pozycja obowiązkowa dla każdego kinomana.

    22.09.2017 14:12
  • Leo70 (gość)

    Najpiekniejszy film wszechczasow

    03.09.2017 19:15

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×