"Gorący temat" [RECENZJA]. Mocny film o molestowaniu seksualnym czy zmarnowana szansa na ważne kino?

"Gorący temat" wygląda trochę jak produkt, który pieczołowicie przygotowywano na sezon przeróżnych filmowych nagród, jednak finalnie tytuł jest wyróżniany jedynie w kategoriach aktorskich. Coś ewidentnie poszło nie tak... Sprawdzamy, co nie do końca wybrzmiało w obrazie Jaya Roacha.

Multimedia

"GORĄCY TEMAT" - RECENZJA

Molestowanie seksualne - zdecydowanie jeden z najgorętszych tematów ostatnich lat i jednocześnie przyczynek do niezrozumiałej dyskusji czy "niewinne" klepnięcie można uznać za naruszenie nietykalności intymnej. Oczywiście, że można, a nawet trzeba, więc ciągle dziwię się, że niektórzy są w stanie bronić heheszkowych zalotów, komplementowania na siłę czy próby dotknięcia obcej osoby. Na to nie powinno być zgody, więc niewątpliwie "Gorący temat" trafia na podatny grunt, a przy okazji może uświadomić wielu widzom coś istotnego.

I chwała twórcom za to, jednak w tym momencie plusy się kończą, ponieważ autorzy przechodzą do wręcz encyklopedycznego odtwarzania wydarzeń, jakie rozgrywały się przez wiele lat w kuluarach stacji FOX News, gdzie wszechmocny i potężny Roger Ailes (John Lithgow) korzystał ze swoich pracownic w sposób dosłowny. Jeżeli akurat z jakąś się nie przespał, nie zaproponował awansu za seks (nie wprost) lub nie dotknął jej ciała, to chociaż innym narzucał specjalny dress code. W końcu trzeba widzów przyciągnąć przez teleodbiorniki, a prymitywne instynkty działają najlepiej, więc im krótsza spódniczka, tym wyższe wskaźniki oglądalności.

Szkoda, że jednocześnie w tym wszystkim nie ma życia. Wytapetowana Charlize Theron jako Megyn Kelly i Nicole Kidman jako Gretchen Carlson może i są niemalże kopiami 1:1 swoich pierwowzorów, ale brakuje w tych bohaterkach jakiegoś pazura. Są totalnie nijakie, przez co ich losy traktuję z obojętnością. Dużo więcej werwy ma Margot Robbie, która symbolizuje bezimienne ofiary szefa FOX News. Właściwie to dość ironiczne, że najlepiej nakreśloną postacią, w dodatku - jakkolwiek ironicznie to brzmi - tryskającą niejednoznacznością, jest filmowy Roger Ailes. Lithgow stworzył bohatera, który jest jakiś i wywołuje emocje, czego o dwóch czołowych gwiazdach "Gorącego tematu" powiedzieć nie można.

"Gorący temat" miał szansę być dobrym filmem, jednak nie sam temat zdobi produkcję. Niestety finalnie dzieło według scenariusza autora skryptu do "Big Short" jest zaledwie poprawną produkcją, gdzie ważniejsze jest odhaczanie kolejnych punktów z Wikipedii, zamiast skupienie się na konkretnej akcji i jakiejkolwiek głębi bohaterów. Za dużo nudy i taniej publicystyki, a za mało emocji i energii.

Ocena: 5/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 22 stycznia 2020 roku.

Zobacz galerię

Źródło: Dzień Dobry TVN/x-news

Komentarze

Skomentuj
  • Gość (gość)

    Byłem dzisiaj w kinie na tym filmie i żałuję że nie poszedłem na Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa

    23.01.2020 00:11

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×