"Groźne kłamstwa" [RECENZJA]. Umysł biedaka zawsze będzie biedny. Słaby scenariusz i fatalna Camila Mendes, czyli kolejny kiepski film Netflix

Raper Bosski Roman nawinął kiedyś "Umysł biedaka zawsze będzie biedny, jak zobaczy pieniądz wyda mu się zbędny". To zdanie idealnie opisuje nie tylko zachowanie głównych bohaterów filmu "Groźne kłamstwa", ale też pasuje do scenariuszowej biedy nowego filmu Netflix.

Multimedia

"GROŹNE KŁAMSTWA" - RECENZJA

"Groźne kłamstwa" zapowiadane były jako trzymający w napięciu thriller, ale szybko orientujemy się, że nowy film Netflix to tylko ubogi krewny dobrego "Na noże". Punkt wyjścia nawet ma minimalny potencjał: młode małżeństwo (Camila Mendes + Jessie T. Usher) próbuje pielęgnować swoją miłość i wiązać koniec z końcem. Łatwo nie jest; ona pracuje jako kelnerka, on próbuje skończyć studia. Traf chce, że niewiasta imieniem Katie będzie wkrótce zmuszona zmienić pracę, a inteligentny młodzieniec o imieniu Adam rzuci studia, aby zarobić chociaż trochę grosza. Trudna sytuacja życiowa zaprowadzi oboje do domu zamożnego, acz samotnego, pana Wellsley'a (Elliott Gould), dla którego Katie będzie opiekunką, a Adam zajmie się ogrodem. Coś jednak zaburzy ten układ...

O ile sam punkt wyjścia dla tej historii wydaje się ciekawy, tak przy kolejnych schematach oraz stereotypach można wyłącznie łapać się za głowę. Główni bohaterowie filmu na każdym kroku podkreślają jak trudno im w życiu, jak ledwo dają sobie finansowo radę, aby chociaż mieć na rachunki oraz zalanie paliwem starego Volvo, aczkolwiek gdy na nich popatrzymy, to za żadne skarby nie zobaczymy ludzi dla których płynność finansowa jest marzeniem, lecz modne dzieciaki rodem z "Riverdale", gdzie ciuch musi być elegancki i kolorowy. Dodajmy do tego, że mieszkają w ładnym, zadbanym i dużym mieszkaniu, które z niewiadomych przyczyn Adam nazywa norą. No cóż, skoro pracują za grosze i stać ich na takie mieszkanko, to chyba trzeba pomyśleć o przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych.

Scenariusz "Groźnych kłamstw" jest równie biedny, co główni bohaterowie, więc widzowie szybko zaczną łączyć ze sobą kropki i zorientują się, kto jest dobry, a kto zły. W tym filmie nie ma miejsca na większe zaskoczenia, a jeżeli już jakieś się pojawiają, to zbyt wiele wspólnego z logiką nie mają. Ale czemu scenarzysta David Golden miałby się tym przejmować, prawda? Najgorsze jest zakończenie, gdzie ZŁY musi wyjaśnić DOBREMU, dlaczego tak źle postępuje, przy okazji wykładając krok po kroku całą intrygę, coby... a zresztą, nie będę spoilerować. Połowa 2020 roku, a scenarzyści wciąż stosują takie zabiegi, to zwyczajnie niesmaczne. Ciarki żenady i niekontrolowany śmiech jednocześnie. Zresztą scen, w których miałem podobne odruchy jest wiele.

Sytuacji nie ratują aktorzy. Camila Mendes ma ładną buzię oraz brzuch, który chętnie eksponuje, ale niewiele ma aktorsko do zaoferowania widzom. Gra dokładnie tak samo i właściwie to samo, co w "Riverdale". To po prostu Veronica, nawet stylówka zbytnio się nie zmieniła. Trudno komplementować również Jessiego T. Ushera, ponieważ młody aktor nie zrobił nic, abym jako widz uwierzył, że jego bohater rzeczywiście jest takim kretynem, jak życzy sobie tego scenariusz. Zero emocji.

Czy warto obejrzeć "Groźne kłamstwa"? Jeżeli chcecie stracić ponad półtorej godziny i nie interesują was filmy, w których ważny jest dobry scenariusz i aktorstwo, to śmiało. Tutaj nie ma niczego interesującego ani intrygującego. Reżyser filmu Michael Scott do tej pory parał się kręceniem telewizyjniaków i dokładną taką samą jakość zaprezentował w "Groźnych kłamstwach". Słabo.

Ocena: 3/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 3 maja 2020 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Cebularecenzja (gość)

    Oglądając film ludzie skupiają się na emocjach i wartościach, które przekazuje. Ale auto recenzji skupia się na szkolnym reżyserstwie. Dlatego zawsze będzie tylko recenzentem, a nie na przykład reżyserem. Tu chodzi o ludzkie emocje, o zrozumienie jakie są mechanizmy obronne, co składa się na odpowiedni wpływ emocjonalny.

    07.05.2020 00:54
  • Typowa Cebularecenzja (gość)

    Ludzie lubią oceniać. Ludzi, samochody, filmy, rzeczy. Ten film na pewno trzyma w napięciu od początku do końca. Gdyby został wydany 20 lat temu i był sygnowany popularnym reżyserem to autor tej recenzji dałby 10/10. Zero profesjonalizmu, podejście do oceny płytkie, bez wgłębiania się w emocje, a ocenianie "szkolnej" kinematografii. To film dla millenialsow, nie starych recenzentów.

    07.05.2020 00:52
  • Ewa (gość)

    I kto Pana zrobił redaktorem?

    03.05.2020 20:33
  • Ewa (gość)

    W Polsce robi się wszystko żeby portale zagraniczne nie miały prawa bytu. Żałosne.

    03.05.2020 20:24

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×