"Honor wojownika". Efekciarskie połączenie kina kopanego z westernem [RECENZJA]

Wizualnie i dźwiękowo „Honor wojownika” to majstersztyk. Obraz ma niesamowitą głębię i jest cudownie odrealniony jeśli chodzi o barwy. A ścieżkę dźwiękową cechuje duża doza twórczego szaleństwa.

Multimedia

NASZA OCENA: 7/10

Sngmoo Lee zafundował nam komiksową opowieść zawierającą typowe składniki filmów akcyjnych z Hongkongu, westernów Sergia Leone i kostiumowych widowisk wuxia spod znaku „Przyczajonego tygrysa…” (to ostatnie dotyczy choreografii walk). Całość niby to oparta na wschodniej legendzie, ale zdecydowanie bliższa światu wykreowanemu na użytek komputerowej gry. Głównym bohaterem jest perfekcyjny zabójca Yang, który kolejno eliminuje wrogów z innego klanu. W chwili słabości (czytaj: w przebłysku człowieczeństwa) ratuje niemowlaka, córkę członka owego klanu. Teraz przed zemstą ziomków musi uciekać z Azji do Ameryki. Zatrzymuje się w zapomnianym przez świat miasteczku, którego mieszkańców nęka banda złoczyńców. Yang wspólnie z trupą wędrownych artystów, miejscowym alkoholikiem i dziewczyną, która zapała do niego uczuciem, rzuci bandzie wyzwanie. Ale wkrótce okaże się, że jego klan o nim i jego zdradzie bynajmniej nie zapomniał…

Takie filmy albo się kocha, albo je odrzuca – fabuła jest naiwna, podbudowane pseudomistyczną otoczką wątki plączą się i gmatwają niemiłosiernie. Mocno przerysowani bohaterowie pochodzą z różnych bajek, a przemoc ma coś z klimatu średniowiecznego karnawału. Zdjęcia jednak urzekają pięknem, są dopieszczone i wysmakowane plastycznie, reżyser co chwila puszcza oczko do widza, a choreografia walk wywołuje jednocześnie zażenowanie i podziw. Fani postmodernistycznych hybryd gatunkowych będą zadowoleni.

Beata Cielecka

"Honor wojownika" w tv - sprawdź datę emisji.

WRÓĆ DO PROGRAMU TV!

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×