"Jak najdalej stąd" [RECENZJA]. Polskie marzenia o VW Passacie B5, czyli współczesne kino moralnego niepokoju. Świetny debiut Zofii Stafiej w nowym filmie Piotra Domalewskiego!

Piotr Domalewski drzwi do polskiego kina wyważył mocnym kopniakiem. Jego "Cicha noc" przez wielu została uznana za jeden z najważniejszych debiutów ostatnich lat i trafną diagnozę Polski oraz polskości. Poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko, ale na szczęście swoim drugim filmem pt. "Jak najdalej stąd" młody reżyser potwierdza, że kapitalny debiut nie był dziełem przypadku. Domalewski to czujny obserwator i kronikarz życia zwykłych Polaków.

Multimedia

"JAK NAJDALEJ STĄD" - RECENZJA

Irlandia to dzisiaj praktycznie druga Polska. Zaryzykuję stwierdzenie, że większość z nas zna kogoś, kto był, jest, bądź planuje wyjechać za chlebem poza granice naszego kraju, a Irlandia to jeden z najczęściej wybieranych zarobkowych kierunków. Jedziesz do Dublina i słyszysz język polski na co drugiej ulicy, normalnie.

W jednej ze scen "Jak najdalej stąd" główna bohaterka filmu, Ola (Zofia Stafiej), mówi, że "ma z ojcem taki układ; on nie wie co u niej, ona nie wie, co u niego". To, gorzkie w swojej wymowie, zdanie wiele mówi o sytuacji wielu polskich rodzin, które zostały rozbite przez własną sytuację ekonomiczną. Dzieci wychowane bez ojców, małżonkowie prowadzący podwójne życie i wracanie do domu wyłącznie na święta - to dla wielu codzienność. Nie tylko Polaków, ale też Ukraińców, co zauważa sam Domalewski; podczas, gdy my jeździmy za pracą na Wyspy, w Polsce zastępują nas obywatele Ukrainy, godząc się na jeszcze niższe niż wcześniej stawki. Spirala absurdu się zacieśnia.

Chociaż Ola ma dopiero 17 lat, to życie szybko zrobiło z niej dorosłą, praktycznie pozbawiając beztroskiego dzieciństwa. Od najmłodszych lat musiała, wraz z matką, wychowywać chorego brata, stopniowo zastępując w domu ojca, który co miesiąc przesyłał trochę, zarobionych na irlandzkiej budowie, euro. Tylko tyle i aż tyle. Nie da się być rodzicem w trybie korespondencyjnym, ale pieniądze piechotą też nie chodzą. Albo być, albo mieć. Wieczny dylemat.

W pogoni za lepszej jakości życiem łatwo o dekoncentrację. Jeden błąd, chwila nieuwagi, niedopatrzenie, może zmienić wiele. Szczególnie, gdy człowiek znajdzie się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, dokładnie tak, jak ojciec Oli. Wypadek na budowie, chwila, moment, chłopa nie ma, pokój jego duszy. I wtedy okazuje się, że śmierć nie jest zwieńczeniem kłopotów, a dopiero początkiem; ciało samo się do Polski nie przetransportuje, a wszelkie formalności mogą przerosnąć niejednego dorosłego, a co dopiero wysłaną po raz pierwszy za granicę nastolatkę. Prawdziwa szkoła życia.

"Cicha noc". Mocny cios w nasze polskie mordyZobacz więcej

Domalewski całej sytuacji przygląda się niczym dokumentalista. Jego kamera jest blisko głównej bohaterki, rejestrując wszystkie jej emocje, zarówno te, które w końcu eksplodują, jak i te, które skrywa głęboko wewnątrz siebie. Ból miesza się z fascynacją odkrywania nowej rzeczywistości, a poczucie straty zostaje zderzone ze świadomością, że ojciec właściwie był obcą osobą, o której więcej wiedzą jego koledzy z pracy. Dominująca na ekranie szarość może na pierwszy rzut oka być przybijająca, jednak paradoksalnie Domalewski wydobywa z niej dużo kolorytu. Szanuje swoich bohaterów i pokazuje Polskę taką, jaka jest naprawdę. Czasem uboga, czasem przaśna, czasem do bólu przeciętna, ale nasza. Nie dzieli na lepszych i gorszych, nie klasyfikuje, jedynie portretuje to, co widzi, a jest to życie pozbawione makijażu, które dostało kilka razy w twarz od losu, ale mimo wszystko idzie dalej i prze do przodu. Siniaki w końcu znikną, a przyszłość może okaże się lepsza.

Absolutnym odkryciem "Jak najdalej stąd" jest młodziutka Zofia Stafiej, na której barkach opiera się cały film. Urodzona w 1999 roku studentka Wydziału Aktorskiego PWSFTviT w Łodzi niemal nie schodzi z pierwszego planu, kamera jest praktycznie cały czas skupiona na niej. Jej każdy gest, ruch, spojrzenie są rejestrowane. Łatwo wtedy o błąd, ale Stafiej działa bez kompleksów, tworząc postać, wewnątrz której walczą ze sobą rozum i serce oraz dorosłość i nastoletnia naiwność. Jest w tym precyzyjna, doskonale żonglując niepewnością, strachem i bezczelnością. Świetny debiut.

"Jak najdalej stąd" Piotra Domalewskiego to współczesne kino moralnego niepokoju i jednocześnie opowieść o nas samych. Słowa klucze: Polak, emigracja, rodzina. To film o małych marzeniach, takich jak prawo jazdy i VW Passat B5. Ale to też film o zerwanych więziach rodzinnych i tym, kim jesteśmy naprawdę. Domalewski nawiązuje do tego, co przedstawiał już zarówno w "Cichej nocy", jak i krótkim "60 kilo niczego", ale tym razem robi to trochę z innej perspektywy i przy akompaniamencie innych emocji. "Jak najdalej stąd" to prawdziwy obraz parszywej rzeczywistości. Bez glamouru. Bez upiększania. Sama prawda, z której na szczęście przebija się także nadzieja.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 29 sierpnia 2020 roku.

"JAK NAJDALEJ STĄD" W KINACH POJAWI SIĘ 25 WRZEŚNIA

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • fdh (gość)

    Jest jakaś nagość w tym filmie?

    25.09.2020 21:27

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×