Jeździec znikąd - film, recenzja, opinie, ocena

Ameryka, połowa XIX w. Kraj dynamicznie się rozwija, trwa budowa linii kolejowej łączącej wschodnie i zachodnie wybrzeże.

Multimedia

NASZA OCENA: 4/5

John Reid (Armie Hammer), przepełniony szlachetnymi ideałami nowojorski prawnik, zbiegiem okoliczności dołącza do grupy strażników prawa na Dzikim Zachodzie i razem z nimi wyrusza w pościg za groźnym przestępcą Butchem Cavendishem (William Fintcher). Kompletnie nie pasuje do tych ludzi, a z każdą godziną i z każdym przebytym kilometrem jego piękne, ale naiwne poglądy topnieją jak śnieg na pustyni. Kiedy oddział wpada w zasadzkę, jedynym, który wychodzi bez szwanku, jest właśnie Reid. Udało mu się przeżyć dzięki Tonto (Johnny Depp), Indianinowi ze szczepu Komanczów. A młody prawnik postanawia wziąć sprawiedliwość we własne ręce. Tak rodzi się bezwzględny mściciel…

Wielki sukces tetralogii "Piratów z Karaibów" przełożył się również na niezwykłą popularność Johnny’ego Deppa, który przecież już wcześniej wykazał się wielkim talentem i umiejętnościami choćby w filmach Tima Burtona.

"Jeździec znikąd" to w założeniu - i wykonaniu również - hołd złożony spaghetti westernom. Jednak często można usłyszeć opinie, że to raczej "Piraci z Karaibów" przeniesieni na bezkresne połacie Dzikiego Zachodu: nie pomagają cytaty z filmów Sergio Leone, ani rozbrzmiewająca w pewnym momencie muzyka Ennio Moricone, a sytuacji nie poprawia również fakt, że reżyserem filmu jest Gore Verbinski, twórca trzech pierwszych "Piratów…". I choćby po to, by wyrobić sobie w tej kwestii zadanie, warto ten film obejrzeć.

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×