"John Wick 2". To nie jest film dla zwykłych realistów [RECENZJA]

Keanu Reeves dawno przekroczył 50-tkę, ale jako bohater „Johna Wicka” imponuje sprawnością fizyczną i… odwagą w wykonywaniu kaskaderskich scen, w których nie pozwala się zastępować.

Multimedia

NASZA OCENA: 7/10

Santino D'Antonio, dawny wspólnik Johna Wicka zwraca się do niego o pomoc w walce z podziemną organizacją włoskich zabójców. Związany ślubami krwi John jest w sytuacji bez wyjścia, tym bardziej D'Antonio nie zamierza przyjmować odmowy. Pojawienie się Johna w Wiecznym Mieście jest nie w smak wielu osobom, które zrobią wszystko, by to John przeniósł się do… wieczności.

128 - tyle wg ścisłej rachuby wynosi liczba wrogów zabitych własnoręcznie przez Johna Wicka w drugiej części opowieści o jego wyczynach. Już stan tego licznika wskazuje na to, że Wick nie jest zabójcą tuzinkowym i nie przypomina bohaterowie podobnych filmów akcji, zabijających z zachowaniem pełnego realizmu. John Wick działa w świecie kryminalnego matrixa, w osobnym uniwersum, zbudowanym na mitycznych niemalże zasadach, gdzie obowiązuje umowna logika (np. niemal nigdy nie pojawia się żaden stróż porządku), konwenanse dotyczą nawet bezdomnych, a zasady savoir vivre dyktują reguły współistnienie nawet najbardziej krwiożerczych jednostek. Istnieją w tym świecie miejsca, które ewidentnie wskazywać mają na mitologiczną czasoprzestrzeń niosącą ze sobą głębsze treści: hotel-azyl, gwarantujący nietykalność, czy centrala telefoniczna rodem z lat 50., w której klasycznie odziane telefonistki przyjmują zlecenia dla płatanych zabójców. Niezwykłe są miejsca, gdzie rozgrywają się wydłużone do granic śmieszności sekwencje zabijania. Podziemne katakumby kojarzą się z labiryntem Minotaura, w którym potwór pożerał swe ofiary. Na kolejne dzieła sztuki nawiedzonego artysty zakrawają znaczące białe ściany muzeum, plamy pozostałe po bluzgach krwi z przeciętych tętnic czy rozbryzgach istoty szarej mózgów wickowych antagonistów. Podobnie jak leżące na nim doskonale garnitury taktyczne, tak każda ofiara Wicka też skrojona jest na jego miarę, jedni dekorują przestrzeń wokół niego, innym poświęca więcej czasu, dzięki czemu widza może np. sam opanować trudną sztukę zabijania ołówkiem. Barokowy rozmach strzelanin, przypominające balet i mające swoją wycyzelowaną choreografię bijatyki i imponujące pościgi samochodowych to coś, co cieszy widza, pod jednym warunkiem. Takim mianowicie, że nastawiony będzie na wzięcie udziału w wysmakowanym spektaklu, a nie zerkanie na przaśny dokument z życia zabijaki. Wicka trzeba odszyfrować, by zrozumieć pojawiające się tajemnicze figury, takie jak Charon, hotelowy portier, czy król Bowery, bo też sam Wick jest taką figurą rodem z mitologii greckiej, herosem którego bogowie doświadczają, ale który zbliża się do nich, choćby za sprawą swej nieśmiertelności. Herosem, który pozostaje bliski nam ludziom, a Wick który stracił ukochaną żonę, opiekuje się zwierzętami i pozostał bez dachu nad głową jest takim właśnie idealnym przypadkiem współczesnego kinowego herosa.

„John Wick 2” nie udaje nic więcej poza to, co było zamierzeniem twórców, jest znakomicie nakręconym kinem akcyjnym klasy B, nowoczesnym jeśli chodzi o technikę, ale bardzo retro w sposobie narracji i rozwiązaniach wizualnych. Nieco przydługa dwójkę ogląda się już z mniejsza fascynacją niż jedynkę, ale i tak wiele scen pozostaje w pamięci, w tym scena z lustrami, będąca nawiązaniem i hołdem zarazem dla legendarnego „Wejścia smoka” z inną legendą kina Bruce’em Lee.

Beata Cielecka

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×