Julia Kamińska: Role drugoplanowe pozwalają na chwilę wytchnienia [WYWIAD]

Widzom dała się poznać już dobrych kilka lat temu, kiedy w serialu "Brzydula" wcieliła się w postać Uli Cieplak - niezbyt urodziwej, ale za to zdolnej dziewczyny. Od tego czasu jej kariera nabrała rozpędu. Dziś jest jedną z najbardziej lubianych polskich aktorek. Jak sama mówi, do zawodu aktorki podchodzi obecnie z dużą dozą spokoju, a w międzyczasie pisze… scenariusze! W rozmowie z Telemagazynem.pl Julia Kamińska zdradza m.in. jak potoczą się losy jej bohaterki w serialu "Singielka", skąd w niej pasja do pisania scenariuszy, a także jak spędzi święta Bożego Narodzenia.

Multimedia

Życie Natalii, w którą wcielasz się w serialu „Singielka” dość mocno się skomplikowało. To dobre określenie sytuacji, w jakiej obecnie znajduje się Twoja bohaterka?
Zdecydowanie. Natalia powoli dojrzewa, trochę później niż jej rówieśniczki, głównie z powodu władczego charakteru jej matki. Sława osacza swoją córkę marzy, by skończyła farmację, wyszła za mąż i zaszła w ciążę. Tymczasem Natalia uświadamia sobie, że realizuje plan swojej matki, a nie to o czym ona sama marzy. Dlatego rzuca studia, sprawy z narzeczonym też mocno się komplikują.

W takim razie muszę zapytać, co z tym ślubem?
Nie wiem i wydaje mi się, że ta niepewność będzie się ciągnąć do samego końca! Z Robertem jest raz lepiej raz gorzej, ale chyba na tym polega tworzenie dobrej historii, żeby cały czas zaskakiwać widza. Wiedziałam, że jeśli Natalia na początku historii jest z Robertem tak bardzo szczęśliwa, to prędzej czy później będzie musiało się to zmienić, inaczej byłoby nudno i faktycznie tak się dzieje.

W tych narzeczeńskich zawirowaniach Natalii pewnie nie pomaga postać grana przez Mikołaja Roznerskiego, czyli przystojny mechanik Arek.
Zdecydowanie! Mechanik jest wszystkim tym, czym Robert nie jest, te role są zbudowane na zasadzie kontrastu, mają tylko jedną wspólną cechę – obaj są niezwykle przystojni. Natalia ma twardy orzech do zgryzienia.

Jak więc twoja bohaterka będzie lawirować między tymi dwoma przystojnymi, aczkolwiek całkowicie różniącymi się od siebie mężczyznami?
Szaleńczo! (śmiech). Natalia nie będzie umiała się zdecydować, ale wcale się jej nie dziwię! Kamil Kula i Mikoła Roznerski są w swoich rolach świetni, to ekscytujący wątek i z pewnością będzie budził ogromne emocje wśród widzów.

Całkiem niedawno obchodziłaś swoje 28 urodziny, z tej okazji oczywiście chciałam Ci życzyć wszystkiego co najlepsze! Powiedz mi, to był dla ciebie czas podsumowań? Jak spędziłaś ten dzień?
Dziękuję bardzo za życzenia! Ja swoje urodziny spędzam w… pracy! (śmiech). W tym roku grałam spektakl w teatrze Komedia „Człowiek dwóch szefów”, poprzednie urodziny spędziłam na scenie ze spektaklem „Siostrunie”, widownia zaśpiewała mi „Sto lat”, to było bardzo wzruszające. Jeśli chodzi o jakieś podsumowania to nie mam konkretnych przemyśleń co do upływającego czasu. Czuję się naprawdę dobrze w swojej skórze, fajnie jest mieć 28 lat!

Od twojego telewizyjnego debiutu, jakim była „Brzydula” minęło sporo czasu. Jak bardzo zmieniłaś się jako aktorka przez ten czas?
Brzydula nie była moim debiutem, już wcześniej grywałam w serialach, ale to była pierwsza główna rola. Jako aktorka zmieniłam się ogromnie, dużo pracowałam w teatrze, zyskałam doświadczenie, czuję, że więcej umiem. Pracując w zawodzie cały czas uważnie obserwuję koleżanki i kolegów aktorów, to moja szkoła aktorska. Cieszę się, że na planie „Singielki” ponownie spotkałam Dorotę Pomykałę. To cudowna kobieta i fenomenalna aktorka, która opiekowała się mną na początkach mojej drogi właśnie na planie „Brzyduli”. To mi daje teraz poczucie pewności, uwielbiam grać z nią sceny. Dzisiaj mam spore doświadczenie, z którego mogę czerpać, ale nie jestem już tak bardzo podekscytowana pracą, jak na początku.

CZYTAJ TAKŻE: DOROTA POMYKAŁA: DO TEJ PORY GRAŁAM SYMPATYCZNE CHARAKTERY, A TU TRAFIŁA SIĘ CZEPIALSKA KOBIETA!

Dlaczego?
Rola w „Brzyduli” była dla mnie wielką niespodzianką, nie spodziewałam się tego. Kto by pomyślał, że dziewczyna z II roku germanistyki zagra główną rolę w telenoweli – totalna abstrakcja! Teraz, po kilku latach pracy w zawodzie, ta abstrakcyjność zniknęła: pracuję na różnych planach, w teatrach, nie ekscytuję się tym faktem tak, jak kiedyś. Nie mówię tutaj, że nie lubię już swojej pracy, uwielbiam ją i jestem bardzo szczęśliwa, że mogę pracować jako aktorka, po prostu podchodzę do tego już z dużą dozą spokoju.

Czekasz jeszcze na tak duży angaż, jakim była „Brzydula” i postać Uli Cieplak?
Duże angaże mają wiele plusów, jednak gdybym dostała propozycję zagrania głównej roli w telenoweli, musiałabym się poważnie zastanowić. Na moje samopoczucie dobrze wpływa płodozmian, lubię jednocześnie grać kilka postaci, w międzyczasie np. pisać scenariusze, wieczorem iść do kina… a udział w tego typu produkcji wymaga rezygnacji z wszystkich innych przedsięwzięć zawodowych na co najmniej rok - teatr, dubbing, inne seriale, filmy, w dużej mierze życie prywatne – to wszystko trzeba zawiesić i poświęcić się jednej postaci.

Mnóstwo aktorek tylko o tym marzy!
Mnóstwo aktorek marzy też, żeby zagrać wyrazistą postać drugoplanową i ja należę do tej grupy. Między innymi dlatego, że rolę główną już zagrałam. To było wspaniałe, ale nie miałam czasu na nic, nawet na to, żeby pójść do lekarza, albo zobaczyć się z rodziną. Doceniam, że role drugoplanowe pozwalają na chwilę wytchnienia i realizację innych planów.

Natalia jest dla ciebie właśnie tą idealną rolą drugoplanową?
Tak, zdecydowanie. Marzyłam o tej roli, bo lubię wcielać się w postacie nie przypominające tych, które już wcześniej grałam. W przypadku roli w „Singielce” faktycznie tak jest. Musiałam trochę pokombinować, zastanowić się jak ona funkcjonuje w tym swoim dziwnych świecie, to ciekawe wyzwanie. Mam jeszcze kilka takich wymarzonych ról, które chciałabym zagrać.

No to zdradź mi koniecznie, o jakiej roli marzysz!
Nie będę bardzo oryginalna, marzy mi się film kostiumowy, to bardzo popularne marzenie wśród aktorek. Jedno teatralne marzenie już się spełniło, zagrałam w musicalu teatru Komedia „Zorro” gdzie wcieliłam się w postać cygańskiej wróżki Inez. To było fantastyczne przeżycie! Niestety w grudniu zagraliśmy już ostatnie spektakle, jest mi strasznie przykro z tego powodu, ale taka jest właśnie specyfika tego zawodu: seriale kończą emisję, spektakle schodzą z afisza, a my marzymy o nowych postaciach.

Wspomniałaś już trochę o pisaniu scenariuszy. Opowiesz mi coś więcej o tym zajęciu?
Zawód scenarzysty jest zdecydowanie bliższy mojemu wykształceniu, niż aktorstwo. Na studiach analizowaliśmy dzieła literatury niemieckiej, również sztuki teatralne. Poza tym, z racji wykonywanego zawodu przeczytałam mnóstwo scenariuszy, czasem zmagałam się z kwadratowymi dialogami czy niewiarygodnymi historiami. Jednak co innego obserwować z zewnątrz, a co innego pisać samemu. Cały czas się uczę, to praca wymagająca całkowitego skupienia, pomysłowości, dobrej pamięci i empatii. Jestem częścią zespołu scenariuszowego serialu „Pierwsza miłość”, pierwszą transzę mamy już za sobą, zaczynamy kolejną. Jestem obecnie w dziale storyline’u, czyli odpowiadam za dramaturgię, czasem piszę też dialogi. Współtworzyłam też pięć pierwszych odcinków do „Singielki”.

Z czego w takim razie według ciebie powinien składać się dobry scenariusz?
Myślę, że najważniejsze są postaci. Jeżeli to, co się dzieje w serialu, nie wynika właśnie z postaci, tylko bohaterowie ‘są’ na rzecz jakiegoś wydarzenia, to widz od razu wyczuje fałsz i nie będzie się z tym utożsamiał. Dialogi to również istotny element dobrego scenariusza i to świetnie, że aktorzy czasami coś tam w nich zmieniają i dorzucają od siebie, bo wtedy brzmi to bardziej naturalnie. Oczywiście w tym idealnym scenariuszu nie można pominąć elementu zaskoczenia – widz musi się czasami wkurzyć, czy wzruszyć.

Czy to, że sama piszesz scenariusze ma teraz jakiś wpływ na to, jakie propozycje przyjmujesz?
Zawsze staram się wybierać role dobrze napisane, w tym celu czytam wcześniej scenariusze. Chyba, że pracuję z kimś, kogo znam i do kogo mam duże zaufanie – wtedy zdarza się, że wchodzę w ciemno.

Korzystając z tego, że spotykamy się pod koniec roku, jak podsumowałabyś to mijające właśnie 12 miesięcy?
To były dla mnie bardzo intensywne miesiące, w głównej mierze dlatego, że pracowałam na wielu frontach. Teatr, pisanie scenariuszy, muzyka, spektakle wyjazdowe, teraz lecę do Chicago z „Ostrą Jazdą” i też ledwo udało się to spiąć terminowo (śmiech). Bardzo dużo się działo, mało spałam, ale daje radę!

A jakie masz plany na zbliżające się święta?
Wreszcie zobaczę się z rodziną, na pewno pójdziemy razem na spacer nad morze. Właśnie zepsuła się zmywarka, więc sporo czasu spędzimy nie tylko przy stole, ale również nad zlewem (śmiech).

Rozmawiała: Adriana Słowik
adriana.slowik@polskapress.pl

Komentarze

Skomentuj
  • A (gość)

    :)

    12.06.2016 10:23

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×