"Konwój", czyli film, który zapada w pamięć [RECENZJA]

Najpierw był przebój country C.W. McCalla o kierowcy trucka - pogromcy amerykańskich szos, i jego śmiertelnym wrogu - szeryfie. Całkiem niezłe jak na punkt wyjściowy dla filmu drogi, szczególnie gdy zabiera się za niego Sam Peckinpah. To przedostatni film tego mistrza, który z powodu zażywania narkotyków był już wówczas w nienajlepszej formie. A jednak "Konwój" ma w sobie to "coś", co powoduje, że nie będąc filmem wybitnym, zapada w pamięć.

Multimedia

NASZA OCENA: 8/10

Bohaterem jest popularny w środowisku kierowców ciężarówek Rubber Duck (Gumowy Kaczor), który nie cierpi policjantów drogówki, uważając ich za przekupnych drani (gra go Kris Kristofferson, aktor i piosenkarz country). A po drugiej stronie barykady szeryf Lyle Wallach (Ernest Borgnine), gnębiący truckerów, którzy według niego są drogowymi bandytami. I jest jeszcze urodziwa reporterka (Ali MacGraw) szukająca tematu do reportażu. Dalej sprawa rozwija się według schematu i w rytm piosenek country.

Co więc w tym filmie niezwykłego? O ile gra Kristoffersona i MacGraw jest po prostu miła dla oka i ucha, to w pamięci pozostaje przede wszystkim Borgnine (1917-2012), który niejako ukradł film głównym bohaterom. Zagrał postać stanowiącą niejako archetypiczne uosobienie wrednego, nadętego (także fizycznie) amerykańskiego przedstawiciela prawa. Postać równie złą, co śmieszną. Pekinpahowi zawsze najlepiej wychodzili bohaterowie negatywni.

Piotr Radecki

"Konwój" w tv - sprawdź datę emisji.

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×