"Koszmar". Filmowy remix w rytmie techno [RECENZJA]

„Koszmar” to jedno z największych odkryć 31. Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Niemiecki reżyser Akiz stworzył fascynujące dzieło, które być może nie każdemu przypadnie do gustu ze względu na formę bądź sposób narracji, ale na pewno nikt nie przejdzie obok tego tytułu obojętnie.

Multimedia

'KOSZMAR" - SPRAWDŹCIE EMISJĘ W TELEWIZJI

Akiz naprawdę nazywa się Achim Bornhak i tworzy filmy od połowy lat dziewięćdziesiątych, a dwa jego studenckie krótkie metraże zostały nominowane do Oscara. Działa dwutorowo – zarówno jako Akiz, jak i pod własnym imieniem i nazwiskiem. Projekty, które podpisuje pseudonimem są w pełni jego wizją i artystycznym konceptem, natomiast te drugie to komercyjne strzały i szansa na zarobek. Przykładami tych ostatnich są chociażby „Das Wilde Leben” z 2007 roku, gdzie jednak nie był zadowolony z końcowego efektu, tłumacząc, iż producenci skradli mu wolność artystyczną. Po tym doświadczeniu twórca ponownie zwrócił się w stronę krótkiego metrażu, aczkolwiek w 2012 roku znalazł czas na realizację dla ZDF telewizyjnego obrazu „Wiosna dla początkujących”, gdzie wypatrzył Carolyn Genzkow – główną bohaterkę „Koszmaru”.

Ostatnią rzeczą, o którą można posądzić Akiza jest banalność. To autor, który zawsze ma konkretną wizję i jest w stanie pracować nawet z największymi freakami, tak jak miało to miejsce przy realizacji teledysku „Boom Boom Boom” rapowej ekipy z Berlina – K.I.Z. Potwierdzają to krótkie filmy Akiza – „Painting Reality” (wyświetlane w Saatchi Gallery w Londynie) czy „Evokation”, gdzie widzowie po raz pierwszy na ekranie mogli zobaczyć niezwykle sympatycznego potworka z „Koszmaru”.

„Koszmar” opowiada historię 16-letniej Tiny (ciekawa Carolyn Genzkow), typowej nastolatki wychowywanej w rodzinie sytuującej się w klasie średniej. Pozornie niczego jej do szczęścia nie brakuje – rodzicie sprawiają wrażenie udanego małżeństwa, mieszka w wystawnym domu i ma koleżanki, z którymi zawsze może poimprezować. No dobrze, jest nieszczęśliwie zakochana – nie wiedzieć czemu zadurzyła się niegrzeszącym urodą koledze (Wilson Gonzalez Ochsenknecht) i zrobiłaby wiele, aby ich znajomość zakończyła się w łóżku. Reżyser na przykładzie Tiny poddaje krytyce współczesną młodzież; dzieciaki nie wiedzą, co mają zadane z matematyki, ale wiedzą, że muszą załadować kokainę w swoje nosy.

"Uczeń". Nie da się być świętszym od BogaZobacz więcej

Tina w pewnym momencie zaczyna... widzieć dziwnego stworka, takie troszkę połączone ET z Jerzym Urbanem. Moment ich pierwszego spotkania całkowicie zmieni nastolatkę, z czego początkowo ona sama nie zdaje sobie sprawy. Zapewne nie bez znaczenia jest fakt, że potworek wygląda jak wsadzony do słoika embrion, który główna bohaterka widziała na lekcji biologii, co otwiera szerokie pole do interpretacji. Kim on jest? Po co się pojawił? Nie wiadomo. Może to tylko wymysł jej wyobraźni, albo ucieleśnienie lęków? Tina, próbując przekonać innych, że widzi dziwne stworzenie, staje się persona non grata – nikt jej nie wierzy, wszyscy się od niej odcinają, traktują jak wariatkę i jest niezbyt mile widziana nawet na... własnej imprezie urodzinowej.

Całość to jeden wielki filmowy remix. Sceny powracają, podbijane głośną muzyką oraz efektownym montażem. Erotyczne napięcia bohaterów kumulują się wraz ze stroboskopowym światłem oraz ciężkimi basami techno. To mieszanka wybuchowa - zupełnie tak, jak nastolatka u progu dojrzałości.

Akiz za pomocą metafory „potworka”, który siedzi w każdym z nas, pokazuje proces stawania się indywidualnością. To film o ukrywaniu samego siebie. O strachu, przed pokazaniem, że jest się innym od otoczenia. Główna bohaterka początkowo chciałaby stłamsić własną indywidualność na rzecz bycia kolejną taką samą jednostkę: kolejną małolatką ubraną w kiczowate leginsy, odkrywający brzuch t-shirt oraz airmaxy. Niemiec ukazuje koszmar dojrzewania; moment, w którym nastolatka z dziewczynki staje się kobietą. I kobiety nie czyni z niej rozpoczęcie życia seksualnego czy ostre ćpanie, ale świadomość odpowiedzialności za własne życie. A może nie tylko za własne?

Jako ciekawostkę warto dodać, że prezentowany na ekranie stworek nie jest wytworem komputerowym. Nad tym modelem autor pracował przez wiele lat, pieczołowicie go dopieszczając. Jego prototyp był już gotowy ponad dziesięć lat temu, aż uzyskał obecną formę. Efekty komputerowe wykorzystano jedynie w minimalnym stopniu – np. do otwierania oczu tej dziwnej, acz sympatycznej istoty. Warto również zwrócić uwagę na obsadę; Akiz czerpie garściami z popkultury i nie przez przypadek w jednej z drugoplanowych ról pojawił się muzyk Hagen Stoll, dzisiaj specjalizujący się w rocku, a kilka lat temu rapujący pod pseudonimem Joe Rilla. Swoją drogą, bardzo wyrazista kreacja.

Dla Akiza ten tytuł jest nowym otwarciem. Niektórzy lokalni krytycy już określili go nadzieją „nowego niemieckiego kina”. Czas pokaże, czy tak będzie rzeczywiście, ale jeżeli faktycznie „Koszmar” jest pierwszą częścią tryptyku filmowego „Narodziny – Życie – Śmierć”, jaki planuje Akiz, to może być bardzo ciekawie!

„Koszmar” to ekscytujące kino, od którego trudno się uwolnić. Podczas projekcji film może wywoływać ambiwalentne odczucia, ale zakorzenia się w człowieku i wierci tak głęboko, że długo po seansie nie można tego dzieła wyrzucić z głowy. A to chyba największy komplement dla filmowca. Dla takich filmów warto chodzić do kina.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

KOSZMAR

Der Nachtmahr
Kraj: Germany
Rok produkcji: 2015
Reżyser: AKIZ
Producent: Amir Hamz, Christian Springer, AKIZ, Simon Rühlemann
Wystąpili: Carolyn Genzkow, Kim Gordon, Julika Jenkins, Arnd Klawitter, Wilson Gonzalez
Czas trwania: 88 min

Recenzja została pierwotnie opublikowana 9 listopada 2015 roku, w ramach relacji z 31. Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×