"Król" [RECENZJA]. Witamy w przedwojennej Warszawie, gdzie za ideologię przelewano krew na ulicach, a w burdelach pracowały 12-letnie prostytutki. Najlepszy serial w historii polskiego CANAL+?

Zamknięte kina i teatry, kolejne ograniczenia związane z sytuacją epidemiologiczną, swoisty krajobraz po bitwie. Chyba nikt się nie spodziewał, że premiera od dawna oczekiwanego serialu CANAL+ pt. "Król", który powstał na podstawie powieści Szczepana Twardocha, będzie odbywać się w takiej atmosferze. Celebrujcie ostatnią dużą premierę 2020 roku i sprawdźcie, jak oceniamy pierwsze dwa odcinki "Króla"!

Multimedia

"Król" - premiera w piątek, 6 listopada, o godzinie 21:00 na antenie CANAL+

"KRÓL" - RECENZJA ODCINKÓW 1. I 2.

Powiedzieć, że wszyscy czekali na "Króla", to tak, jakby nie powiedzieć nic. Powieść Szczepana Twardocha narobiła takiego zamieszania, że jej przeniesienie na wielki ekran było tylko kwestią czasu. Zanim to jednak się stało, to warto odnotować, że Monika Strzępka i Paweł Demirski dokonali przełożenia historii Jakuba Szapiry na język teatru, co zaowocowało jedną z najlepszych teatralnych premier roku 2018. Widowisko, którego premiera odbyła się w Teatrze Polskim w Warszawie, robiło ogromne wrażenie, więc efekt mógł być tylko jeden - jeszcze mocniej zacierałem ręce na myśl o serialu.

Już jedna z pierwszych scen "Króla" nie pozostawia w widzach wątpliwości - tutaj nie będzie miejsca na żadne kompromisy, półśrodki czy drogi na skróty. Momentalnie zostajemy wepchnięci do Warszawy roku 1937, w sam środek starcia między socjalistami od Kuma Kaplicy (Arkadiusz Jakubik) a falangistami dowodzonymi przez Bronisława Żwirskiego (Adam Bobik). Mordy będą obijane z całych sił, jakie są w pięściach, a krew będzie gęsto płynąć po ulicznym bruku. Warszawa ma w "Królu" kluczowe znaczenie, bo tak naprawdę to miasto jest główną bohaterką opowieści. To wycinek z historii miasta, które przestało istnieć, bowiem powojenna Stolica to tak naprawdę już kompletnie inne miejsce - nasączone innym klimatem, goszczące w swoich progach zupełnie innych ludzi. Ta roku 1937 jest z jednej strony brudna i odrażająca, a z drugiej piękna i fascynująca. Miejsce skrajności, gdzie z jednej strony możesz na balu poznać ministra i pół polskiej inteligencji, a z drugiej w burdelu skorzystasz z usług 12-letnich prostytutek. "Król" sprawia, że ówczesna Warszawa jawi się jako miejsce wyzute z wszelkiej moralności, gdzie albo ty zabijesz kogoś, albo ciebie zabiją.

Doskonale wie o tym Jakub Szapiro, w którego brawurowo wciela się Michał Żurawski, wyglądający jakby urodził się właśnie dla tej roli. Szapiro w jego interpretacji tańczy na pograniczu dobra i zła. Sam nie zastanawia się nad sobą w tych kategoriach, bo takiego życia nauczyła go ulica. Innego nie zna, nie miał wyboru, tak został ukształtowany i jedyne, na co może mieć wpływ to kwestia, czy stale chce być na usługach Kaplicy. Lojalność jest dla niego punktem honoru, ale pytanie, wobec kogo finalnie będzie lojalny?

"Berlin Alexanderplatz". Baśń o pragnieniu stania się Niemcem. Najważniejszy europejski film ostatnich lat?Zobacz więcej

Magdalena Boczarska, opowiadając mi o serialu, powiedziała, że "Król" jest bardzo męskim kinem i nie sposób się nie zgodzić z tym stwierdzeniem, ale na szczęście wszystkie ekranowe kobiety dalekie są od nijakości. Zaczynając od Boczarskiej właśnie, która jako Ryfka Kij jest pokiereszowaną przez życie kobietą, która nauczyła się tego, że aby osiągnąć swoje cele musi manipulować, uwodzić, zwodzić, a czasem nawet posunąć się do czegoś okropniejszego. Z tego ostatniego zdaje sobie również sprawę Tabaczyńska (bezbłędna Barbata Jonak), która jest jedyną kobietą w ekipie Kuma, a do tego lesbijką, która w burdelu potrafi z dziewczynami zaszaleć bardziej niż jej koledzy. Z nią nie ma żartów, bo często szybciej pociąga za spust niż myśli o konsekwencjach. Teoretycznie w opozycji do tych bohaterek jest dystyngowana Anna Ziembińska (Lena Król), chociaż pod płaszczem dobrego pochodzenia kryje się kobieta, której nie podoba się to, że ktoś chciałby mówić jej jak żyć.

Patrząc na kolejne aktorskie kreacje w "Królu" można powiedzieć tylko jedno - casting był genialny. Na dobrą sprawę można rozpisywać się o wszystkim aktorach, ale ekran najpełniej dla siebie kradną Barbara Jonak jako Tabaczyńska, Adam Bobik jako Żwirski i przede wszystkim Borys Szyc jako nieprzewidywalny Janusz Radziwiłek! Szyc szarżuje, bawi się każdą wypowiadaną kwestią i buduje bohatera, po którym do końca nie wiemy, czego się spodziewać. Wielka rola.

"Król" - jeżeli kolejne odcinki utrzymają taką formę, jak pierwsze dwa epizody - bez wątpienia będzie najlepszym serialem, jaki polski oddział CANAL+ do tej pory wyprodukował. Tak, jak HBO Polska może chwalić się na świecie "Ślepnąc od świateł", tak CANAL+ może spokojnie pokazywać wszystkim "Króla". Pierwsze dwa odcinki pokazują, że scenograficznie i kostiumowo jest to produkcja dopracowana do perfekcji, a do tego mamy trzymającą w napięciu fabułę i obsadę trafioną w dziesiątkę. Czy trzeba czegoś więcej? Chyba tylko premiery kolejnych odcinków.

Ocena: 8/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 6 listopada 2020 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Karol K. (gość)

    Zgadzam się z opiniami poprzednich oceniających. Zacząłem oglądać pełen nadzieji na dobre kino. Po 10 minutach zakończyłem oglądanie.... Tragedia.... Wszystko dokładnie j/w. Szkoda czasu. W domyśle wiadomo kto promuje takie gnioty.

    13.11.2020 20:27
  • andrzej (gość)

    odc i tandeta w dodatku kosztowna aktorstwo poniżeh przeciętności

    07.11.2020 14:04
  • rob (gość)

    Fatalny pierwszy odcinek - jeśli ma to być, jak dywaguje recenzent, najlepsza premiera Canal+, to pora chyba zrezygnować z abonamentu. Albo pan recenzent musi zmienić leki. A poważnie, nie rozumiem zachwytu nad samą książką, ale filmografia udowadnia, że i z przeciętnego skryptu można zrobić coś ciekawego. Liczyłem, że tak będzie w tym przypadku. Pierwszy odcinek jednak rozczarowuje, boję się że im dalej w las, tym będzie ciemniej. Tzn. gorzej. Wqurwiający Jakubik i Żurawski, pajacujący Szyc i Topa, beznadziejny Ferency - takie mam wrażenia po 70 minutach serialu. Jestem przekonany, że w momencie kiedy mamy do wyboru kilka platform z przebogatą, to cos takiego jak Król albo robi się genialnie, albo nie powinno się robić wcale i tym samym uniknąć wstydu. Brak akcji, manieryzm artystyczny, przeintelektualizowana pogoń za kontekstami... Szkoda gadać. Na plus - naprawdę dobry dźwięk. Słychać dialogi, efekty, tło. Za to wielkie brawa. Pewnie obejrzę drugi odcinek, ale bez większych oczekiwań. Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz.

    07.11.2020 12:24
  • I po Królu. (gość)

    Wczoraj premiera. Wyszedłem z pokoju po 10 minutach. Potem zajrzałem ze 2 razy, że może jednak. Zmarnowany potencjał i pieniądze. Proletariat wystrojony na ulicach jakby szedł na mszę. Sceny sztuczne, ustawki jak z filmów propagandowych. Sceny czyściutkie i absurdalne. dialogi jak na akademii 1maja. Gdzieś finezja? Gdzieś miejsce dla widza?

    07.11.2020 12:09

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×