"Księga miłości" [RECENZJA]. Film, który może przekonać, że świat funkcjonuje w oparciu o jakąś logikę

Jeśli komuś podobał się klimat znakomitego „Mów mi Vincent”, to „Księga miłości” jest jego łagodniejszą, męsko-damską wariacją, kryjącą ponadto sporo obsadowych smaczków i tajemnicę w tle.

Multimedia

NASZA OCENA: 7/10

Po nieoczekiwanej śmierci będącej w ciąży żony, pracującego jako architekt Henry’ego legł w gruzach. Próbując pozbierać się po tej tragedii, postanawia wypełnić złożoną żonie obietnicę i pomóc bezdomnej, zbuntowanej nastolatce z sąsiedztwa w realizacji marzenia, jakim jest zbudowanie tratwy, na której uda się przepłynąć Atlantyk.

Fabułą filmu przypomniała mi pewien fragment biografii Romana Polańskiego związany z jego zamordowaną przez gang Mansona żoną Sharon. Przed rozstaniem z mężem zostawiła na nocnej szafce książkę, która czytała, mówiąc mu, że byłby z niej świetny materiał na film. Była to „Tess d’Urberville” Thomasa Hardy’ego. Gdyby nie zainteresowanie Sharon powieścią, być może Polański nigdy by jej nie zekranizował… Podobnie jest z bohaterem filmu, Henrym, który po śmierci ciężarnej żony, zaczyna interesować się dziewczynką, o której wspomniała mu tuż przed wypadkiem. Co prowadzi oczywiście do rozwijającej się nie bez trudności niezwykłej przyjaźni. Dziewczynka, mająca fatalne doświadczenia z dorosłymi, którzy ją zawiedli musi przełamać mnóstwo uprzedzeń, by zaufać Henry’emu. Henry’emu z kolei, autentyczność młodej osóbki, jej pozbawiona pozy naturalna szczerość i pasja jaką się oddaje, bardzo przypomina zmarłą żonę, artystkę która wnosiła do jego życia energię i nieprzewidywalność. Przyjaźń z Milie łagodzi więc ból po starcie Penny, ale i pomaga przewartościować swoje życie i odnaleźć się w samotności jaką doświadczył go los. Filmy pokazujące relacja młodej dziewczyny i dorosłego mężczyzny zazwyczaj wskazują na jakieś erotyczne podteksty. Tutaj tego uniknięto, to czysta magia spotkania człowieka z drugim, rozumiana tak jak rozumieją to filozofowie i etycy. I jeśli funkcjonowanie świata ma jakąś logikę, to trudno uciec od myśli, że spotkanie tych dwojga powinno się było wydarzyć.

Ale nawet nie wchodząc jaka głębiej w przesłanie filmu jest to obraz który ogląda się z dużą przyjemnością, ciepły, ale nie ckliwy; mądry, ale nie przeintelektualizowany; zabawny, ale śmieszny z ciekawymi dialogami i zajmująco odmalowanymi postaciami drugoplanowymi: robotnicy remontujący dom Panny i Henry'ego czy matka Penny. Role pierwszoplanowe to oczywiście klucz sukcesu filmu. Henry w wykonaniu Jasona Sudeikisa jest przekonujący we wszystkich emocjach jakie przeżywa, zaś znana z „Gry o tron” Maisie Williams mocno odcina się od stereotypu rozwydrzonej i roszczeniowej nastolatki do jakich przyzwyczaiły nas YT-owe filmiki.

Beata Cielecka

WRÓĆ DO PROGRAMU TV

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×