"Las, 4 rano". Morze emocji [RECENZJA]

Jan Jakub Kolski się obnażył. „Las, 4 rano” to najintymniejszy film reżysera „Pornografii”, a z ekranu płyną szczerość, autentyzm oraz emocje. Morze emocji.

Multimedia

Forst (genialny Krzysztof Majchrzak), w momencie gdy go poznajemy, jest królem życia. Wygląda tandetnie, ale ma władzę, więc nikt nie powie na niego złego słowa ani się nie sprzeciwi. Budzi respekt i ma wszystko: pieniądze, własną firmę, pracowników którymi może pomiatać, asystentki które się przed nim wypinają oraz dostęp do najlepszej kokainy. Żyć, nie umierać. Wieczna balanga. Tyle, że przez pewne wydarzenie impreza musi się skończyć, a sam Forst postanawia odmienić całe swoje życie. Niedługo później już nie przypomina dawnego siebie; jest „leśnym dziadem”, mieszka w leśnej chatce, gdzie śpi w wykopanej przez siebie dziurze, żywi się upolowanymi królikami i bobrami, opiekuje się niepełnosprawnym psem, a jedynym jego kontaktem z normalnym światem jest sympatyczna prostytutka Nata (dobra Olga Bołądź).

"La La Land". Uważajcie o czym marzycie, bo marzenia się spełniająZobacz więcej

Brzmi abstrakcyjnie? Być może, ale Kolski dokładnie wie, jak opowiedzieć tę historię, aby zainteresować widzów. Nie jest nachalny, niektóre wątki pozostają kwestią domysłów i spekulacji, tak aby samemu można było sobie dopowiedzieć część rzeczy. To działa na korzyść filmu, który z pozoru przedstawia odrealnioną opowieść jakby z obcego świata, ale tak naprawdę to bolesne wyznanie reżysera i jego sposób na radzenie sobie z żałobą. W tym filmie jest prawda, cierpienie, ale też nadzieja na lepsze jutro.

Ból jest szczególnie widoczny – chociaż niektórzy być może uznają to za zbyt symboliczne albo wręcz nachalne – w scenach spania w dziurze, gdy bohater chce być jak najbliżej ziemi, zupełnie tak, jakby pragnął umrzeć i zostać pochowanym. To opowieść o tęsknocie, niewykorzystanym czasie oraz pamięci – tej, która przetrwa nawet wtedy, gdy mury cmentarza runą, a nagrobki znikną.

Gorzkie emocje filtruje duet Krzysztof Majchrzak – Marysia Blandzi. Patrząc na tę dwójkę naprawdę można odnieść wrażenie, że to ojciec i córka. Doskonale się uzupełniają oraz budzą sympatię. Majchrzak tak wielką kreacją, w tak skromnym filmie, powrócił do kina. Oby na dłużej!

Jan Jakub Kolski uwodzicielsko sfilmował swoich bohaterów oraz otaczającą ich przyrodę. Na te kadry aż chce się patrzeć, są niebywale urokliwe. To zadziwiające, że Kolski robiąc film na tak bolesny dla siebie temat, potrafił całość opowiedzieć w lekki i niedepresyjny sposób. Wyrazy uznania. Piękne pożegnanie.

Ocena: 7/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Zobacz galerię

Recenzja pierwotnie została opublikowana 23 września 2016 roku, w ramach relacji z 41. Festiwalu Filmowego w Gdyni.

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×