"Letnie popołudnie" [RECENZJA]. Gwiazda "M jak miłość" zagrała lesbijkę! Oceniamy film!

Wygląda na to, że Youssef Ouarrak już na dobre zadomowił się w Polsce. Mający marokańskie korzenie, urodzony w Szwecji, wychowany w Finlandii i wykształcony w Hiszpanii oraz Stanach Zjednoczonych, reżyser sam siebie nazywa obywatelem świata, jednak swoją karierę już od kilku lat postanowił skoncentrować na polskim rynku. W kinach właśnie pojawił się jego pełnometrażowy debiut pt. „Letnie popołudnie”. Oceniamy, jak wyszło!

Multimedia

"LETNIE POPOŁUDNIE" - RECENZJA

„Letnie popołudnie” zapowiadane było jako pierwszy polski film nakręcony w jednym ujęciu, jednak już pierwsze sekundy obrazu każą zastanowić się, ile w tym stwierdzeniu jest prawdy. Okazuje się bowiem, że film rzeczywiście powstał za pomocą mastershota, ale reżyser, po konsultacji z producentami, postanowił zastosować kilka cięć, skracając produkcję. Rozumiem powód – dzięki temu film staje się bardziej dynamiczny, ale jednocześnie niestety psuje to cały jednoujęciowy efekt. Co z tego, że na ekranie oglądamy aktorską improwizację, skoro widz nie jest tego świadomy? Przecież nikt nie będzie zagłębiał się w pressbooki przed lub po seansie.

Fabularny pełnometrażowy debiut Ouarraka to niecałe 80 minut z życia Laury (Maria Pawłowska), na pozór niczym niewyróżniającej się mieszkanki Warszawy. Gdy ją poznajemy, w pośpiechu szykuje się na spotkanie rodzinne, podczas którego będzie celebrować swoje 25 urodziny. Nie robi tego chętnie, bo doskonale wie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, a konfrontacja z matką (Anna Moskal) może być wyjątkowo frustrująca. I pomyśleć, że wszystko dlatego, iż Laura jest w związku z dziewczyną. Niedawno owdowiała matka nie może poradzić sobie z orientacją seksualną córki, chociaż reszta rodziny ma w głębokim poważaniu to z kim sypia Laura. I słusznie.

Patrząc na „Letnie popołudnie” można odnieść wrażenie, że taką historię już gdzieś kiedyś widzieliśmy. Youssef Ouarrak nie robi niczego, czego przed nim nie dokonali w kinie inni twórcy. Sam z każdą kolejną minutą „Letniego popołudnia” miałem w głowie myśl, że oglądam wariację na temat „Jak całkowicie zniknąć” Przemysława Wojcieszka, bo mamy tutaj do czynienia z podobnym klimatem, energią, bezpretensjonalnością oraz sposobem opowiadania o uczuciach i intymności. Nawet muzyka – u Wojcieszka Julia Marcell, a o Ouarraka Mikromusic – jakby skierowana do tego samego grona odbiorców.

"Na zawsze razem". Najbardziej pozytywny film o stracie? Emocjonalna petarda!Zobacz więcej

Nie zrozumcie mnie źle – to nie zarzuty, bo mimo że „Letnie popołudnie” na pierwszy rzut oka nie oferuje widzowi nic oryginalnego, to zagłębiając się w świat Laury poczułem, że właśnie poznałem fajną dziewczynę, która każdego dnia dzielnie walczy z rzeczywistością. Bije się o swoje. W improwizowanych, jedynie scenariuszowo zarysowanych, dialogach oraz sytuacjach jest siła oraz autentyczność. Popisem tutaj jest scena rodzinnej kolacji, gdzie napięcie wzrasta już od pierwszych minut, gdy tylko członkowie familii się ze sobą przywitali. To, że rodzinny spęd skończy się katastrofą było więcej niż wiadome, ale ileż tutaj jest prawdy, szczególnie w końcówce, gdy Laura musi się jeszcze na moment wrócić do mieszkania i ponownie spojrzeć w oczy rodzicielce.

Gdy już wydawało mi się, że „Letnie popołudnie” będzie wyciszoną relacją z życia dziewczyny walczącej o własną tożsamość, nadszedł wielki finał, który niestety bardzo popsuł wymowę filmu. Krzykliwe, wręcz brutalne i niestety irracjonalne szekspirowskie zakończenie powoduje niesmak. Nie wiem, czemu twórca w ostatnich minutach chciał silić się na efektowność, skoro wcześniej opowiadał o swoich bohaterach jedynie półtonami. Takie uderzenie było zbędne.

Finał „Letniego popołudnia” to popis prostackiej i taniej symboliki, ale jeżeli przymkniemy oko na to, co dzieje się w ostatnich minutach, to otrzymamy spójną i prawdziwą relację z walki o własne racje oraz próbę przełamania rzeczywistości, gdzie nie wszystko musi trzymać się twardych schematów. Kupuję to, podobnie jak bardzo dobrą Marię Pawłowską w roli głównej, która mocno wychodzi poza swoje serialowe emploi. Świetnie, że w Polsce twórcy opowiadając o homoseksualizmie już nie sięgają wyłącznie po mężczyzn, ale też potrafią poruszyć temat z perspektywy kobiety.

ocena: 6/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

Recenzja została pierwotnie opublikowana 2 września 2019 roku.

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×