"Love". Kino tylko dla dorosłych [RECENZJA]

Słowo „miłość” i jego synonimy są wypowiadane w „Love” Gaspara Noé tak często, że stają się pustym sloganem. „Miłość” jest odmieniana przez wszelkie przypadki, stanowiąc usprawiedliwienie wszystkiego – kłamstwa, zdrady, nałogu czy nawet nieudanego życia. Dla urodzonego w Argentynie twórcy seks nierozłącznie wiąże się z miłością, a penis w waginie jest poważniejszą deklaracją niż obrączka na palcu.

Multimedia

1 stycznia, Paryż. Obok swojej dziewczyny Omi (Klara Kristin) budzi się Murphy (Karl Glusman), a właściwie budzi go dzwonek telefonu. Dzwoni do niego matka jego byłej dziewczyny i oznajmia, że Electra (Aomi Muyock) zniknęła kilka miesięcy temu i nie daje znaku życia. Dla młodego mężczyzny ten telefon jest jak mocne uderzenie w głowę, wszelkie wspomnienia wracają. Electra to miłość jego życia, a z Omi jest tylko dlatego, że zrobił jej dziecko. Zresztą winy nie szuka w sobie i pękniętej prezerwatywie, lecz w swojej nowej partnerce, która go stale irytuje i jeżeli darzy ją jakimkolwiek uczuciem, to jest to nienawiść. Widzowie są świadkami wewnętrznego monologu Murphy'ego, który wspomnieniami wraca do wydarzeń sprzed kilku miesięcy, analizuje je i zastanawia się, gdzie został popełniony błąd. Chronologia w tym filmie nie istnieje, gdyż prezentowane na ekranie strzępki wydarzeń składają się ze skrawków uczuć.

AUTOIRONIA I DIAGNOZA SPOŁECZEŃSTWA

Murphy jest studentem reżyserii filmowej i w jednej ze scen mówi, że chce robić filmy sentymentalne, przepełnione krwią, potem i spermą. Brzmi znajomo? Bohater kreowany przez Karla Glusmana jest wariacją na temat samego Gaspara Noé. Jest w tym zabiegu sporo autoironii ze strony autora „Wkraczając w pustkę”, ale w figurze głównego bohatera można doszukiwać się także krytyki współczesnych dwudziestokilkulatków, którzy nie mają żadnego pomysłu na życie. Nie liczą się z konsekwencjami, nie myślą o przyszłości, ich egzystencja to wyłącznie puste rozmowy, głośne imprezy i szybki seks – są nijacy i nie mają własnego zdania, dokładnie tak, jak Murphy i jego była dziewczyna Electra.

Postać, w którą wcieliła się piękna Aomi Muyock jest niemal lustrzanym odbiciem głównego bohatera. Dziewczyna marzy jedynie o karierze wielkiej artystki, potrafi rozmawiać o sztuce godzinami, ale nie idą za tym konkretne działania. Dla Electry łatwiej załadować kokainę w nos, niż zająć się rozwojem własnej osoby. Paradoksalnie najbardziej świadomą i stanowczą osobą w tym miłosnym trójkącie okazuje się Omi. Jest najmłodsza z całej trójki, uciekła z domu i gdy już uzyskała wolność, wiedziała co z nią zrobić. To jednostka stanowcza o konkretnych i wyklarowanych poglądach, dlatego ewentualna aborcja nie wchodziła w grę. Omi doskonale wie, że Murphy jej nie kocha, ale równocześnie ma świadomość, że chłopak jest tak słaby i rozchwiany emocjonalnie, że nigdy jej nie opuści. To ona dyktuje warunki. Życie bohaterów „Love” jest fikcją, tylko seks jest prawdziwy. To smutna diagnoza współczesnego społeczeństwa, które tak boi się samotności, że łaknie miłości poprzez seks i pożądanie. Byle szybko, byle jak.

ZAMIERZONY BANAŁ

Gaspar Noé zrobił film o miłości według dwudziestokilkulatków, pokazując ludzi, którym jedynie wydaje się, że wiedzą czym jest miłość, jak o nią dbać i jak się z nią obchodzić. Reżyser wprost mówi, że jego celem było nakręcenie obrazu ukazującego sentymentalną przemoc oraz miłosną ekstazę i dlatego wprowadza widzów w świat nieznanego seksu, swingerskich klubów i eksperymentów z transwestytami. Wszyscy ci, którzy spodziewali się, że Francuz zrealizuje film z pełną powagą, do którego będzie można dopisywać niezliczone ilości interpretacji, dostają pstryczka w nos. Noé wręcz nabija się z ludzi, który chcieliby zamknąć go w ramach art-housowego kina, serwując w „Love” w pełni zamierzony banał. Tu wszystko jest kliszą; toksyczna miłość, narkotyki, wspólne eksperymenty narkotyczne i seksualne, zdrada, pęknięta prezerwatywa, nieplanowana ciąża i upadek głównego bohatera. Jeżeli coś zaczyna się od niewinnego spotkania w parku, to na pewno skończy się na klasycznej scenie kłótni w taksówce, podczas której zostaną wyciągnięte na wierzch wszelkie brudy.

Dla reżysera ten film jest jednym wielkim żartem. Dobitnie o tym świadczą liczne nawiązania do jego poprzednich dzieł, które niektórzy mogą uznać za formę artystycznego samogwałtu. Obraz jest przeładowany odwołaniami, czy to do „Nieodwracalnie”, czy do „Wkraczając w pustkę”. Zresztą sam Noé również pojawia się na ekranie, a ponadto widzowie mają okazję się dowiedzieć, że najlepszym imieniem dla dziecka jest Gaspar.

CO ZA DUŻO, TO NIEZDROWO

„Love” jest promowane jako obraz szokujący, ale czy seks pokazywany w sposób dosłowny i pozbawiony cenzury rzeczywiście jeszcze kogoś szokuje? Chyba wyłącznie tych, którzy seksu nie uprawiają lub robią to przy zgaszonym świetle. Zresztą pokazywanie prawdziwego stosunku na kinowym ekranie nie jest niczym nowym, wielu robiło przed Gasparem Noé i zapewne wielu będzie to robić po nim.

Znacie kogoś, kto kiedykolwiek obejrzał film pornograficzny od początku do końca? I nie chodzi mi o pojedynczą scenę. No właśnie, ja też nie znam. I to jest główny problem „Love”, bo prezentowany seks po pewnym czasie zaczyna zwyczajnie nudzić oraz nużyć. Jeżeli Gaspar Noé chciał wywołać u widzów podniecenie, to udało mu się to jedynie w pierwszych minutach seansu. Im dłużej trwał film – nawet mimo przeróżnych konfiguracji łóżkowych – pojawiała się coraz większa irytacja oraz spoglądanie na zegarek. Co za dużo, to niezdrowo.

„Love” nie tylko igra z konwencją kina artystycznego, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zwyczajnie z niego kpi. Reżyser bawi się ekranowym seksem, bawi się ironią i celowo tworzy obraz pełen wytartych klisz i mądrości w stylu „życie nie jest łatwe”, przy których publiczność wybucha śmiechem. Gaspar Noé tworzy własne kino oralnego niepokoju i jednocześnie realizację filmu zrównuje z łóżkowymi igraszkami – obydwie rzeczy robi wyłącznie po to, aby osiągnąć orgazm. Szkoda tylko, po pewnym czasem całość zaczyna nudzić i przestaje wzbudzać zainteresowanie. Widzowie, którzy wybiorą się na „Love”, robią to na własną odpowiedzialność – można dostać nasieniem w twarz. Tak wygląda miłość w 3D.

6/10

Krzysztof Połaski
krzysztof.polaski@telemagazyn.pl

"Love"
Reżyser: Gaspar Noé
Występują: Aomi Muyock, Klara Kristin, Karl Glusman, Gaspar Noé
Kraj produkcji: Francja, Belgia
Rok produkcji: 2015
Data premiery: 28 sierpnia 2015
Język oryginalny: angielski
Gatunek: erotyczny. dramat

Komentarze

Skomentuj
  • Gh (gość)

    Zgadzam się w połowie. Ten film to obraz tego, czym na pewno miłość nie jest. Jest jej totalnym zaprzeczeniem. Ktoś, kto nigdy nie przeżył takiego zatracenia i przekraczania wzajemnie własnych granic, ktoś kto nie doświadczył narkotykowego seksu, narkotycznej miłości, ktos, kto nie poddał się nigdy fantazjom i nie oddalił się od światła w mrok, nie jest w stanie dobrze odebrać tego filmu. :) „miłość” to wyświechtane słowo, ktore przewija się przez caly seans tak często nie bez powodu. Czesto zdarza nam się pomylić miłość z pożądaniem, przysiegamy sobie w słowach, które nie mają żadnego pokrycia w czynach. Gubimy się w tym świecie uczuć. Zdaje nam się, że coś jest prawdą, a tak naprawdę jest tylko wrażeniem, które chcemy aby się utrzymało. Tak liczne sceny seksu są z różnych okresów związku bohaterów. Jest ich dużo, bo właśnie ten seks jest dla nich miłością. Wyrazaja siebie przez seks, przysięgają sobie na seks, wszystkie ich działania kręcą się wokół kopulacji. Dlatego, ze to jest właśnie ich tytułowa „love”. Wzburzając się, ze jest dużo seksu w filmie, którego bohaterowie żyli właściwie tylko seksem po dragach i dla nich ten seks był sensem życia, wspomnień i ucieleśnieniem miłości, jest dla mnie troche niezrozumiałe.

    12.12.2018 03:05
  • Gh (gość)

    Zgadzam się w połowie. Ten film to obraz tego, czym na pewno miłość nie jest. Jest jej totalnym zaprzeczeniem. Ktoś, kto nigdy nie przeżył takiego zatracenia i przekraczania wzajemnie własnych granic, ktoś kto nie doświadczył narkotykowego seksu, narkotycznej miłości, ktos, kto nie poddał się nigdy fantazjom i nie oddalił się od światła w mrok, nie jest w stanie dobrze odebrać tego filmu. :) „miłość” to wyświechtane słowo, ktore przewija się przez caly seans tak często nie bez powodu. Czesto zdarza nam się pomylić miłość z pożądaniem, przysiegamy sobie w słowach, które nie mają żadnego pokrycia w czynach. Gubimy się w tym świecie uczuć. Zdaje nam się, że coś jest prawdą, a tak naprawdę jest tylko wrażeniem, które chcemy aby się utrzymało. Tak liczne sceny seksu są z różnych okresów związku bohaterów. Jest ich dużo, bo właśnie ten seks jest dla nich miłością. Wyrazaja siebie przez seks, przysięgają sobie na seks, wszystkie ich działania kręcą się wokół kopulacji. Dlatego, ze to jest właśnie ich tytułowa „love”. Wzburzając się, ze jest dużo seksu w filmie, którego bohaterowie żyli właściwie tylko seksem po dragach i dla nich ten seks był sensem życia, wspomnień i ucieleśnieniem miłości, jest dla mnie troche niezrozumiałe.

    12.12.2018 03:05
  • And (gość)

    Ciekawe, czy film pokaże któraś z polskich stacji tv ( np.Canal+ HBO) pokaże ten film w całości bez wycinania tych nad wyraz odważnych scen. O ile to tylko w w/w stacjach chyba bo nadają zza granicy, skoro kiedyś TVN też wyemitował jakiś film erotyczny z męskimi genitaliami w wzwodzie i musiała stacja zapłacić karę KRRiTV.

    10.11.2017 18:22
  • elektra (gość)

    Pan recenzent chyba jest totalnie znudzony seksem w ogóle, bo stroi się na takiego, którego nic, a nic nie zszokuje , a następnie stwierdza, że za dużo jak dla niego w tym filmie scen seksu i porównuje ten obraz do filmów porno, których nikt ,a nikt nie ogląda do końca bo są nudne. Co za ekspert. Zakładając, że to prawda, do licha filmy porno z zasady są zlepkiem scen zbudowanych wokół nieporadnej fabuły, a same sceny seksu nakręcone są na rympał po to żeby wywołać raczej szybkie i prymitywne podniecenie. Tymczasem w Love oprócz tego, że aktorzy naprawdę uprawiają ze sobą seks to sceny są świetnie zrealizowane i powiązane nieprzypadkowo z określoną muzyką, każda z nich obrazuje inny etap, nastrój, stan tego erotycznego związku, amplitudę namiętności, seksualnego odurzenia, granic ekstazy, przyjemności i perwersji, dlatego pokazanie go w takiej ilości jest absolutnie powiązane z całą opowieścią i zamierzoną konwencją . Więc to trochę tak jakby filmowi o tancerzach ktoś zarzucał, że jest za dużo scen tańca.

    21.09.2017 19:29
  • Widz filmowy (gość)

    Bardzo dobry film, odnoszący się do wielu osób które znalazły się w układzie jest dziecko musi być związek, oraz tęsknota za byłym partnerem jako bardziej interesującym . Bardzo dobrze pokazane sceny erotyczne jednocześnie nie w sposób wulgarny. Świetne podkreślenie wagi życia erotycznego, pragnień , marzeń akceptacji lub nie na to co nas otacza w tym aspekcie.

    12.03.2017 14:29
  • marlena ciepla (gość)

    Lub na początku roku szkolnego w panterkę zimowe 😜 ich na żywo seks jest bardzo atrakcyjna dla mnie i dla ciebie

    25.02.2016 00:25

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×