"M jak miłość". Tomasz Oświeciński wspomina lata na planie. "Udało nam się wynegocjować, że zakończymy ten wątek z przytupem"

Tomasz Oświeciński to bardzo rozpoznawalny aktor w polskim kinie. Zasłynął rolami w filmach Patryka Vegi, a szerszej publiczności dał się poznać jako Andrzejek z "M jak miłość". Mimo zakończenia wątku w serialu, mężczyzna nie zwalnia tempa.

Multimedia

Tomasz Oświeciński - Karuzela kręci się dalej

Filmy Patryka Vegi i "M jak miłość", w których grał niemal dekadę, przyniosły mu popularność i sympatię publiczności. Dziś Tomasz Oświeciński gra w dwóch serialach i coraz częściej bierze udział w zagranicznych produkcjach.

Upłynęło dziesięć lat od Twojego debiutu telewizyjnego. Pamiętasz swoje początki?

Trudno o nich zapomnieć, bo dzięki tym początkom moje życie wywróciło się do góry nogami (uśmiech- przyp. red.) Pracowałem, jako ochroniarz w jednym z warszawskich klubów, kiedy dostałem propozycję zagrania głównego bohatera w jednym z odcinków "Malanowscy i spółka". Niedługo potem dostałem rolę w serialu "Klan", gdzie grałem oficera CBŚ. Wypadłem na tyle wiarygodnie, że sąsiadki i panie z okolicznych sklepów uwierzyły, że rzeczywiście zajmuję się tym na co dzień (uśmiech-przyp. red.) i wynikało z tego wiele zabawnych sytuacji. Na pobliskim bazarku dostawałem najlepsze produkty, spod lady! Potem dostałem propozycję epizodu w "Plebanii", gdzie byłem prawą ręką największego zbira w historii polskich produkcji telewizyjnych, czyli Janusza Tracza (uśmiech-przyp.red.)

Propozycje sypały się, jak z worka świętego Mikołaja!

To było tak nieprawdopodobne, że samemu trudno było mi w to uwierzyć. Równolegle pracowałem, jako trener personalny i któregoś dnia poznałem osobę z produkcji "Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć", gdzie zaproponowano mi pracę nad choreografią. Trenowałem Tomasza Kota, który miał do zagrania trudną scenę walki, a potem dowiedziałem się z produkcji, że była to jedna najlepszych scen.

Wielokrotnie podkreślałeś, że ojcem Twojego sukcesu jest Patryk Vega. Jak zaczęła się Wasza współpraca?

Poznaliśmy się przy okazji "Służb specjalnych", gdzie również robiłem choreografię i dodatkowo trenowałem Olgę Bołądź, która grała główną rolę. Tak jej dałem w kość, że zdążyła mnie "znienawidzić". Kontrolowałem wszystko, od diety, wagi, snu, po konkretne umiejętności, które wykorzystała na planie. Przez zupełny przypadek zagrałem epizod. Okazało się, że jeden z aktorów nie przyjechał na plan i potrzebowali na cito zastępstwa. Zagrałem Rosjanina i nawet miałem scenę dialogową. Jestem z tego pokolenia, które miało obowiązkowy rosyjski od piątej klasy szkoły podstawowej. Zresztą, pewnie dzięki swojej aparycji (uśmiech-przyp. red.) mogłem zagrać w kilku rosyjskich produkcjach.

Na potrzeby tego epizodu przeszedłeś niemałą metamorfozę!

Musiałem pozbyć się włosów i odtąd łysina stała się moim znakiem firmowym (uśmiech-przyp. red.)

Trampoliną do sukcesu był "Pitbull" i rola Stracha, na którą miałeś duży wpływ.

Miałem w zanadrzu wiele tekstów zasłyszanych na siłowni czy w klubie, a Patryk uznał, że idealnie wpisują się w klimat filmowych historii, które chciał opowiedzieć. To było niesamowite, że mogę brać udział w tej produkcji nie tylko, jako odtwórca, ale również poniekąd dialogista. Równolegle przyszła propozycja roli w "M jak miłość", a ja miałem wrażenie, że znalazłem się na jakiejś karuzeli, której nie da się zatrzymać. Co więcej, bardzo mi się na tej karuzeli podobało!

Dlaczego Wasze drogi z Patrykiem się rozeszły?

Nie chciałem powielać postaci, które już wielokrotnie zagrałem. Czułem, że jestem gotowy grać w kontrze do warunków fizycznych. W "Polityce" założyłem koloratkę i choć był to niewielki epizod, dał mi dużo satysfakcji. Patrykowi zawdzięczam bardzo dużo i nie zapominam, że dzięki niemu jestem tu, gdzie jestem. Kieruję się w życiu prostymi zasadami. Szanuję ludzi, od lat mam tę samą menadżerkę i wiele cennych przyjaźni, o które dbam. Mam poczucie, że los mi sprzyja, ale to nie zwalnia mnie od ciężkiej pracy. Przez te wszystkie lat nigdy nie spóźniłem się na plan i zawsze miałem wykuty na blachę tekst. Jestem naturszczykiem, tak jak Jan Himilsbach, którego darzę ogromnym szacunkiem. Pracuję z dyplomowanymi aktorami, a to zobowiązuje mnie do ciężkiej pracy.

Pod koniec ubiegłego roku wspólnie z Olgą Szomańską zdecydowaliście się odejść z "M jak miłość". Dlaczego?

Z "M jak miłość" przeżyłem prawie dziesięć lat, które będę wspominał z ogromnym sentymentem, ale, przyszedł czas na zmiany. Oboje z Olga uznaliśmy, że temat Marzenki i Andrzejka już się wyczerpał. Udało nam się wynegocjować, że zakończymy ten wątek z przytupem, ginąc w tragicznym wypadku samochodowym. I nagle dostaliśmy propozycję ze strony produkcji serialu "Święty", która idealnie wpisała się w nasze oczekiwania. Mamy ubaw po pachy, Zresztą nie tylko mu, ale i cała ekipa. Mamy fajny, komediowy wątek, podrzucamy nasze teksty, które podobają się reżyserom i widzom przede wszystkim. I tak sobie jeździmy do Wrocławia, który ostatnio stał się moim drugim domem.

Nie dość, że grasz w "Świętym' to jeszcze dostałeś angaż w "Pierwszej miłości"!

I to też jest fajna rola, którą bardzo polubiłem. Wszystko dobrze się układa, choć moje dziewczyny narzekają na to, że za dużo pracuję.

Dziękuję za rozmowę.

Aleksandra Siudowska

Zobacz galerię

Komentarze

Skomentuj
  • KOGEL MOGEL 4 (gość)

    LISTY DO M 5

    28.07.2022 11:55

Dodaj komentarz

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin.

Telemagazyn poleca

Hity dnia

Wszystkie hity »


Logowanie

Jeżeli nie posiadasz konta, zarejestruj się.

×